wtorek, grudnia 02, 2008

Happy Hour w Monterey.

Jednym z bardziej ulubionych miejsc weekendowych wypadów - jest zatoka Monterey, a miasta położone nad tą zatoką, takie jak: Santa Cruz, Monterey - to istne perełki. Niecałe dwie godziny drogi z San Francisco pozwalają na łatwe i szybkie wyrwanie się w miejskiego gwaru i odpoczynek na plażach zatoki lub restauracjach w pięknej scenerii. Monterey przez przypadek stał się dla mnie "weekendowym" domem, poprzez znajomość z ciekawymi ludźmi, którzy mają tam zacumowaną łódź i zawsze chętnie spędzam czas w tym urokliwym zakątku Kalifornii. Cały teren znam już na pamięć i tylko od humoru danego dnia zależy jaką trasę wybiorę, szybką 101 - ale często zatłoczoną, czy może - 280 przez San Jose - która jest bardzo przyjemna i mniej zatłoczona czy też najbardziej widokową trasę - numer 1, wzdłuż wybrzeża - ale ta trasa trzeba pamiętać jest już dla osób mających dużo czasu. "Jedynka" prowadzi nas przez Marine i Seaside, w której zawsze można znaleźć tanie miejsce noclegowe, a jest blisko Monterey. Sand City wita nas wydmami i pięknym widokiem na zatokę, po chwili jesteśmy już w granicach miasta, tutaj jest świetne miejsce na ostatnie zakupy, duże sklepy takie jak Costco czy WalMart - witają przyjezdnych. Tak więc, zamiast wieźć ze sobą cały prowiant, kupiliśmy świeże produkty i po znacznie niższych cenach niż w San Francisco. Najlepiej wjechać do miasta, zjeżdżając z jedynki na Del Monte Ave, która to ulica ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Mijając Stanową Plażę w Monterey trzeba być przygotowanym na skręt w prawo przy znaku Old Fishermans Wharf - Monterey Harbour (w razie przegapienia tego skrętu mamy jeszcze szansę na skręt kilka metrów dalej), tutaj znajdują się duże parkingi, gdzie warto zostawić samochód. Po zaparkowaniu ruszyliśmy w stronę jednej z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych atrakcji miasta -Old Fishermans Wharf. Tutaj przez chwilę przeniesiemy się w dawne czasy, kiedy to rybacy przypływali ze swoim połowem i sprzedawali do małych i dużych przetwórni. Wharf pozostał prawie nienaruszony, a miejsce przetwórni zajęły restauracje i sklepy na szczęście nie niszcząc klimatu tego miejsca. Miejsce nie jest duże, ale spacerek po nim to niezapomniane chwile, koniecznie trzeba spróbować lokalnego przysmaku - Clamchowdera - czyli gęstej zupy z mięczaków podawanej w bochnie chleba. Być i nie zjeść clamchowdera w Monterey to grzech. Dla dbających o budżet podpowiem pewną opcję, mianowicie każda z restauracji i budek - oferuje małe próbki swojej zupy z mięczaków za darmo, tak więc można przejść cały Wharf częstując się małymi porcyjkami w każdym miejscu i wracając człowiek jest naprawdę najedzony! Można operacje powtórzyć kilkakrotnie :). Na końcu mola znajduje się duża restauracja, a przy niej schodki na dach, skąd mamy ładny widok na zatokę i marinę z jachtami, u podnóża na belkach wypoczywają lwy morskie i foki, hałasują bardzo głośno i nie ma szans żeby zostały przegapione. Zabawnie wyglądają ogromne pelikany siedzące na dachach w oczekiwaniu na rybkę. Na Fishermans Wharf znajduje się kilka stanowisk oferujących wycieczki dla turystów, poławianie ryb i obserwacja wielorybów. Statki odpływają z pobliskiej mariny. Znajomi posiadają własny jacht, mały - ale wystarczająco przyjemny i zawsze - kiedy mamy na pokładzie przybyszów z Polski zabieramy ich na takie właśnie atrakcje i najczęściej płyniemy za wybraną łodzią turystyczną, która dysponuje dobrymi sonarami i szybko lokalizuje położenie wielorybów lub ławic ryb. Na falochronie chroniącym mały port zalegają setki fok, które generują potężny hałas, chętni mogą podpłynąć i z bliska poobserwować kotłujące się ssaki. Oczywiście zapachy są też odpowiednie do ilości fok i ciężkie do wytrzymania :(. Jednak dla turysty, który widział foki w tylko ZOO - jest to ogromna atrakcja zobaczyć je na żywo, my traktujemy je już jak gołębie... trochę jak szkodniki które potrafią wskoczyć na łódkę i zniszczyć wszystko na pokładzie a nawet zatopić słabą jednostkę. Obok mariny znajduje się długie murowane molo zwane Municipal Wharf, ale nie ma tam żadnych atrakcji poza widokiem na pobliską bardzo obleganą plażę publiczną, chyba jedyną sensowną w okolicy. Będąc w tym miejscu, można zabrać samochód i pojechać dalej w stronę Cannery Row i Akwarium czego nie polecam, znalezienie tam miejsca parkingowego graniczy z cudem. Warto zatem zrobić mały spacer nadbrzeżnym szlakiem, widoki ładne i dystans niewielki. Doszliśmy do słynnego Cannery Row, fani pisarza noblisty Johna Steinbecka będą zachwyceni, to tutaj toczy się akcja powieści o tym samym tytule. Zresztą w mieście czuć ducha pisarza, mamy nawet popiersie na głównej ulicy. Kiedyś były tu magazyny i fabryka konserw z sardynkami. I tutaj wszystko zostało po staremu tylko budynki zostały odnowione i zamienione na muzea, restauracje i hotele, ale w taki sposób żeby utrzymać klimat miejsca. Trochę obawiam się nowych inwestycji, widać budowę nowych hoteli i apartamentowców, a to może zepsuć ten błogi stan. Chętni do nurkowania mogą na początku ulicy znaleźć świetny sklep ze sprzętem, który można też u nich wynająć i udać się o wybranych porach na nurkowanie. Na końcu ulicy znajduje się słynne (nie wiem –dlaczego?) akwarium, bardzo rozreklamowane, a tak naprawdę nic specjalnego. Widziałem chyba każde możliwe wielkie akwaria na całym świecie i to wypada blado. Jednak to moja subiektywna opinia i po zobaczeniu akwarium w Lizbonie, nic nie pobije tego miejsca. Kilka uliczek w głąb miasta, można odwiedzić pierwszy teatr w Kalifornii – teraz funkcjonujący jako muzeum. Generalnie przechadzka uliczkami Monterey sama w sobie jest przyjemnym doznaniem estetycznym, miła odmiana dla szklanych wieżowców i zakorkowanych ulic wielkich miast. Zaplecze hotelowe jest tutaj bardzo duże, ale warto na weekend zrobić rezerwację. Chętni aktywnego wypoczynku mogą wypożyczyć kajak i popływać przy brzegu w okolicy akwarium i poobserwować rybki, a w lecie delfiny. Lokalną atrakcją są wszechobecne wydry, te bardzo zabawne stworzonka i chętnie pozują do zdjęć :). Wynajmując rower możemy pojechać szlakiem rowerowym wzdłuż wybrzeża w kierunku północnym i dojechać do kameralnej plaży Lovers Point skąd mamy świetny widok na całą zatokę Monterey. Jadąc dalej wylądujemy w miasteczku Pacific Grove, które równie dobrze mogłoby być dzielnicą Monterey, miejsce słynie z tysięcy motyli nawiedzających ten rejon. Miasto Steinbecka w ciągu całego roku jest naprawdę przyjemną bazą na odpoczynek, niepowtarzalny klimat i morskie przysmaki zapamięta się na długo...

Monterey