czwartek, listopad 05, 2009

Valley of Fire State Park

Park stanowy Valley of Fire - Dolina Ognia jest to najstarszy i największy park stanowy w Nevadzie, utworzony w 1935 roku. Położony jest godzinę drogi na północny wschód od centrum Las Vegas i rozciąga się na obszarze 141 km². Dolina Ognia swoją nazwę zawdzięcza ognisto czerwonym formacjom skalnym (szczególnie przy zachodzie słońca) utworzonym przed 150 milionami lat głównie z piaskowca, ale także z wapienia, łupków i zlepieńca.
Dolina Ognia była często odwiedzana przez Indian Anasazi, którzy w okresie od 300 r. p.n.e. do 1150 r. zamieszkiwali pobliską, żyzną dolinę Moapa, w celach religijnych, w poszukiwaniu pożywienia lub podczas polowań. Świadczą o tym zachowane do dziś petroglify wykute w wielu miejscach doliny.
Przez park przebiega Nevada Scenic Byway prawie 17-to kilometrowa droga, która łączy wschodnie i zachodnie wejście do parku. Opłata za wjazd jest dość skromna -wynosi 6$ - zważywszy na atrakcje jakie to miejsce nam zapewnia :). Docierając od strony Las Vegas skręcając z głównej autostrady I-15, musimy przejechać pewien odcinek drogi przez pustynne tereny aby dotrzeć w rejony, gdzie teren zaczyna się powoli zamieniać w lekko górzysty. Pierwsze co rzuca się w oczy po przejechaniu wschodniej bramki to nieprawdopodobnie powykręcane przez naturę formacje skalne w "soczyście" czerwonym i pomarańczowym kolorze. Zwykle wtedy turyści wyskakują z samochodów i wdrapują się po bardzo "przyczepnych" skałach na szczyty wzniesień. Ogromna ilość dziur w skałach i "okienek" sprawia wrażenie wielkiego osiedla bajkowych postaci. Jest to niezwykle fotogeniczne miejsce i nie powinny nikogo dziwić przemykające co jakiś czas limuzyny z młodymi parami, udające się w ten rejon na sesje zdjęciowe.
Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów trafiamy na pierwszą zaznaczoną atrakcję Beehives. Są to samotnie stojące formacje skalne wyrzeźbione przez wiatr i piasek, przypominają wielkie kopce o regularnych nacięciach "w kratkę" na całej powierzchni. Następnie skręcamy na pierwszym skrzyżowaniu na zachód i docieramy do Atlatl Rock, jest to skała - na której górnej części znajdują się w bardzo dobrze zachowanym stanie Petroglyfy, rysunki starożytnych Indian. Dostęp do tego miejsca jest ułatwiony przez wysoko pnące się metalowe schodki. Tuż za "rogiem" znajduje się Arch Rock czyli skała przypominająca formacje - znane nam z Arches w Utah. Całkiem spory łuk skalny z czerwonego piaskowca na tle niebieskiego nieba mocno "oczarowuje".

W pobliżu tych atrakcji znajduje się kemping, który gorąco polecam, niesamowite wrażenia z noclegu przy bajecznie wyrzeźbionych skałach w towarzystwie wszechobecnych ciekawskich chipmunków malutkich wiewióreczek. Bywało, że przy ogromnych upałach panujących latem w nocy, wdrapywałem się wysoko do wybranego wgłębienia na szczycie i tam nocowałem z materacem na podgrzanej skale z widokiem na okolice!
Niezapomniane wrażenia!
Jadąc dalej widokową drogą koniecznie trzeba wstąpić do Visitor Center, gdzie można zobaczyć ciekawe wystawy, prezentujące nam lokalną faunę i florę. Można też zobaczyć żywe okazy węży i skorpionów występujących w okolicy, których nie chcielibyśmy spotkać na szlaku :). Następnie wspinamy się wozem na północ przez wąskie kaniony wśród nieprawdopodobnie kolorowych skał i docieramy do punktu Mouse's Tank, stąd można wybrać się na całkiem długi szlak do miejsca, gdzie ukrywali się pod koniec XIX wieku koniokradzi i inni wyjęci spod prawa bandyci. Miejsce to faktycznie nieprawdopodobna mieszanka kryjówek i labiryntów. Po drodze spotykamy jeszcze naskalne malunki Indian.
Następnym punktem jest Rainbow Vista ulubione miejsce fotografów z panoramą okolicy. Po chwili od głównej drogi odchodzi wąska utwardzana droga, która można dotrzeć do Fire Canyon - to dopiero można nazwać spotem dla fotografa, kolory i formy skalne są wręcz "nierealne" jakby z innej planety. Nasycenie kolorów upaja oczy. Zwłaszcza waniliowo-czekoladowe pasmo górek na horyzoncie mocno zapada w pamięć. W tym rejonie dość często spotykałem pełzające pustynne żółwie, warto jechać powoli i dokładnie się rozglądać, zwierzęta są całkiem duże, więc łatwo je wypatrzeć a zwłaszcza na środku drogi.

Dalej droga prowadzi nas przez pastelowe wzgórza i pustynie, kolory urzekają i słynna Paleta Artysty w Dolinie Śmierci może się schować pod ziemię :). Trasa kończy się malutkim parkingiem przy punkcie White Domes, skąd można udać się na szlak. Myślę, że jeśli ktoś zabrałby ze sobą specjalną paletę kolorów w formie wachlarza ze sklepu z artykułami malarskimi - to duży procent zawartych tam barw znalazłby na tym szlaku. Nieprawdopodobne i niezapomniane widoki. Szlak nie jest łatwy, ale też nie będzie strasznie męczący. Warto powspinać się na pobliskie skały i podziwiać panoramę okolicy. Pamiętajmy - przyczepność jest bardzo dobra, zupełnie jak pająka do ściany i raczej nie spadniemy :). Po drodze można spotkać małe ruiny hacjendy z jakiegoś westernu. Ze względu na swoje unikalne walory Dolina Ognia często wykorzystywana była jako plan do filmów lub reklam. Powstały tu fragmenty takich dzieł jak Transformers, Star Trek: Pokolenia i wiele innych.
Aby wrócić do punktu wyjścia trzeba pokonać tą samą prawie 9 kilometrową trasę do Visitors Center, skąd można jechać dalej na zachód punktów Seven Sisters (można tu zrobić piknik w bajkowym klimacie), Cabins i Elephant Rock przy wyjeździe z parku. Stąd już niedaleko do Lake Mead innej atrakcji turystycznej. Przyznam, że Dolinę Ognia odkryłem całkiem niedawno (jak na mnie) - zafascynowała mnie i urzekła kolorami i niespotykanymi formacjami skalnymi. Park jest inny niż wszystkie jakie widziałem i jeśli mam okazję zawsze kieruję tam swoje kroki. Marzeniem jest spędzić tam tydzień na chodzeniu po szlakach i odkrywaniu nowych miejsc.
Zdecydowanie w pierwszej trójce najpiękniejszych parków stanowych i narodowych. Szkoda lub może dobrze, że nie jest tak rozreklamowany w Las Vegas jak niedaleki Red Rock, który nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Koniecznie trzeba to zobaczyć !

Valley of Fire State Park

wtorek, listopad 03, 2009

Zion National Park

Usadowiony w skalistym sercu krainy kanionów południowego Utah Park Narodowy Zion prezentuje niepowtarzalne dzieła natury: wyniosłe piaskowcowe monolity (dochodzące do 800 metrów), wąskie niczym szczelina kaniony, wartkie rzeki, liczne wodospady, bujną, gęstą zieleń i niezliczone gatunki zwierząt. Obszar ten został objęty ochroną w 1909 roku, początkowo jako pomnik narodowy pod nazwą Mukuntuweap National Monument. W 1919 roku powiększono obszar objęty ochroną, podniesiono go do rangi parku narodowego i nazwano obecną nazwą. Zachwyt i przerażenie, jakie czuli pierwsi mormońscy osadnicy na widok kanionu (to oni nazwali go Zion, czyli Syjon),odzwierciedlają nazwy zadziwiających płyt skalnych górujących nad 6-milowym odcinkiem utwardzonej Scenic Drive, ciągnącej się od wejścia do parku: Court of the Patriarchs (Dwór Patriarchów), Great White Throne (Wielki Biały Tron) oraz Angel’s Landing (Przystań Aniołów).
Do parku można dojechać od wschodu (prosto z Kanionu Bryce) lub od południa (prosto z Las Vegas) autostradą numer 9 (niestety, żeby przejechać tą drogą trzeba zapłacić za wjazd do parku). Wielu turystów jedzie przez Zion, wybierając Zion-Mount Carmel Highway czyli autostradę numer 9, która podąża na wschód wzdłuż jednego z dopływów rzeki Virgin . Szosa pnie się w kanionie zygzakami do długiego na milę tunelu. (w którym, ruch w sezonie odbywa się rotacyjnie). Tunel zbudowano w 1930 roku, dla skrócenia trasy łączącej parki Zion i Bryce. Po drugiej stronie tunelu droga przemyka pod olbrzymią skalną niszą, znaną jakoGreat Arch of Zion. Potem przy trasie widać wspaniale ukształtowane, formy skalne wyglądające jak skamieniałe wydmy. O ile ta trasa nie odstaje kolorytem i bajecznymi kształtami od znanych widoków spotykanych w parkach Utah to jej najbardziej znany odcinek Zion Canyon wygląda bardzo nietypowo, można by pomyśleć, że jesteśmy gdzieś w Aplach lub w innych górach europy. Widoki są "swojskie" i jak dla mnie już nie tak barwne i ciekawe.
Zwiedzanie Kanionu Zion wymaga przesiadki do specjalnych busów, które rozwożą nas na wybrane przystanki. Droga jest zamknięta dla zwykłych samochodów, które można zostawić na parkingach przy Visitor Center lub na pobliskim kempingu. Przystanków nie jest wiele więc jeśli dysponujemy czasem warto wysiąść na każdym lub nawet przejść pieszo cały szlak. Od Zion Lodge zaczyna się krótki (zaledwie dwie mile w obie strony) i dosyć płaski szlak do Emerald Pools, trzech krystalicznie czystych jeziorek, z których najbardziej urokliwe (i najbardziej oddalone) otacza piaszczysta plaża u stóp gigantycznego urwiska. W niektórych okresach szlak jest zalewany przez wodospad. Wracając szlakiem warto trzymać się trasy, która biegnie równolegle do drogi w dole kanionu, widoki z góry są rewelacyjne! Szlak można opuścić zejściem do przystanku The Grotto i tam zabrać się busem albo kontynuować wyprawę dalej do miejsca zwanego Angels Landing (wymaga to zabrania odpowiedniej ilości prowiantu i wody, 8 kilometrów szlaku jest wyzwanie dla ludzi o dobrej kondycji), jest to wąska półka skalna z białego piaskowca, stercząca na wysokości 533 metrów ponad dnem kanionu! Pod koniec szlaku kanion zwęża się do przesmyku półtorametrowej szerokości, po obu stronach którego zieje przepaść. Osoby z lękiem wysokości powinny sobie darować i spokojnie obserwować malutkie sylwetki śmiałków widoczne z dołu kanionu.

Droga kończy się u podnóża Temple of Sinawava (Świątynia Sinawavy), za którym malowniczy łagodny szlak Riverside Walk biegnie dalej pół mili w głąb kanionu, do miejsca, gdzie rzeka całkowicie zajmuje dno wąwozu (przyjemne miejsce na kąpiel). Prąd jest zbyt silny, by iść w górę rzeki. Są okresy (należy sprawdzić w centrum informacji turystycznej), kiedy można wyruszyć z odległego punktu, 30 mil na północ i, brodząc z prądem 8 mil w lodowatej czasem chłodnej rzece, dotrzeć do Narrows. Kanion tu ma zaledwie 6 m szerokości, jego ściany zaś wznoszą się pionowo na wysokość około 240 m. Jak niestrudzeni pielgrzymi podparci grubymi i długimi kijami brnący po pas w wodzie wyglądają turyści, którzy zdecydują się dotrzeć do końca szlaku. Wiele osób rezygnuje, często z powodu złego obuwia (warto mieć jakieś gumowe buty lub specjalne sandały, ostre kamienie mogą poranić stopy) lub z powodu lodowatej wody, która paraliżuje z zimna. Warto zabezpieczyć aparaty lub kamery wodoodpornymi torebkami, w niektórych miejscach trzeba zanurzyć się po pierś i nieść wszystko nad sobą a poślizg o który bardzo łatwo oznacza utratę sprzętu. Dobrze przygotowani na ten szlak turyści zabierają ze sobą długie kije, którymi badają głębokość wody i podpierają się w chwilach zmęczenia.
Zion chowa swoje największe atrakcje głęboko i żeby poznać to miejsce niestety jeden dzień to za mało. Miejsce jest wyzwaniem dla dobrychhikerów i turystów z dobrą kondycją. To miejsce, różni się bardzo od reszty kanionów Utah, przypomina bardziej Yosemite w Kalifornii niż pobliski Kanion Bryce lub Wielki Kanion Kolorado. Dla prawdziwych wyjadaczy wyzwaniem jest wyprawa do Kanionu Kolob , oddalonego spory kawałek drogi (pieszej przez szlak jak i samochodem) tam czekają nas perełki w postaci łuków skalnych, klifów i tuneli znajsłynniejszym o nazwie Subway (wszystko to wymaga niestety wcześniejszej nawet półrocznej rezerwacji!).
Zion National Park

sobota, październik 31, 2009

Bryce Canyon National Park

Bryce Canyon jest parkiem narodowym położonym w południowo-zachodniej części stanu Utah. Park został utworzony 15 września 1928 roku. Jego obecna powierzchnia wynosi 145,02 km².
Pierwsi Europejczycy w okolice obecnego parku przybyli w drugiej połowie XIX wieku. W 1874 roku grupa mormońskich rodzin założyła miasteczko Clifton, do którego rok później przybył osadnik Ebenezer Bryce wraz z rodziną. Wkrótce jednak przeprowadził się w górę rzeki, gdzie wybudował kilkukilometrowy kanał irygacyjny oraz drogę, która umożliwiała mu lepszy dostęp do drewna w okolicznych lasach i kończyła się na krawędzi kanionu. Lokalna ludność zaczęła nazywać ją kanionem Bryce'a. Mimo że Ebenezer Bryce wraz z rodziną przeprowadził się do Arizony w 1880 roku, to jednak ta nazwa przylgnęła do kanionu na dobre.
Wbrew swojej nazwie, Bryce Canyon nie jest prawdziwym kanionem, z dwudziestomilowej półki skalnej na wschodniej krawędzi gęsto porośniętego płaskowyżu Paunsaugunt, z wysokości przeszło 2400 m n.p.m., obsunęły się i potoczyły oszałamiająco kolorowe warstwy skał w czerwieniach, bielach, żółciach i ognistym kolorze pomarańczowym, pozostawiając mnóstwo fantazyjnych form skalnych.
Indianom Pajute, zamieszkującym ten region od wieków, dziwne skalne kolosy przypominają legęde o zamierzchłych czasach, kiedy nad zwierzętami panował potężny Kojot. Podwładni nadużywali cierpliwości władcy, aż w końcu zostali przez niego zamienieni w skały. Nazwa tego miejsca w języku Pajutów to angka-ku-wass-a-wits, oznacza "twarze pomalowane na czerwono".
Niewiele jest na ziemi miejsc tak bajecznych, magicznych a zarazem dziwnych jak Bryce Canyon. Dla mnie jest to najładniejszy Park (spośród Narodowych i Stanowych) na całym kontynencie Amerykańskim, oczywiście jest to moja czysto subiektywna opinia. Nie znam osoby, której podchodząc do krawędzi nie zaparło by dech w piersiach z wrażenia! Turystom często w połowie trasy kończy się miejsce na karcie w aparaciefotograficznym :) Jest to nieprawdopodobnie urokliwe miejsce, które zapamiętuje się najbardziej z wyprawy po zachodnich stanach. Nawet przereklamowany Wielki Kanion schodzi na dalszy plan. Tutaj dosłownie czuje się ten magiczny klimat niby-kanionu, Bryce'a można "dotknąć" a nie tylko biernie patrzeć się w oddalone wyżłobione skały i koryta rzek.
Do parku można dotrzeć od zachodu skręcając z autostrady 89 w drogę numer 12 lub od strony wschodniej wprost z Parku Narodowego CapitolReef . Docierając od strony zachodniej dostajemy na wstępie przedsmak tego co nas potem czeka, wita nas Red Rock Canyon, przepiękna trasa pomiędzy "krwisto" czerwonymi formacjami skalnym i tunelami. Koniecznie trzeba zrobić sobie przystanek w wybranych punktach widokowych a najlepiej wybrać się na jeden z kilku szlaków. Oglądając potem zdjęcia z tego miejsca, trudno uwierzyć, że widoczne na nich kolory są naturalne. Po prostu perełka na torcie zwanym Bryce. Przed samym parkiem znajduje się dość spora baza noclegowa ze słynnym najstarszym Ruby's Inn.

Przekraczając granice kanionu otrzymujemy mapkę z wyznaczonymi trasami, warto sobie zaplanować zwiedzanie, tak żeby zdążyć zobaczyć wszystko przez zmrokiem. Przygodę z pakiem można zacząć od pierwszego punktu widokowego o nazwieSunrise (Wschód Słońca), gdzie zostawiwszy na parkingu samochód (można zaparkować pod hotelem i przemieszczać się specjalnymi autobusami) wyruszamy wzdłuż krawędzi wyznaczonym szlakiem, który doprowadzi nas do drugiego punktu Sunset (Zachód Słońca). Tutaj schodzimy na bajeczny na szlak Navajo Loop Trail , który biegnie prawie pionowo w duł kanionu wąskimi serpentynami. Widoki trudno opisać a nawet zdjęcia nie są w stanie dobrze tego oddać ale zapewniam schodzi się długo a tylko dlatego, że co chwila trzeba zrobić postój na sesję zdjęciowe lub na delektowanie się kolorami i formami otaczających nas skał. Jednym słowem BAJKA. Szlak doprowadza nas do skrzyżowania gdzie warto wybrać odgałęzienie o nazwie Qeen's Garden Trail . Ciąg dalszy trasy to z każdą chwilą coraz bardziej niesamowite widoki i delikatne wspinaczki w wąwozach, przejścia przez naturalne łuki skalne i podziwianie panoramy okolic z krawędzi klifów. Cała droga kończy się pętlą przy punkcie wyjścia czyli przySunrise Point gdzie wcześniej zostawiliśmy samochód. Wolnym krokiem, bez pośpiech można ten odcinek pokonać w 2 godziny. Koniecznie trzeba zabrać wodę i mały prowiant oraz zapas miejsca na kartach pamięci :). Głowna droga prowadzi nas do następnego punktu widokowego Inspiration Point a kończy się na Bryce Point, który oferuje najlepsze widoki zarówno o zmierzchu jak i o świcie. Można stąd podziwiać nie tylko formacje skalne kanionu Bryce, ale także wspaniałą panoramę całego regionu: od widniejących na wschodzie gór Henry Mountains po pasmo Escalante na północy. Większość turystów, kończy właśnie w tym punkcie swoją przygodę, ale park ciągnie się przez dalszych 20 mil na południe i jest to wyzwanie raczej dla pasjonatów pieszych szlaków i noclegów na okolicznych polach namiotowych. Latem temperatury są tutaj bardzo wysokie, często zdarzają się burze i opady, po którym można zaobserwować na niebie piękne tęcze. W porze zimowej można zwiedzać park a dodatkową atrakcją są białe czapy śnieżne dodające uroku temu miejscu (bywa często, że zamykany jest Bryce Point i trasa na południe, warto sprawdzić na stronie parku lub w Visitor Center).

Bryce Canyon National Park

Red Rock Canyon / Utah

piątek, październik 30, 2009

Goblin Valley State Park

Goblin Valley jest parkiem stanowym znajdującym się w centrum Utah. Charakterystyczne dla tego miejsca są tysiące Hoodoos i skał Hoodoo, formacji skalnych w kształcie grzybów i wieżyczek, niektóre są wysokie jak kilka metrów. Wyglądem przypominają skamieniałe postacie Goblinów :). Podobne miejsce spotkać można w... Kapadocji w Turcji. Te miękkie skały z piaskowca rzeźbione przez naturę nadają temu miejscu magiczny charakter, czujemy się tutaj jak w bajce. Jest to doznanie prawie że metafizyczne. Przyznam, że Goblin Valley jest jednym z najciekawszych miejsc na zachodzie USA. Dojechać można tutaj skręcając z międzystanowej autostrady numer 70 na drogę numer 24 skąd po kilkudziesięciu kilometrach odbijamy na kiepskiej jakości drogę na zachód, która doprowadza nas do parku. Wjazd kosztuje 7$ a kemping 16$. Warto zostać tutaj na noc, nocleg w tak niesamowitym miejscu będzie dodatkową atrakcją. Na głównym parkingu warto zostawić samochód i ruszyć między gnomopodobne figurki. Skały są miękkie i łatwo przyczepne więc wspinaczka na szczyt lub na kapelusik grzybka jest dziecinnie prosta. Pasjonaci fotografii będą w siódmym niebie :). Spacer po okolicy zajmuję trochę czasu, tracimy tutaj poczucie czasu i odległości i bywało tak, że człowiek wracał po omacku, kierując się światełkami ostatnich opuszczających to miejsce samochodów. (raz przytrafiła mi się burza piaskowa na kempingu, namiot odleciał a ja zasypywany byłem wiadrami piasku, samochód w środku pełen był czerwonego pyłu którego do dzisiaj nie mogę całkowicie usunąć, ale traktuję to jako następne ciekawe doświadczenie i przygodę).
Zaciszną dolinę Goblin Valley odkryli kowboje szukający miejsca na wypas bydła. Następnie w latach 1920, Arthur Chaffin, właściciel Hite Ferry z dwoma towarzyszami szukali alternatywnej drogi między rzeką Green River i Caineville. Doszli do miejsca oddalonego około jednej mili na zachód od Goblin Valley i zostali ogromnie zaskoczeni tym co zobaczyli - pięć wzgórz i dolinę dziwnych formacji skalnych otoczoną murem zerodowanych klifów. W 1949 Chaffin powrócił na ten obszar i nazywał bo "Doliną Grzybów". Spędził kilka dni na zwiedzaniu tajemniczej doliny, którą skrzętnie obfotografował. Reklama tego miejsca szybko przyciągnęła turystów do doliny pomimo sporej odległości od cywilizacji. W 1954 roku zaproponowano, aby Goblin Valley zabezpieczyć przed zniszczeniem. Stanu Utah nabył ten teren i ustanowił Goblin Valley State Reserve. Oficjalnie status parku stanowego dolina otrzymała 24 sierpnia 1964.
Goblin Valley State Park

Capitol Reef National Park

Park Narodowy Capitol Reef jest położony w stanie Utah. Część parku o powierzchni 152 km² została ustanowiona narodowym pomnikiem w 1937 roku decyzją prezydenta Franklina Delano Roosevelta. W 1971 roku Kongres Stanów Zjednoczonych powiększył obszar chroniony do 979 km² i ustanowił go parkiem narodowym. Nazwa parku pochodzi od wielowarstwowej ściany z wypiętrzonej skały osadowej, wysokiej na ponad 300 metrów, której pewien odcinek kojarzył się pierwszym przybyszom z kopułą budynku Kapitolu w Waszyngtonie. Ponadto znajdujący uskok Waterpocket Fold który, podobnie jak rafa koralowa stanowi poważną przeszkodę nie do przejścia. Miejsce to przecinają głębokie kaniony, niektóre szerokie są zaledwie na 6 metrów, ale głębokie na przeszło 100. Park przecina w jego północnej połowie droga numer 24, która prowadzi głębokim kanionem rzeki Fremont. Przy wjeździe od strony wschodniej wita nas tablica informacyjna , obok której znajdują się stanowiska gdzie można pobrać mapki, na szczęście nie trzeba płacić za przejazd przez teren parku. Tylko przy zjeździe na Scenic Drive pobierana jest opłata 5$. Pierwszą atrakcją na jaką się natykamy jest przydrożny malutki domekBehunin Cabin w którym (trudno uwierzyć) żyła 12 osobowa rodzina osadników. Zresztą co jakiś czas trafiamy na pozostałości po mormońskich pionierach, warto odwiedzićHistoric Fruita School i Gifford Farm House. Zobaczymy jak kiedyś żyli ludzie na tym nieprzyjaznym terenie. Po krótkim postoju przy małym domku i przejechaniu małego odcinka drogi koniecznie trzeba zatrzymać się przy punkcie CapitolDome, skąd idąc szlakiem pieszym docieramy pod słynną formację skalną przypominającą wspomniany wcześniej waszyngtoński Kapitol.

Kontynuując dalej marsz docieramy do chyba jednej z najciekawszych atrakcji parku - Hickman Bridge czyli ogromnego łuku skalnego. Trasa jest bardzo przyjemna i można liczyć na wspaniałe widoki po drodze. Następnym punktem na drodze numer 24, który trzeba zobaczyć to Petroglyphs czyli naskalne malunki starożytnych Indian. Jadąc dalej na zachód docieramy do wielkiej skały The Castel, u podnóża której znajduję sięVisitor Center skąd skręcamy na bardzo widokową Scenic Drive, która prowadzi nas do "bramki" wjazdowej na szlak wzdłuż Capitol Gorge, niestety droga zarezerwowana jest dla samochodów z napędem na 4 koła, zwykły samochód też da rade ale warto żeby miał wysokie zawieszenie. Wracamy tą samą drogą do skrzyżowania gdzie następnie kierujemy się na zachód mijając wielką formacje skalną Chimney Rock i całkiem ciekawy punkt widokowy na całą okolicę Panorama Point. Po kilku kilometrach opuszczamy granicę Parku Capitol Reef i możemy spokojnie uzupełnić zapasy w malutkim miasteczku Torrey . Park nie oferuję specjalnie dużych atrakcji, jest "nudny" dla osób, które widziały już inne atrakcje Utah i Arizony. Ale mimo wszystko warto obrać tak trasę, żeby przeciąć to miejsce w drodze do np. Kanionu Bryce lub dalej.
Capitol Reef National Park

czwartek, październik 29, 2009

Canyonlands National Park - Island in the Sky

Canyonlands to park narodowy położony we wschodniej części stanu Utah. Park został utworzony 12 września 1964 na powierzchni 1366 km².
Obszar ten jest podzielony przez rzeki Colorado i Green na trzy części: Island in the Sky, Needles i Maze. Tych części nie łączy żadna droga wewnątrz parku i podróż między nimi może zabrać kilka godzin samochodem. Island in the Sky oraz The Needles są dostępne z asfaltowej drogi US191, w pobliżu miejscowości Moab. The Maze jest mniej dostępna i wymaga wielomilowego dojazdu po nieutwardzanych drogach.
Na terenie parku można uprawiać kajakarstwo, kolarstwo górskie, turystykę pieszą, wspinaczkę, jazdę konną. Park zawiera setki kilometrów szlaków pieszych i konnych. Szlaki są znaczone zazwyczaj jedynie małymi kopczykami skalnymi i mniej uczęszczane szlaki nie są utrzymywane na bieżąco, dlatego umiejętność orientacji w terenie jest bardzo ważna. Jedną z bardziej popularnych atrakcji parku jest nieutwardzana droga White Rim Road. Stanowi ona pętlę o długości ok. 100 mil (160km) wokół Island in the Sky i pokonanie jej zajmuje zazwyczaj 2-3 dni samochodem o napędzie na cztery koła lub 3-4 dni rowerem górskim. Odholowanie uszkodzonego samochodu to koszt około 1000$ ! więc warto dobrze się przygotować do tej trasy. Wymagane są wcześniejsze rezerwacje w celu uzyskania pozwolenia.
Turyści najczęściej odwiedzają cześć parku Island in the Sky, która jest najłatwiej dostępna. Po przekroczeniu bramek wjazdowych warto zatrzymać się na chwilkę w Visitor Center gdzie można uzyskać wyczerpujące informacje o aktualnej sytuacji na drogach i szlakach. Pierwszym punktem widokowym na którym warto się zatrzymać jest pobliski Shafer Canyon Overlook z niesamowitymi widokami w głąb kanionu. Kontynuując jazdę na południe docieramy do rozwidlenia dróg i w tym momencie możemy ustalić sobie harmonogram zwiedzania, można odbić w stronę Upheval Dome po drodze zatrzymując się na szlaki piesze w punktach Aztec Butte i Whale Rock (osobiście przyznam, że nie są jakoś specjalnie ciekawe a widoki nie są warte wysiłku jaki wkłada się w przejście całego dystansu, oczywiście jeśli mamy dużo czasu to można zaliczyć te punkty). Po dotarciu doUpheval Dome wchodzimy na następny szlak, który prowadzi do punktów widokowych na 460-metrowy krater pełen skalnego gruzu, przez geologów uważany za zapadniętą kopułę solną. Stąd można obejść to miejsce szlakiem Syncline Trail. Miejsce raczej rozczarowuje i jeśli czas goni to lepiej sobie odpuścić. W drodze powrotnej jeszcze przed dotarciem do skrzyżowania koniecznie trzeba skręcić na punkt widokowy Green River Overlook, z którego widać wijącą się w oddali rzekę Green. Jest to chyba najładniejszy punkt widokowy w tej części parku. Świetne zdjęcia gwarantowane. Wracając do rozstaju dróg mamy możliwość udać się na mały szlak, który poprowadzi nas do jednej z większych "estetycznych" atrakcji Canyonlands - Mesa Arch .

Jest to łuk skalny, który natura ustawiła na krawędzi kanionu i tworzy swego rodzaju "portal" - wrota do Krainy Kanionów i rzeki Kolorado. Wrażenia są niesamowite a fakt że można wdrapać się na łuk tylko ten efekt potęgują. Wracając na główną drogę i kierują się na południe docieramy do ostatniego wartego postoju punktu wyprawy, którym jest Grand View Point Overlook, z którego rozpościera się pełna panorama tego niezwykłego regionu. Dla osób, które mają więcej czasu to Canyonland oferuje całą gamę szlaków pieszych, rowerowych i samochodowych z miejscami kempingowymi w bardzo surowych terenach.
Canyonland National Park

środa, październik 28, 2009

Dead Horse Point State Park

Dead Horse Point to park stanowy w stanie Utah, w pobliżu miejscowości Moab i przy głównej drodze do Parku Narodowego Canyonlands - Island in the Sky. Właściwie nie bardzo rozumiem dlaczego nie jest częścią Canyonlands, zapewne jak wytyczali granice to niechcący pominęli taką "perełkę". Park położony jest na płaskowyżu o wysokości około 1 800 m n.p.m. i zajmuje powierzchnię około 21,7 km². Główną atrakcją parku jest Dead Horse Point punkt widokowy na rzekę Kolorado płynącej i bajecznie zawijającej się w kanionie o głębokości około 700 metrów. Dzięki czystemu, pustynnemu powietrzu zasięg widoczności w parku często sięga 160 kilometrów. Widok warty jest zboczenia z trasy do sąsiedniego parku narodowego, a specjalnie przygotowana platforma widokowa pozwoli nam zobaczyć wspaniałąpanoramę okolicy. Warto też przespacerować się wzdłuż wysokich na kilkaset metrów i niemal pionowych ścianami kanionu. Miejsce to upodobali sowie rowerzyści, których można spotkać tutaj na każdym kroku. Park usytuowany jest na wąskim płaskowyżu skalnym w kształcie półwyspu i połączony jest z pobliskim stoliwem zwężeniem o szerokości zaledwie około 30 metrów, określanym po angielsku jako the neck (szyja).
Nazwa parku, "Dead Horse Point", oznacza po polsku "miejsce martwych koni". Według jednej z historii, na przełomie XIX i XX wieku płaskowyż stanowiący obecnie część parku był używany jako zagroda dla dzikich mustangów występujących powszechnie na tym obszarze. Kowboje zaganiali dzikie konie poprzez zwężenie w płaskowyżu a następnie zagradzali je przy pomocy gałęzi i krzewów. Pionowe zbocza płaskowyżu stanowiły naturalną zagrodę. Następnie kowboje wybierali najlepsze spośród koni, po czym wypuszczali pozostałe. Według legendy, z niewyjaśnionych przyczyn pewnego razu konie zostały zagrodzone i, choć miały w zasięgu wzroku przypływającą 600 metrów poniżej rzekę Kolorado, zginęły z pragnienia na pustynnym płaskowyżu.
Fani kina zapewne pamiętają końcową scenę z filmu Thelma i Louise... to właśnie tutaj. Jak również Mission Impossible II z Tomem Cruzem wspinającym się po czerwonych skałach.

Park otwarty jest w godzinach: 6.00 do 22.00. Opłata za wjazd samochodem wynosi 10$. (Annual Pass na Parki Narodowe tutaj nie jest ważny)

Dead Horse Point State Park

Arches National Park

Park Narodowy Skalnych Łuków (Arches National Park) rozciąga się na powierzchni 310 km2, niedaleko miejscowości Moab (praktycznie na jej północnym wylocie) dlatego turyści wybierają to miejsce na bazę noclegową izaopatrzeniową. Park obejmuje ponad 2000 naturalnych łuków i wiele innych kamiennych gigantów z czerwonej skały będących dziełem natury. Od 1970 roku, czterdzieści trzy łuki zawaliły się z powodu erozji.
Decyzją prezydenta Stanów Zjednoczonych, Herberta Hoovera z 12 kwietnia 1929 roku część obecnych terenów parku została objęta ochroną jako pomnik narodowy pod nazwąArches National Monument. Kongres Stanów Zjednoczonych podniósł jego rangę do parku narodowego ustawą z 12 listopada 1971 roku.
Niecodzienny urok Parku można docenić podczas całodniowej wycieczki, jadąc widokową drogą i zatrzymując się na wyznaczonych punktach widokowych. Ale... jeśli naprawdę chcemy poznać wszystkie magiczne miejsca w Arches to potrzeba do tego kilku dni :). Jest tu wiele pieszych szlaków, które są nie lada gradką dla wielbicieli hikingu. Po uiszczeniu opłaty przy wjeździe warto zatrzymać się w Visitor Center i chwilkę czasu poświęcić na obejrzenie filmików i zdjęć przedstawiających Park, można wtedy wybrać miejsca, które uznamy za interesujące i nie przegapimy rożnych "perełek". Ruszając wąską drogą (warto być rano, żeby uniknąć korków najednopasmowej drodze) pod górę, na początku trafiamy na pierwszy punkt postojowo -widokowy zwany Park Avenue, stąd wiedzie krótki szlak pomiędzy formacjami z czerwonej skały. Trasa kończy się przy punkcie zwanym The Organ i jeśli nie chcemy się wracać, można "wytypować" jedną osobę, która się poświęci i będzie tam czekała na resztę grupy :). Widokowa trasa wiedzie nas potem do skrzyżowania drug przy zabawnie wyglądającej skale zwanej Balanced Rock. Na 23 metrowym piedestale, osadzony jest 15 metrowy głaz który wygląda jakby miał za chwile zlecieć. Stąd można wybrać kolejność zwiedzania co wymaga chwili zastanowienia (kilka miejsc wartych jest zobaczenia przy zachodzie słońca kiedy ciepłe promienie nasycają kolorami skały), na pewno takim miejscem jest sekcja Windows i najbardziej znany Delicate Arch (tam "walą" masy na każdy zachód, prawdę mówiąc lepiej wygląda przy po południowym słońcu). Ja zwykle wybieram bardzo widokową trasę doDevils Garden, można zatrzymać się na kilku punktach min. bardzo bajeczny Sand Dune Arch (jak w bajce o Ali Babie i 40 rozbójnikach - dosłownie). Z Devils Garden ruszamy na długi spacer do pierwszej w miarę bliskiej atrakcji czyli Landscape Arch ,

skalnego łuku o rozpiętości 93 metrów. Od tego miejsca zaczyna się prawdziwe wyzwanie dla miłośników długich tras, kilku kilometrowy szlak a momentami wspinaczka przez przepiękne rejony Parku Arches . To co widzimy po drodze zapiera dech w piersiach i trudno przejść obok tych widoków bez zatrzymania. Cały wysiłek zostaje wynagrodzony kiedy ujrzymy przepiękny Double O Arch (na który można się wdrapać i przejść!). Turyści zwykle kończą tutaj swoją wędrówkę do Devils Garden, zmęczenie wygrywa, ale szlak prowadzi jeszcze do ostatniej atrakcji Dark Angel. Potem pozostaje powrót (na samą myśl ciarki przechodzą - trasa jest długa) dlatego opcją jest powrót Primitive Trail (tak dla urozmaicenia), szlak jest dłuższy ale zawsze jakieś inne krajobrazy. Droga nie jest łatwa (dla zaprawionego hikera to pestka), wymaga wysiłku i wytrzymałości. KONIECZNIE trzeba zabrać dużo, dużo wody i mały prowiant. Zwłaszcza w okresie letnim. Zwykle po powrocie na parking turyści nie mają już siły na dalsze zwiedzanie :).

Następnym etapem jest powrót w kierunku skrzyżowania i odbicie w stronę Delicate Arch (prawie na każdej tablicy rejestracyjnej samochodów w Utah, nieformalny symbol). Parkujemy przy Wolfe Ranch i zaczynamy następną przygodę ze wspinaczką, szlak jest znacznie łatwiejszy i krótszy niż ten wDevils Garden ale nie jest należy do "łatwych". Pisząc to biorę pod uwagę różne przedziały wiekowe i zdrowotne turystów, dla młodych to żadne wyzwanie ale już dla ludzi z problemami zdrowotnymi to duży wysiłek, tempo marszu wtedy spada drastycznie (latem tutaj jest niesamowity upał nawet do 50C) a nie ma się gdzie skryć. Ale mimo wszystko warto, widok rekompensuje włożony wysiłek, na miejscu czeka nas mały "naturalny amfiteatr" gdzie rolę muszli koncertowej odgrywa słynny Delicate Arch . Widok nie do opisania dlatego trzeba to zobaczyć. Dla osób, które z różnych powodów nie mogą tam dotrzeć przygotowano łatwo dostępne stanowiskoobserwacyjne na parkingu niecałe 2 kilometry od szlaku. Z Delicate Arch Viewpoint widać w oddali "nasz" łuk ale przyznam że nie oddaje to ani trochę klimatu miejsca. Można pokusić się jeszcze o mały spacer na wysuniętą skałę z lepszym punktem widokowym ale nie jest to też łatwa trasa.
Ostatnią atrakcją Parku jest sekcja zwana Windows (okna), jest to najłatwiejszy szlak a właściwie parkujemy prawie pod łukami skalnymi. Przy zachodzącym słońcu miejsce staje się magiczne. Do zobaczenia jest sporo a wszystko to znajduje się blisko siebie, na pewno stracimy tu dużo czasu i warto to wszystko jakoś dobrze zaplanować. Arches National Park oferuje oczywiście dużo szlaków i dróg, które wymagają samochodów z napędem na 4 koła i wysokim zawieszeniem. Ale jak już pisałem wszystkie ważne atrakcje można zobaczyć w jeden cały dzień. Dla fotografa to nie lada uczta i warto wtedy przygotować sobie plan z ułożonym harmonogramem wschodów i zachodów słońca tak żeby promienie padały w pod odpowiednim kątem (wszystkie informacje można otrzymać wVisitor Center).

Łuki Skalne powstają w wyniku pionowego naprężenia w obrębie skorupy ziemskiej prowadzące do powstawania głębokich, równoległych spękań w grubych (do kilkuset metrów) warstwach piaskowca. W wyniku procesów erozji i wietrzenia poszerzających te szczeliny następuje wykształcenie murów skalnych. Procesy wietrzenia mrozowego powodują łuszczenie i wykruszanie się płytek rozwarstwionego piaskowca. Jeśli wietrzenie to przebiega z większąintensywnością u podstawy muru, powstają nieckowate zagłębienia, które z czasem mogą przekształcić się w okno skalne, a przy sprzyjających warunkach w łuk skalny.


Arches National Park

wtorek, październik 27, 2009

Anasazi

Na początku był Stwórca, Tewa, który panował nad przestrzenią i czasem a jego mocą było Słońce. On to stworzył gwiazdy i planety, a także wszelkie stworzenia. Jednak istoty te walczyły między sobą i nie potrafiły zrozumieć znaczenia życia danego im przez Stwórcę, więc posłał im na pomoc Kobietę (Babcię) - Pająka, która wyprowadziła je do nowego świata, bliżej powierzchni Ziemi, gdzie mogli żyć jak chcieli. Tam zauważyli, że ich ciała przybrały kształty niedźwiedzia, wilka, królika i innych zwierząt, ale dalej walczyli między sobą i zabijali się wzajemnie, dalej nie zrozumieli sensu i znaczenia życia. Więc Tawa posłał znowu Babcię-Pająka, która wyprowadziła ich do trzeciego świata, bardzo blisko powierzchni Ziemi. Ale i tu większość ludzi zaczęła robić złe rzeczy i tylko niektórzy żyli dalej tak, jak ich nauczyła Babcia-Pająk. Widząc to Tewa, posłał znowu Babcię-Pająka, aby poprowadziła tych dobrych ludzi, którzy rozumieli sens i znaczenie życia, do małego otworu u szczytu trzeciego świata i poprzez dziurę zwaną sipapu wyprowadziła ich na powierzchnie Ziemi, do czwartego świata. Tu Ptak Przedrzeźniacz siadł obok Babci-Pająka i podzielił ludzi na Hopi, Zuni, Pima, Białych Ludzi i inne plemiona i narody wysyłając ich w różnych kierunkach świata, który stworzył dla nich Tewa.
Taka jest opowieść Indian Hopi, współczesnych potomków tradycji Anasazi, o pojawieniu się ludzi. Plemiona Hopi, Zuni, Pima, Papago to żyjący dzisiaj potomkowie wielkich prekolumbijskich tradycji kulturowych południowego zachodu Ameryki Północnej. Należały do nich głównie tradycje: Anasazi, Hohokam, Mogollon, a także mniejsze: Patayan (Hakataya) i Fremont. Rozwijały się one na terenie dzisiejszych stanów Colorado, Utah, Nowy Meksyk i Arizona (tzw. Four Corners) w USA, a na południu wkraczały do meksykańskich stanów Sonora oraz Chihuahua. Jest to teren o bardzo suchym klimacie, miejscami ma charakter półpustynny lub pustynny, stąd wielce zastanawiający jest fakt, że ludy tam żyjące zdołały wytworzyć tak wysoko rozwinięte społeczności, których niemym świadkiem pozostają do dziś wielkie puebla (pueblo w języku hiszpańskim oznacza wioskę), niczym średniowieczne zamki wznoszące się w niedostępnych miejscach.
Dzięki jednak takiemu klimatowi zdołało się zachować wiele artefaktów wykonanych z substancji organicznych, jak np. wyplatane z włókien i pędów roślinnych kosze i sandały, ale także belki drewniane stanowiące konstrukcję chat, bardzo pomocne przy datowaniu dendrochronologicznym.
Indianie Anasazi początkowo mieszkali w ziemiankach i półziemiankach - był to tzw. okres Wyplataczy Koszyków, który trwał od przełomu er do końca VII wieku n.e. Wewnątrz takich chat znajdowało się palenisko, jamy zasobowe oraz często tzw. sipapu - otwór w podłodze, który zgodnie z wierzeniami współczesnych Indian Pueblo jest mistycznym miejscem, z którego wydostali się ich przodkowie z podziemnego świata do tego, który istnieje obecnie.
Pod koniec okresu Wyplataczy Koszyków oraz w następującym bezpośrednio po nim okresie Pueblo, Anasazi wznosili już wielkie miasta - puebla, budowane z drewna, cegły suszonej i kamienia. Oprócz domostw znajdowały się tam także naziemne pomieszczenia magazynowe, natomiast wewnątrz łuku zakreślonego przez budynki znajdował się plac, z jamami zasobowymi oraz ceremonialnymi kivami. Kiva to rodzaj pomieszczenia kultowo - ceremonialnego, który funkcjonował już w okresie Wyplataczy Koszyków.
Kiva prawdopodobnie ewoluowała z dawnych mieszkalnych ziemianek; służyła jako miejsca spotkań męskich członków rodziny lub klanu. Cały czas wznoszono je na planie kolistym, zasadniczo w całości skryte pod powierzchnią ziemi. Do środka wchodzono podobnie jak w zwykłych domostwach przez dach lub też z boku. Dachy zbudowane były z drewnianych belek, z tym że w okresie Pueblo dach były podtrzymywany przez kamienne podpory, które zastąpiły wcześniejsze drewniane słupy. Ściany wewnątrz były pokryte rysunkami i malowidłami, najczęściej w kolorach czarnym i białym przedstawiające znaki geometryczne, postacie ludzi i zwierząt oraz różne symbole, najprawdopodobniej o znaczeniu magicznym i religijnym. Większe kivy, służyły zdaniem niektórych badaczy, za miejsce ceremonii dla całej społeczności, natomiast mniejsze kivy to miejsca spotkań religijnych danego klanu lub rodziny.
Puebla to często kilkupiętrowe konstrukcje, z tym że najniższe piętra przeznaczone były na magazyny, natomiast wyższe funkcjonowały jako mieszkania poszczególnych rodzin. Dachy pomieszczeń niższych poziomów tworzyły taras dla cofniętych nieco wyższych pięter. Ściany niższych pięter były grubsze niż ściany z wyższych poziomów, natomiast dachy zbudowane były z drewnianych belek, stanowiąc solidna podłogę dla wyższych pięter - można to przyrównać do dzisiejszych bloków mieszkalnych. Na wyższe poziomy można się było dostać tylko po drabinach. Spełniało to pewne walory obronne, ponieważ w razie zagrożenia wciągano drabiny, mogąc się skutecznie bronić (zresztą wiele osób twierdzi, że widoczne z daleka puebla skalne przywodzą im na myśl średniowieczne obronne zamki z Europy). Komunikacja pomiędzy poszczególnymi domostwami odbywała się po dachach. Najniższe piętra miały mniej otworów okiennych lub też nie miały ich wcale, natomiast wyżej więcej było okien i drzwi, często w kształcie wydłużonego trapezu lub kształtem przypominające dziurkę od klucza. Na dziedzińcu lub na wyższych piętrach puebli znajdowały się także ceremonialne kivy zróżnicowane pod względem wielkości.
Stopniowo puebla zaczęto wznosić w miejscach trudno dostępnych, np. na zboczach stromych gór. Prawdopodobnie chodziło o naturalne warunki obronne domostw, ale także magazynów z zapasami żywności, cennej i wyprodukowanej wielkim nakładem pracy, w tak trudnym przecież rolniczo terenie. Istnieje kilka teorii mówiących o zagrożeniach ze strony biedniejszych grup ludzkich z tego obszaru, albo też przed najazdami koczowniczych Apaczów i Nawahów.
W niektórych rejonach, jak Canyon De Chelly (Arizona), Mesa Verde (Colorado) czy Chaco Canyon (Nowy Meksyk) budowano wielkie skalne miasta i szereg mniejszych osad w ich pobliżu połączonych systemem dróg.
Podstawą wyżywienia ludności Anasazi był pokarm roślinny w postaci kukurydzy, dyni, fasoli i innych uprawianych roślin. Rolnictwo uzupełniane było zbieractwem i myślistwem, ale to właśnie uprawa roli była podstawą gospodarki ludności tej kultury. Jednak podstawowe pytanie, jakie ciśnie się na usta, jest następujące: jak ówcześni ludzie radzili sobie z uprawą roli w tak trudnych przecież i dla współczesnego rolnictwa terenach i warunkach środowiskowych? Niewątpliwie rolnictwo na omawianym obszarze wymagało ciężkiej i zorganizowanej pracy wielu ludzi i pewnych przekształceń terenu. Nie było zbyt dużego problemu z uprawami przy zbiornikach wodnych, jednak do uprawy roślin na dalej od nich położonych terenach należało budować kanały nawadniające, bo nie można było liczyć na regularne i częste opady w tym suchym i jałowym klimacie.
Poza ciężką pracą Anasazi mieli także czas na wykonywanie i zdobienie przepięknej ceramiki. Częstym motywem ornamentacyjnym są malowane czarnym kolorem na białym tle wzory geometryczne, np. zygzaki, trójkąty. Typowe formy to misy i naczynia garnkowate i wazowate, dzbanki z jednym uchem i kubki, czasem z otworem w uchu.

Anasazi State Park / Escalante

Mesa Verde National Park

Park Narodowy Mesa Verde znajduje się w południowo-zachodniej części stanu Kolorado i zajmuje przestrzeń 211 km2. Mesa verde (hiszp. zielony stół) to nazwa nadana temu płaskowyżowi w XVIII wieku przez Hiszpańskich dabaczy, którzy "przegapili" uroki tego miejsca. Sława Mesa Verde rozkwitła tak naprawdę dopiero w połowie XIX wieku dzięki rodzinie lokalnych farmerów Wetherillów oraz dzięki ogromnej pracy archeologicznej Gustawa Nordenskiöld. Niszczenie tego miejsca przez wandali doprowadziły do zajęcia się całą sprawą przez prezydenta Teddy Roosevelta, który w dniu 29 czerwca 1906 ustanowił ten obszar Parkiem Narodowym. 6 września 1978 roku Park Narodowy Mesa Verde został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.Główną atrakcją tego parku narodowego są prekolumbijskie osiedla mieszkalne typu pueblo, zbudowane w ścianie kanionu przez Indian Anasazi. Ocenia się, że osiedla powstały w okresie między VI a XIV wiekiem naszej ery. Poszczególne budynki są ułożone tarasowo, a między nimi znajdują się owalne budynki zwane kiva. W XIV wieku mieszkańcy z przyczyn nie do końca wyjaśnionych (np. klęska klimatyczna lub wyjałowienie gleby), opuścili tę okolicę.
Do parku wjeżdżamy skręcając z drogi numer 160, przejazd odbywa się po bardzo widokowej drodze przez wysokie góry z panoramą całego płaskowyżu w tle. Jeśli zjawimy się tam późno to warto przenocować na ogromnym kempinguMorefield , do dyspozycji mamy mały sklepik, pralnie, kawiarnie oraz duży parking. Zwiedzanie polega na dotarciu do wyznaczonych punktów widokowych znajdujących się na dwóch odległych od siebie trasach -Wetherill Mesa (min. ruiny budowli Step House i Long House) oraz najbardziej popularna Chapin Mesa (min. ruiny budowli Spruce Tree House, Cliff Palace i Balcony House). W trakcie przejazdu przez park koniecznie trzeba zatrzymać się w Far View Visitor Center, jest to jedyne miejsce gdzie można kupić bilety na zwiedzanie Cliff Palace i Balcony House - największych atrakcji Parku z przewodnikiem (miejsce jest oddalone spory kawałek drogi i wracanie po bilety byłoby psychicznie męczące :). Po dotarciu na wyznaczone miejsca i pozostawieniu samochodu na parkingu stawiamy się na przy wejściu o wyznaczonejwczesniej godzinie i oczekujemy na przybycie Rangera (przewodnika), który zabiera nas w podróż w przeszłość. Trasa Cliff Palace jest bardzo prosta i nie należy się bać ostrzeżeń o trudnościach wspinaczkowych, kilka drabin i schodków w skale (jedynie wyjście jest wąskie i robi się często zator). Miejsce jest chyba najbardziej rozpoznawalne, dużo fotografii Parku przedstawia zwykle Cliff Palace , który jest największą zachowaną budowlą na tym obszarze. Pałac schowany 30 metrów poniżej skalnego występu był miejscem zamieszkania dla ponad 200 osób, które zajmowały około 217 pomieszczeń. Jeśli trafimy na liczną grupę to robi się tłoczno i mało kameralnie ale widoki sąniezapomniane . Drugim wartym odwiedzenia miejscem jest pobliski Balkony House, tutaj wymagania co do sprawności fizycznej są większe a zapas wody jest wręcz obowiązkowy w okresie letnim. Jest to jeden z nielicznych kompleksów MesaVerde przystosowanych do obrony przez Anasazi . Budowla jest niewidoczna z góry, a dotarcie do niej jest bardzo trudne. Zwiedzanie to pasmo wspinaczek po wysokich drabinach, przeciskanie przez wąskie tunele i spacer nad stromą przepaścią Soda Canyon. Ostatni etap przy wyjściu to bardzo wysoka drabina i zaleca się nie patrzenie w dół (a kobiety o nie zakładanie sukienek w celu nie rozpraszania mężczyzn :). W drodze powrotnej można zatrzymać się przySpruce Tree House do którego można podejść bez przewodnika, jest to mała budowla w porównaniu z pozostałymi ale bardziej "interaktywna", można spokojnie wejść do odrestaurowanych pomieszczeń - Kiva. Jest to dość łatwy szlak dla osób ze słabą kondycją. Oddalony znacznie Wetherill Mesa nie dostarcza nam już takich atrakcji i jeśli nie mamy dużo czasu można to pominąć.

Mesa Verde National Park

Four Corners Monument

Navajo Nation serdecznie zaprasza nas do jednego z najbardziej wyjątkowych zabytków - Four Corners. Jest to jedyne miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie cztery stany Arizona, Nowy Meksyk, Utah i Colorado przecinają się w jednym punkcie. Jest to też jedyne miejsce na terenie USA, gdzie cztery granice stanów krzyżują się pod kątem prostym oraz gdzie można być "jednocześnie" w czterech stanach na raz :) Wystarczy wykonać odpowiednią pozęekwilibrystyczną lub "mostek" i możemy to utrwalić na zdjęciu zrobionym ze specjalnego stanowiska.

Oryginalny marker wzniesiony w 1912 roku był prostym cementowym blokiem, ale z czasem zmieniono ten znacznik na solidny granit i brąz, który możemy oglądać dzisiaj. Stany Zjednoczone nabyły ten obszar od Meksyku po wojnie amerykańsko-meksykańskiej w 1848 roku. Większość regionuFour Corners jest częścią pół-autonomicznego terytorium rdzennych Indian. Dwa z nich to Navajo Nation i Ute Mountain Ute Indian Reservation. Teren Indian Navajo obejmuje trzy z czterech stanów a Indian Ute mają tylko róg Colorado.
Miejscowe Visitor Center jest otwarte przez cały rok i oferuje atrakcje w postaci rękodzieła rzemieślników z plemienia Navajo. W rozstawionych dookoła straganach można kupić ręcznie robioną biżuterią, rzemiosło i tradycyjną żywność Indian Navajo. Stoły piknikowe i skromne toalety są dostępne na miejscu.
Four Corners otwarte jest w godzinach 8:00 - 17:00 (Paź - Maj) oraz 7:00 - 20:00 (Cze - Wrz). Opłata za wjazd wynosi $3.00.
Four Corners National Monument

poniedziałek, październik 26, 2009

Grand Canyon National Park - South Rim

Wielki Kanion to przełom rzeki Kolorado w stanie Arizona przez Płaskowyż Kolorado, złożony głównie z łupków Yishnu, a także iłołupków, wapieni, piaskowców i granitowych intruzji. W tym kanionie znajduje się pełny przekrój geologiczny od ery prekambryjskiej po ere mezozoiczną. Każda seria warstw skalnych posiada inny odcień. Skały osadowe kanionu obfitują w skamieniałości, od pierwotnych glonów do drzew, od morskich muszli po szczątki dinozaurów. Czas powstawania kanionu szacuje się na około 10 milionów lat. Kanion zaczął powstawać najpierw w zachodniej części obecnego przebiegu, 17 mln lat temu, natomiast wschodni kraniec ukształtował się 5-6 mln lat temu. W następnych milionach lat trwało wcinanie się wgłębne rzeki i pogłębianie kanionu, przy zachowaniu jego długości. Jego "architektem" była prawdopodobnie rzeka Kolorado, która żłobiła kanion w miarę jak płaskowyż Kolorado się podnosił. Przed wybudowaniem w 1963 r. zapory wodnej Glen Canyon rzeka niosła przez kanion dziennie 500000 ton osadu, obecnie zaś zaledwie 80000 ton. W obecnym kształcie Wielki Kanion ma 349 km długości i w najgłębszym miejscu (Granite Gorge) 2133 m głębokości. Szerokość waha się od ok. 800 m (pod punktem widokowym Toroweap na North Rim) do 29 km w najszerszym miejscu. Jest to największy przełom rzeki na świecie.

Park Narodowy Wielkiego Kanionu został utworzony w 1919 roku i jest jednym z najstarszych parków narodowych w USA. Całkowita powierzchnia parku wynosi 4 926,66 km².
Region wokół Wielkiego Kanionu Kolorado został po raz pierwszy objęty ochroną federalną decyzją prezydenta Benjamina Harrisona z 20 listopada 1893 roku, który ustanowił w tym regionie rezerwat leśny. Prezydent Theodore Roosevelt 11 stycznia 1908 roku ze względu na "niezwykłe znaczenie naukowe, jako największego naturalnego kanionu w Stanach Zjednoczonych" ustanowił w tym miejscu pomnik narodowy pod nazwą Grand Canyon National Monument. Ponad dekadę później, 26 lutego 1919 roku Kongres przekształcił pomnik w park narodowy. Prezydent Herbert Hoover chcąc powiększyć obszar objęty ochroną 22 grudnia 1932 roku ponownie ustanowił Grand Canyon National Monument jako pomnik narodowy graniczący z istniejącym parkiem. Z kolei w 1975 roku podwojono powierzchnię Parku Narodowego Wielkiego Kanionu włączając do niego drugi pomnik narodowy Grand Canyon National Monument. W 1979 roku park wpisano na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ustanowienie Wielkiego Kanionu parkiem narodowym zapobiegło budowie na jego obszarze zapory na rzece Kolorado, która ostatecznie powstała w jej górnym biegu, jako zapora Glen Canyon Dam w miejscowości Page, która zalewając Glen Canyon utworzyła sztuczne jezioro Powella.

Większość zwiedzających przybywa do południowej krawędzi kanionu South Rim, podążając drogą stanową 64. Droga dociera do południowego wjazdu do parku w pobliżu miasteczka Tusayan, następnie skręca na wschód opuszczają park wschodnim wjazdem. Właściwie jest to ostatnie miejsce na zrobienie zapasów w rozsądnych cenach i zatankowanie samochodu. Miasteczko oferuję sporą bazę noclegową ale hotele nie należą do najtańszych. W pobliżu można znaleźć pola namiotowe przy głównej drodze. Przy wjeździe do Parku znajdują się bramki gdzie wnosi się opłatę za wjazd w postaci 25$, która ważna jest przez 7 dni. Pierwszym miejscem, na którym warto się zatrzymać jest punkt widokowy Mather Point (obecne w przebudowie gdzie trwa powiększanie miejsc parkingowych). Kierując się dalej główną drogą docieramy do siedziba głównej parku w miasteczku Grand Canyon Village, bardzo niedaleko od południowego wjazdu, w którym znajduje się spora baza noclegowa i kempingowa. Tutaj trzeba zostawić samochód i przesiąść się do lokalnego autobusu, który rozwozi turystów po punktach widokowych na "czerwonej linni" Hermits Rest Route. W sezonie trzeba odstać swoje w kolejce do autobusu. Niedaleko od przystanku znajduję się zejście na słynny szlak na dno kanionu - Bright Angel Trail, jest to szlak dla dobrego wędrowca wymaga wcześniejszej rezerwacji noclegu na dole kanionu, mniej wprawni piechurzy mogą przejść kawałek i wrócić (należy pamiętać, że wchodzi się 2-3 razy dłużej niż schodzi :) Woda i prowiant obowiązkowo!
Shuttlebusy dostarczają nas do 9 punktów widokowych (nie wszystkie warte są oglądania) skąd następny wolny bus zabiera nas co kilka minut. Warte wyjścia są na pewno Trailview Overlook, Powell Point, Mohave Point i Pima Point. Ostatni przystanek na trasie to Hermits Rest, który jest chyba najsłabszym punktem widokowym ale oferuje chwile odpoczynku przy kawie i ciastku, które można kupić w małym sklepiku z pamiątkami. Osoby mające dużo czasu i dobrą kondycje mogą tą trasę pokonać idąc wzdłuż krawędzi jakieś 13 km - widoki niezapomniane.
Wyjeżdżając z Grand Canyon Village można udać się na bardzo ciekawy punkt widokowy Desert View kilka kilometrów na wschód drogą numer 64. Znajduję się tam kamienna wieża z tarasem widokowym z którego widać bardzo dobrze rzekę Kolorado. (opis jest bardzo skrótowy żeby nie zanudzać czytelnika)
Wielki Kanion jest obszarem powietrznym o specjalnych zasadach, z wyznaczonymi terenami, gdzie loty są zakazane i terenami, gdzie obowiązuje minimalna wysokość lotu. Zasady te wprowadzono, aby zredukować natężenie hałasu i zanieczyszczenie na obszarze parku. Główną atrakcją są loty śmigłowcem.

Grand Canyon National Park / South Rim

Canyon de Chelly National Monument

Canyon de Chelly National Monument powstał 1 kwietnia 1931 jako część National Park Service, całkowicie znajduje się w północno-wschodniej części Arizony w granicach rezerwatu Indian Navajo. Na terenie Parku znajdują się ruiny wczesnych plemion tubylczych, zamieszkujących obecne tereny setki lat temu. Najbardziej znane to budowle Indian Anasazi (Hovenweep przypominają europejskie zamki okresu średniowiecza oraz kiva prostokątne lub okrągłe pomieszczenie, zazwyczaj wykonane z cegły adobe lub kamienia, budowane we wnękach skał lub zagłębione w ziemi) i Navajo.
Canyon de Chelly rozciąga się na przestrzeni 339 km2 i obejmuje dna i krawędzie trzech głównych kanionów: de Chelly, del Muerto i Monument, które wyrzeźbiły strumienie rzek gór Chuska znajdujących się na wschód od Canyon de Chelly National Monument.
Canyon de Chelly jest wyjątkowy pod jednym względem, jako jednostka w krajowym systemie Parków Narodowych zarządzana jest przez National Park Service ale jest własnością Indian Navajo. Dostęp do dna kanionu jest ograniczony, a odwiedzający mogą przemieszczać się w kanionach tylko wtedy, gdy towarzyszy im Ranger lub upoważniony przewodnik Navajo. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest półtora milowy szlak White House Ruin Trail. Czas marszu to około 2 godziny ale dobry piechur przejdzie to znacznie szybciej. Trasa prowadzi na dno kanionu bardzo urokliwy drogą, przepiękne widoki i czerwone formacje skalne zrekompensują wysiłek. Na dole kanionu ruiny budowli Indian Anasazi nie są dostępne dla odwiedzających, miejsce to jest zagrodzone siatką.
Pozostałą część Parku można objechać samochodem zatrzymując się na wyznaczonych punktach widokowychi po na trasie North Rim i South Rim Drive. Pozostałe ruiny starożytnej kultury Indiani widoczne są z dużej odległości, przeważnie z punktów przy krawędziach kanionu, dlatego warto zabrać dobry obiektyw lub lornetkę. Wycieczki na dno kanionu można zamówić wVisitor Center. Nie ma żadnych opłat za wjazd do kanionu.
Charakterystyczną cechą parku jest geologiczna formacja skalna z piaskowca zwana Spider Rock, która wznosi się na wysokość 240 m od dna kanionu i znajduję się na skrzyżowaniu Canyon de Chelly i Monument Canyon. Spider Rock widać z South Rim Drive. Według tradycyjnych wierzeń Navajo wyższa z dwóch wież jest domem kobiety pająka stąd nazwa "Pajęcza Skała".
Nazwa Chelly (lub Chelley) została zapożyczona przez Hiszpanów od Indian Navajo - słowo Tséyi oznacza "Canyon" (dosłownie "Inside The Rock"

poniedziałek, lipiec 27, 2009

Mt Diablo

Zwiedzając okolice East Bay pojechałem w końcu do Parku Stanowego Mt Diablo i mile się zostałem zaskoczony. Górujący nad zatoką San Francisco szczyt zawsze wydawał mi się mało atrakcyjny..., bo co ciekawego mogę zobaczyć po przejechaniu prawie całej Ameryki i dogłębnym spenetrowaniu Kalifornii? A jednak Mt Diablo ma do zaoferowania wspaniałe widoki (przy dobrej pogodzie widać San Francisco), rewelacyjne szlaki piesze i (najlepsze) świetne miejsca campingowe i BBQ. Przygotowanie jedzenia na grillu w specjalnie przygotowanych kameralnych spotach z przepiękną panoramą okolicy... cóż lepszego na weekendowy wypad z przyjaciółmi.
Mount Diablo State Park ma powierzchnię około 80 km², a najwyżej położony punkt z małą basztą znajduje się na wysokości 1,178 m. Najlepiej dojechać - zjeżdżając z autostrady 680 w miejscowości Danville i bardzo krętą drogą dotrzeć do South Gate, gdzie za jedyne $7 można korzystać z uroków tego parku.

Mt Diablo

Gilroy - Światowa Stolica Czosnku

Przez ostatni weekend obywał się w Gilroy Festiwal Czosnku, do malutkiego miasteczka na południe od San Jose zjechały się setki amatorów tego warzywa-przyprawy. Na polach wokół tej miejscowości dominują ogromne uprawy czosnku. Co roku, od 1979 roku odbywa się tu Festiwal Czosnkowy - Gilroy Garlic Festival. W 2007 roku w festiwalu wzięło udział ponad 3 miliony gości. W promieniu 140 km od Gilroy uprawiany czosnek jest numerem jeden, a jego zbiory ocenia się na ok. 70 milionów kilogramów.To malutkie warzywko obecne było we wszystkich daniach serwowanych na festynie od lodów czosnkowych przez steki, pieczenie i chlebki aż po zwykłe (przepyszne) frytki czosnkowe. Piwa nie zabrakło a atmosferę umilało kilka grup muzycznych stylem zbliżonych do muzyki Country. Generalnie było bardzo ciepło i przyjemnie a zapachczosnku pozostał w nosie przez długie godziny...
Czosnek - Alium sativum - został udomowiony i zaczął być uprawiany ok. 5 tysięcy lat temu. Nazwę czosnku po chińsku - suan - zapisuje się jednym znakiem, co oznacza, iż czosnek znano zanim powstało pismo chińskie. W kulturach na całym świecie, przypisywano mu moce niemal magiczne. Wierzono, że pomaga w odpędzaniu złych duchów, a nawet, że przynosi szczęście. Zapach czosnku w kuchni miał wygonić z okolicy wampiry i wilkołaki. Doskonale sobie w walce z niestrawnością, wysokim ciśnieniem i infekcjami dróg oddechowych. Zielarze i zwolennicy naturalnego sposobu odżywiania uważają czosnek za cud natury i stosują go przy leczeniu wielu chorób - zaczynając od astmy, a na zapaleniu stawów kończąc. Dobrze działa na serce -ponieważ zmniejsza ilość cholesterolu we krwi. Poza alliiną i enzymami, które podczas roztarcia tworzą bakteriobójczą alliicynę, czosnek zawiera białka, cukry, witaminy: A, B1, B2, C oraz drażniącą kubki smakowe siarkę. W czosnku są również: wapń, fosfor, magnez, żelazo, selen, jod, chrom i cynk. Właściwości smakowe i lecznicze mają jednak tylko główki czosnku dojrzałe i odpowiednio przechowywane. Główki powinny być zwarte, ząbki łatwe do rozdzielenia, natomiast pokrywająca wszystko łuska powinna lekko lśnić. Czosnek, według niektorych osób posiada przykry zapach. To lotnegy olejek, którego głównym składnikiem jest alliina i enzymy, które podczas roztarcia przemieniają się w bakteriobójczą alliicynę. Aby obronić się przed efektem przykrego zapachu czosnku - można żuć natkę pietruszki, ziarnka kawy, goździki lub też wypić trochę gorącego mleka.

Gilroy Garlic Festival '09

środa, lipiec 15, 2009

Z wizytą w muzeum Intela


"Liczba tranzystorów na jednym procesorze
podwaja się co 18-24 miesiące z zachowaniem ceny procesora"
Prawo Moore'a

W samym sercu Doliny Krzemowej znajdziemy malutkie muzeum firmy Intel (przypomina bardzo muzeum Microsoftu w Redmond). Wstęp jest bezpłatny, a do zobaczenia jest kilka ciekawych ekspozycji, w tym kilka interaktywnych - można porozmawiać z robotem, przymierzyć ubrania używane w laboratoriach firmy i wiele innych.
Intel to największy na świecie producent układów scalonych oraz twórca mikroprocesorów z rodziny x86, które znajdują się w większości komputerów osobistych. Firmę założyli 18 lipca 1968 roku Gordon E. Moore oraz Robert Noyce, a nazwa pochodzi od słów "Integrated Electronics". Niedługo poźniej dołączył do nich Andrew Grove, późniejszy wieloletni prezes firmy. Siedziba główna znajduje się w Santa Clara w stanie Kalifornia w Stanach Zjednoczonych. Oprócz mikroprocesorów wytwarza między innymi płyty główne, chipsety do płyt głównych i wiele innych.

Na początku działalności Intel produkował przede wszystkim pamięci RAM. Pierwszym procesorem był zaprezentowany w 1971 roku i4004, a 10 lat później procesor Intel
8088 został wykorzystany przez firmę IBM do budowy komputera IBM PC. W 1985 roku Intel zaprzestał produkcji pamięci RAM ze względu na bardzo silną konkurencję i związany z tym stale zmniejszający się udział w tym rynku. W tym czasie procesory z rodziny x86 były już najważniejszym produktem firmy. W latach 90-tych Intel mocno inwestował w projektowanie nowych mikroprocesorów i promował rozwój rynku komputerów osobistych. Dzięki temu stał się dominującym dostawcą mikroprocesorów dla tych komputerów. A teraz wszystkie nowe komputery Mac są wyposażone w procesory Intel.


Intel

poniedziałek, lipiec 06, 2009

Kilka zmian na mapie miasta

San Francisco Association of Realtors postanowiło wprowadzić kilka zmian na obecnej mapie miasta San Francisco. Sąsiedztwa (neighborhoods) w dystryktach otrzymały nowe nazwy; Już nie Western Addition tylko NoPa, już nie Financial District - tylko Barbary Coast. Z części SoMa czyli South of Market wydzielono mały "skrawek" terenu w okolicy Museum of Modern Art i Yerba Buena Center for the Arts i nazwano po prostu Yerba Buena, podobnie zrobiono z Parnas Heights z której wydzielono Cole Valley. Dolores Heights i South Beach stały się większe a okolice Bayview Park and Candlestick Park stały się Candlestick Point. Haight-Ashbury stało się troszeczkę mniejsze na korzyść nowej Buena Vista/Ashbury Heights. Najbardziej atrakcyjną nazwę Little Hollywood zyskało chyba najmniej ciekawe i znane miejsce w mieście wydzielone z Visitacion Valley.

środa, lipiec 01, 2009

Alum Rock Park w San Jose

Alum Rock Park znajdujący się we wschodniej części San Jose to najstarszy park miejski w Kalifornii. Założony w 1872 roku na obszarze 2.9 km² wAlum Rock Canyon na podgórzu Diablo Range przetrwał w prawie niezmienionym stanie do dzisiaj. Jak dla mnie jest bo bardzo mały i ładny kameralny park z dużą ilością miejsc doBBQ . Park oferuje też ponad 20 kilometrów szlaków pieszych. Jest to świetne miejsce na odpoczynek od wielkomiejskiego gwaru tuż na obrzeżach miasta. Park bogaty jest w faunę, spotkać tu można min. "tabuny" ziemnych wiewiórek, niebieskich modrosójek czarnogłowych, żółwi, pum, sępów i jastrzębi. Jedyne co dziwi to pobieranie $6 opłaty przy wjeździe. Do pobrania mapka.
Alum Rock Park



niedziela, czerwiec 28, 2009

S.F. Pride '09

Pogoda dopisała w ten weekend (aż za bardzo) i słynna Parada Równości odbyła się w przyjemnych warunkach atmosferycznych :) Od 10.30 rano z okolic stacji BART Embarcadero ruszyły tłumy kolorowo ubranych "paradowiczów". Parada SF Pride to manifestacja dumy ze swojej "inności seksualnej" i wolności jej okazywania zwłaszcza w San Francisco. Byli też wszyscy liczący się lokalni politycy i przedstawiciele zawodów tak lubianych w mieście jak min. Strażacy i Policja :).
Parada przemaszerowała przez główną ulicę miasta i zakończyła się pod City Hall na Civic Center gdzie przerodziła się w wielką imprezę (duża część przeniosła się tradycyjnie na Castro i Mission).
Zawsze jakaś atrakcja i warto było popatrzeć. A tak na marginesie to ostatnio w SF co chwila parady, wiece i imprezy... aż trudno za tym nadążyć :)
San Francisco Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender Pride Celebration, powszechnie znane jako SF Pride jest paradą i festiwalem odbywającym się w czerwcu każdego roku w San Francisco.
Pierwsza parada odbyła się w 1970 roku. Od 1972 roku, impreza miała miejsce każdego następnego roku. Nazwa festiwalu zmieniała się na przestrzeni lat żeby w końcu pozostać w obecnej formie.

Słynna Rainbow Flag utożsamiana z ruchem Gay-owskim została pierwotnie utworzona przez Gilbert Baker w 1978 roku na San Francisco Pride Parade. Pierwotnie miała osiem pasków, ale później została uproszczona do obecnych sześciu pasów. Flaga Rainbow z ośmioma paskami powiewa ponad Harvey Milk Plaza w dzielnicy Castro.
SF Pride 2009

środa, czerwiec 24, 2009

California Academy of Sciences w San Francisco


California Academy of Sciences jest jednym z dziesięciu największych muzeów historii naturalnej na świecie. Akademia powstała w 1853 roku i w tak niezmienionym stanie przetrwała aż do 1989 roku, kiedy zniszczyło ją ogromne trzęsienie ziemi Loma Prieta earthquake. Całkowicie odnowiona
Akademia została ponownie otwarta 27 września 2008 r. i jest jednym z najmłodszych w Stanach Zjednoczonych. Znajduje się w Golden Gate Park w San Francisco, Kalifornia.
Budynek znajduje się w czołówce projektów przyjaznych dla środowiska , Akademia koncentruje się na problemach związanych z ekologią i środowiskiem naturalnym. Projekt ten pokazywany jest na Discovery Channel w serii "Extreme Engineering" i na kanale National Geographic w serii "Man - Made".

Nowy budynek zawiera niezwykły wachlarz funkcji przyjaznych dla środowiska.

* Wytwarza 50 procent mniej ścieków niż poprzednio
* Poddaje recyklingowi wodę deszczową potrzebną do nawadniania
* Używa 60000 ogniw fotowoltaicznych
* Wspiera zielony dach o powierzchni 2,5 akra (1,0 ha)
* Wykorzystuje naturalne oświetlenie dla 90 procent zajmowanych powierzchni
* Zbudowany został z ponad 15.000 m3 betonu z recyklingu
* Budowa obejmuje 5.000 ton stali z recyklingu
* Ściany mają izolację ze skrawków przetworzonego denimu

Najlepszą porą na zwiedzanie jest środek tygodnia, w weekendy zawsze mamy ogromne kolejki i wielki tłok wewnątrz. Cena biletu normalnego dla osoby dorosłej to koszt $24.95, a dla studentów $19.95. Akademia wprowadziła ciekawy program wsparcia dla mieszkańców, okolic muzeum gdzie wyznaczono daty darmowego wejścia dla wybranych kodów dzielnic. Wejście wtedy jest darmowe. Innym sposobem jest wyszukiwanie w internecie kuponów zniżkowych lub użycie kart min. AAA, dzięki którym zaoszczędzimy kilka dolarów (karty i zniżki studenckie można łączyć). Do Muzeum można dotrzeć z centrum miasta
autobusem 5 lub 22 (wysiadamy przy Parku Golden Gate) i 44 (która zatrzymuje się pod Muzeum. Jest jeszcze do dyspozycji CultureBus 74X.

W środku mamy do dyspozycji trzy wielkie interaktywne ekspozycje Planetarium, Akwarium i Las Tropikalny oraz wiele mniejszych. Zalecam po wejściu udać się do Planetarium, Lasu Tropikalnego i Sali Projekcyjnej filmu trójwymiarowego i pobrać identyfikatory z wyznaczoną godziną najbliższego wejścia (lub samemu wybrać godzinę). Z plakietkami można już spokojnie oglądać pozostałe ekspozycje i pilnować godziny wejść. Planetarium oferuję ogromną kopułę sali kinowej, gdzie można obejrzeć film o kosmosie z narracją, relaksująca muzyczka i projekcja przenosi nas w odlegle zakątki galaktyki, a co niektórych w objęcia Orfeusza :) Zabawnie słyszeć chrapanie w wyciszonej sali pełnej ludzi. Następną atrakcją wymagającą rezerwacji to Las Tropikalny, gdzie wchodzimy po podeście na szczyt kopuły po drodze mijając roślinność, zwierzęta w akwariach i swobodnie latające motyle. Jak dla mnie najciekawsze okazało się wolne od rezerwacji mieszczące się w części podziemnej wielkie akwarium (daleko mu do tego z Lizbony, ale...) w którym można spędzić masę czasu. W centrum muzeum mamy kawiarnie, a obok restaurację - w których ceny są bardzo wysokie i dobrze tutaj pokusić się o własny prowiant. Pomniejsze wystawy obejmują szkielety dinozaurów, wypchane zwierzęta Afryki - jedyne żywe to pingwiny :). Windą lub schodami warto udać się na "zielony dach" muzeum, skąd można podziwiać okolicę. Generalnie dla mnie było to wielkie rozczarowanie, spodziewałem się większej ilości ekspozycji zrobionych z iście amerykańskim rozmachem. Jeśli dobrze zorganizujemy wejście (zarezerwowanie na wstępie karnetów) - zwiedzanie nie zajmie nawet połowy dnia...

California Academy of Sciences