niedziela, lutego 08, 2009

Chiński Nowy Rok w San Francisco.

Chiński Nowy Rok to dwu tygodniowy festiwal obchodzony już od ponad 5000 lat w Chinach. W San Francisco pomysł obchodów chińskiego Nowego Roku powstał w 1860 roku w okresie "Gorączki Złota" i po dziś dzień jest największym świętem w swoim rodzaju poza Azją. Całe obchody składają się z Noworocznych Targów Kwiatów i Targi Wspólnoty Ulicznej Chinatown, które kończą się ogromną Paradą na ulicach San Francisco.
Na miejscu zjawiliśmy się krótko po otwarciu straganów na zamkniętej dla ruchu ulicy Grant czyli w sercu Chinatown. Tłumy były ogromne i manewrowanie między ludźmi było dość trudne. Stanowiska instytucji i firm oblegane były przez chińczyków, którzy nie zrażeni długimi kolejkami czekali na jakiś darmowy upominek lub możliwość zagrania w koło fortuny. To niesamowite jak ta nacja podatna jest na hazard i właściwie, każdy grywa w jakąś grę czy to będą szachy, warcaby, karty czy ruletka w kasynach. Podczas moich zakupów w dzielnicy chińskiej, co druga osoba w kolejce kupuje kupony Lotto lub loterii zdrapkowej :). Tak zatłoczone Chinatown ma swój urok i klimat, którego szukać jedynie w Państwie Środka. Targi trwały do godziny 5 i tłum powoli malał, wszyscy przenosili się na ulicę Market i Kearny , którędy miała przejść noworoczna parada. Bardziej zapobiegliwi zajmowali miejsca przy ulicy już na dwie godziny przed terminem, wszystkie dobre punkty widokowe takie jak drzewka, hydranty czy skrzynki na listy były obsadzone. Bogato zdobione lawety z dekoracjami nawiązywały do nowego znaku zodiaku - Bawoła jaki nastał w tym roku. Większość ekip biorących udział w paradzie ustawiona była od początku Ferry Terminal i sięgały do połowy Market Street!
Wszystko ruszyło zgodnie z planem o 5.30 i bardzo powoli kierowało się Geary, Powell, Post i do końca Kearny. Frekwencja była wysoka i przemieszczanie się ulicami było bardzo utrudnione, ale organizatorzy całkiem sprawnie radzili sobie z tłumami. Oczywiście nie obyło się bez sławnych "smoków", którym towarzyszyły wybuchy petard. Kawalkady pojazdów przesuwały się bardzo powoli i jeśli ktoś przegapił coś na Market to spokojnie mógł to potem zobaczyć na Kearny . Według planu wszystko miało się zakończyć kolo godziny 8 ale w tym tempie jakie panowało to ostatnie grupy zeszły o tej porze tylko z ulicy Market. Widowisko niezapomniane a pogoda dopisała.

Chinese New Year

piątek, lutego 06, 2009

San Francisco --> NIE "Frisco"!

Słów parę o nazewnictwie. W kilku sytuacjach zetknąłem się z pewnym ciekawym zjawiskiem, mianowicie mieszkańcy San Francisco bywają lekko zniesmaczeni lub wręcz oburzeni jeśli podczas rozmowy dotyczącej ich miasta użyjemy nazwy "Frisco" lub "San Fran". po tym poznają nowo przybyłych lub turystów. Mieszkańcy tego pięknego miasta są bardzo dumni i jeśli trafimy na kogoś bardzo przewrażliwionego może nas spotkać afront z jego strony :). Poprawną formą jest San Francisco lub "the City" gdzie, każdy bardzo dobrze wiec o jakie miasto chodzi :).
A na marginesie Oakland i miasta na wschód od SF nazywane są East Bay, San Mateo i pobliskie miasteczka nazywane są Peninsula, San Jose i pobliskie miasta to słynna Silicon Valley i Marin z pobliskimi miasteczkami to North Bay. Tak samo jest z nazwą stanu - poprawnie jest wymówić California nie żadne Cali lub Cal.
Ciekawostką jest też nazewnictwo przy rozmowie o autostradach. Mieszkaniec Bay Area i The City powie "You take 280 South" a mieszkaniec południowej Kalifornii powie "You take THE 280 South" :)
Skrzętnie ukrywanych animozji między północą a Południem słonecznego stanu jest wiele. Mieszkańcy północnej Kalifornii uważają tych z południa za nieoszczędnych, płytkich i amoralnych a sami odbierani są przez południowców jako elitarnych i nadętych.

czwartek, lutego 05, 2009

Zostałem Kanapowym Surferem :)

Stało się, znalazłem się w dużym gronie osób należących do organizacji non profit którą jest CouchSurfing. Jest to pomysł stary jak sam internet ale wdrożony na duża skalę dopiero na początku nowego milenium. Wszystko to polega na przechowywaniu w swoich domach wędrowców z całego świata z nadzieją, że ktoś gdzieś kiedyś prześpi nas u siebie i pomoże przy zwiedzaniu. Wystarczy zarejestrować się nastronie www.CouchSurfing.com, pomyślnie przejść weryfikację i zostaje się członkiem globalnej wspólnoty. Dalej to już prosta sprawa, udzielamy gościny jakiemuś wędrowcowi który odpowiednio wcześniej ustalił wszystko z nami przez net, następnie zadowolony z gościny człowiek wystawia nam opinie (pozytyw) i tak zdobywamy zaufanie na którym tak naprawdę oparty jest couchsurfing. Dzięki temu można zaoszczędzić dużo pieniędzy, które człowiek straciłby na hotele. Jeśli nie możemy przenocować ludzi to jest opcja oprowadzenia po miejscach, które nas interesują a pomocnych dłoni jest mnóstwo . Czyli reasumując - zapisując się do wspólnoty mamy zapewniony darmowy nocleg i w większości pomoc przy zwiedzaniu kogoś miejscowego co czasem jest lepsze niż przewodnik. Oczywiście dobieramy starannie osoby u których chcemy przenocować zwykle pod kątem wspólnych zainteresowań, wieku lub poglądów.
W San Francisco odbywają się w każdą środę spotkania Couchsurferów w Coffe Bar na rogu Florida Street i Mariposa Street. Przychodzi sporo ludzi z całego świata, miejscowych chętnych do poznania ludzi i przyjezdnych, którzy akurat "surfują". Właściwie, każdy z ulicy może wejść i bez najmniejszego problemu zostanie "zassany" przez grupę, atmosfera niepowtarzalna a znajomości czasem na wagę złota.

I am here to recrute You...

O Harveyu Milku, który jako pierwszy został wybrany na urząd państwowy mimo otwarcie manifestowanego homoseksualizmu, mało kto słyszał w Polsce. Tymczasem w Ameryce uważany jest za symbol zmagań o wolność i demokrację. Przyznam, że nie słyszałem o nim do momentu, kiedy na ekranach pojawił się film Milk. Z plakatów co krok uśmiechał się do mnie Sean Pean co nie mogło zostać nie zauważone. Obejrzałem film i zrozumiałem lepiej atmosferę lat 70 tych w San Francisco i pewien okres z historii miasta w którym żyję. Wypadało potem odwiedzić miejsca, gdzie miały miejsca wydarzenia pokazane w filmie.
Harveyowi, który doprowadził do zrównania praw gejów w Kalifornii, stawia się pomniki, nazywa ulice jego imieniem. W milenijnej ankiecie tygodnika "Time" Milk znalazł się w setce najsłynniejszych postaci, ikon XX w. Obok Lennona, Che Guevary, Kennedy'ego, zastrzelonych podobnie jak on, przez fanatyków.
Biografia Milka jest gotowym, barwnym scenariuszem filmowym. Służył w marynarce wojennej w czasie konfliktu w Korei, awansując do stopnia porucznika. Po powrocie z wojny długo nie mógł znaleźć sobie miejsca. Uczył w nowojorskim liceum, był agentem ubezpieczeniowym, hipisem. Po fali aresztowań gejów przeprowadził się w 1972 roku do San Francisco. Skromny sklep fotograficzny, Castro Camera, który zaczął prowadzić, szybko przekształcił się w nieformalny klub gejowskiej subkultury. Ekstrawertyk z poczuciem humoru, wspierany przez przyjaciół i kochanków, przekonał się, że wykluczenie i dyskryminację można pokonać kartą do głosowania w demokratycznych wyborach. Z lokalnego przedsiębiorcy broniącego gejowskich interesów w dzielnicy przekształcił się w aktywnego działacza politycznego, trzykrotnie ubiegającego się bez powodzenia o wybór do samorządu miejskiego.
W 1977 r. jako pierwszy zdeklarowany homoseksualista objął w końcu publiczny urząd radnego. 27 listopada 1978 r. lider ruchu gejowskiego wraz z burmistrzem San Francisco został zamordowany. Tak narodziła się jego legenda. Został uznany za ofiarę i męczennika sprawy gejowskiej. To on przekonał opinię publiczną, że wolności, której pragną homoseksualiści, potrzebują wszyscy. Że poszanowanie praw człowieka oznacza również obowiązek akceptacji godności osób o odmiennej orientacji. Zamachu dokonał ultraprawicowy radny Dan White, który dostał wyrok tylko 8 lat a wyszedł po pięciu. Po 2 latach od wyjścia z więzienie popełnił samobójstwo.
Niektórzy sądzą, że pojawienie się filmu "Milk" w momencie kolejnego wielkiego przełomu: objęcia przez czarnoskórego senatora Obamę prezydenckiego urzędu, nie jest przypadkiem. I może pomóc w przeforsowaniu odrzuconej niedawno ustawy zezwalającej na legalizację homoseksualnych małżeństw w Kalifornii - Poprawka numer 8.
Harvey Milk

Castro


Przed przylotem do San Francisco żyłem w błogiej niewiedzy lub ignorancji dotyczącej pewnej dzielnicy w tym mieście a będącej jednym z największych skupisk "kochających inaczej". Przyznam, że mieszkając tutaj przez kilka miesięcy nawet nie dotarłem w okolice owej dzielnicy. Dopiero w trakcie podróży przez stany i po świecie większość spotykanych przeze mnie ludzi kojarzyło San Francisco ze światową stolicą gejów i lesbijek. Miasto jest piękne i ma niesamowity klimat co przyciąga ludzi o różnych orientacjach i poglądach na życie. Dla osoby wychowanej w Polsce gdzie tolerancja do odmienności prawie nie istniała, pojawienie się na ulicy Castro przepełnionej trzymającymi się za ręce i całującymi mężczyznami była sporym szokiem. Z czasem przywykłem do tych widoków i jednym z punktów każdego odwiedzającego mnie turystę jest wizyta w dzielnicy Castro. Miejsce ma koloryt i miłą atmosferę, czasem niektóre widoki mogą wydawać się niesmaczne ale to już skrajności o których nie będę się rozpisywał. W okolicy znajdziemy dużo ciekawych lokali w których spotkać można też pary heteroseksualne i nie jest to czymś dziwnym. Nawet jest trendy pojawić się na Castro z grupą ludzi z pracy. A nic nie zapowiadało, że akurat w San Francisco znajdą swój azyl kobiety i mężczyźni spod znaku tęczowej flagi. Właśnie dzięki takim flagom wywieszanym za okno łatwo zorientować się że jesteśmy w dzielnicy Castro.
Do lat 60-tych XX wieku o gejach nikomu się tu nie śniło, była to zamożna dzielnica willowa, znana jako Eureka Valley, zamieszkała głównie przez konserwatywnych, katolickich Włochów i Irlandczyków. Katalizatorem zmian byli długowłosi bitnicy i pseudo „artyści", dzieci-kwiaty z "summer of love" lat 60-tych z Haight i Ashbury. Katolicy z Castro w obawie przed upadkiem moralnym dzielnicy, zaczęli wyprowadzać się na Półwysep i nad East Bay, pozostawiając puste wiktoriańskie wille, których ceny szybko spadały. Nastąpił gwałtowny napływ gejów, w ciągu kilku lat w okolica zmieniła się w azyl dla wyrzuconych poza nawias społeczny homoseksualistów z całego kraju, którzy zajęli całą dzielnicę silnie się jednocząc w zmaganiach z władzami miasta i policją. Lata 70. i wczesne 80. były złotym wiekiem Castro. Dzielnica tętniła życiem przez 24 godziny i 365 dni w roku. Oglądać, pobyć, zabawić się przyjeżdżały całe Stany, Kanada, Europa. Tutejszy gay pride w czerwcu orazFolsom (Castro) Street Fair w październiku, a także „największy na świecie" uliczny festyn z okazji Halloween osiągały już wtedy rozmiary rzadko widywane i dzisiaj. W połowie lat 80. nikt już nie miał wątpliwości, czym jest AIDS, i słodkie życie skończyło się tu jak nożem uciął. Zmarło wyjątkowo wielu stałych mieszkańców dzielnicy, nie było dnia bez konduktu pogrzebowego. Dzielnica stała się symbolem przetrwania. W latach 90. sytuacja zaczęła wracać do "normy", ponownie zaczęła napływać młodzież, która brała w posiadanie pustostany po super okazyjnych cenach. Odżyła dawna sława Castro, a czynsze zaczęły znów piąć się w górę. Dzielnica komercjalizowała się i przeludniła. Starsze pokolenie, zmęczone tłokiem i ruchem, przeprowadzało się w spokojniejsze okolice, co sprzyjało kolejnemu odmłodzeniu populacji. Młodzi, zawsze spragnieni nowych twarzy, zapełniali ulice, lokale i sklepy. Około roku 2001 życie w Castro stało się super drogie, dzielnica jest wymieniana wśród najbardziej snobistycznych obszarów miejskich w Stanach.
Jedną z największych atrakcji Castro jest stare kino Castro Theatre z roku 1922, przy ulicy Castro 429 - wielki szyld i neon widać już z Market Street, jest swego rodzaju symbolem dzielnicy. Różowe fasady i wnętrza w stylu artdeco , organy, których używano podczas projekcji niemych filmów na początku stulecia - to niezapomniana wycieczka w przeszłość. Od kiedy na ekranach kin zagościł film z SeanemPenem - Milk, każdy mieszkaniec miasta koniecznie chce obejrzeć tą produkcję w Castro Theatre. Niedaleko znajduję się Harvey Milk Plaza to stacja metra i muzeum poświęcone pamięci jednego z najwybitniejszych amerykańskich działaczy ruchu gejowskiego, zabitego w 1978. Troszkę na uboczy ale łatwo znaleźć - znajduję się pod ogromną masztem z flagą w kolorach tęczy górującym nad dzielnicą.
Lokali nie trzeba szczegółowo polecać, bo co krok się tu na jakiś trafia. Café Flore (zwana „epicentrum towarzyskim" ulicy Castro), Twin Peaks istniejący od lat 60-tych, pierwszy oficjalnie gejowski bar w mieście oraz równie długoletni Harvey's.
Castro

wtorek, lutego 03, 2009

Najbardziej kręta ulica na świecie


Lombard Street najlepiej znana jest z odcinka tej drogi w Russian Hill między Hyde i Leavenworth Streets, na którym jezdnia ma osiem ostrych zakrętów. Na tym odcinku znajduje się 12 kamienic, dla których odcinek ten jest jedyną droga dojazdową. W 1922 roku powstał pomysł zmniejszenia kąta pochylenia jezdni, który wynosił wówczas 27%, co było zbyt strome dla większości pojazdów podczas podjazdu i stwarzało poważne niebezpieczeństwa podczas zjazdów. Po wykonaniu serpentyny nachylenie jezdni zmniejszyło się do 16%. Oprócz tego na odcinku tym o długości około 400m (1/4 mili) wprowadzono ruch jednokierunkowy (tylko jazda w kierunku wschodnim, w dół) oraz ograniczenie szybkości jazdy do 8 km/h (5mph ). Odcinek został oddany do użytku w 1923 roku i jest wykonany z czerwonej cegły.
Na szczycie wzgórza zatrzymuje się wagon Cable Car jadący na trasie Powell-Hyde. Wszechobecni turyści trochę ryzykują zdrowiem biegając między zjeżdżającymi samochodami lub pozując na środku ulicyLeavenworth. Po dwóch stronach "pokręconej" ulicy znajdują się wąskie schody z których można bezpiecznie oglądać słynną Lombard Street.
Lombard Street

Dwunastu Gniewnych Ludzi

Wczoraj wyjąłem ze skrzynki na listy korespondencję. Wśród kopert było wezwanie do służby w sądzie w charakterze sędziego przysięgłego. Od razu przypomniał mi się film "Dwunastu gniewnych ludzi" :). W środku była koperta zwrotna i formularz do wypełnienia wraz z dokładną instrukcją co dalej zrobić. Termin stawienia się w sądzie był z miesięcznym wyprzedzeniem. W formularzu była długa lista opcji, które wykluczały delikwenta z uczestnictwa. Wystarczy postawić znaczek przy jednej min. słaba znajomość angielskiego (ale to wymaga stawienia się w sądzie), brak obywatelstwa amerykańskiego, karalność i poważna choroba. Wiele osób traktuję to jako zło konieczne i robi wszystko żeby się wymigać. Słaba dniówka około 15 $ i zmarnowany jeden dzień w najlepszym wypadku. Pracodawca musi to zaakceptować i zwolnić pracownika na wymagany okres czasu. Wielu znajomych wycwaniło się już i podczas pierwszej selekcji, kiedy trzeba wypełnić ankietę i opisać swoje poglądy na podane (zwykle związane ze sprawą) tematy, wypisuje mocno skrajne opinie na dany temat a to oznacza, że osoba będzie stronnicza... i odpada :). No chyba, że trafi się proces na skalę tego z OJ Simpsonem.
A teraz krótki opis jak działa cały system:
W Stanach Zjednoczonych kandydatów na ławników wybiera się losowo z list zarejestrowanych wyborców, z ewidencji posiadaczy prawa jazdy i czasami z innych rejestrów obywateli. Z obowiązku zwolnieni mogą być lekarze, prawnicy, policjanci, strażacy, czynni wojskowi, inwalidzi, zwykle wyłączone są też osoby karane. Szczegółowe regulacje są różne w poszczególnych stanach. Amerykanie uważają uczestnictwo w sądzie przysięgłych za obowiązek obywatelski. Uchylanie się od niego może zostać uznane za obrazę sądu i ukarane grzywną lub więzieniem.
Wylosowani przez komputer kandydaci na ławników są kierowani w grupach po kilkadziesiąt osób (dokładna liczba jest różna w zależności od stanu i rodzaju sprawy) do sądu. Tam następuje wybór ławy przysięgłych i ławników rezerwowych, co jest nazywane mianem voir dire "mówić prawdę”. Celem selekcji jest eliminacja z ławy tych kandydatów, którzy mają przekonania lub uprzedzenia niepozwalające im na wydanie obiektywnego wyroku w konkretnej sprawie.
Sędzia zaczyna od sprawdzenia podstawowych danych: nazwiska, zawodu, statusu materialnego itp. Dowiaduje się także, czy istnieją jakieś powody, które mogą sprawić, że przyszli ławnicy nie będą obiektywni. Następnie inicjatywę mogą przejąć adwokaci stron, którzy mają prawo wykluczać kandydatów na podstawie dwóch procedur. Pierwsza to challange for cause. Polega na wyłączeniu kandydata na przysięgłego po podaniu przyczyny. Oczywiście podstawa wykluczenia musi wskazywać, że dany kandydat mógłby nie zachować bezstronności. Liczba przysięgłych, którzy mogą być wykluczeni w ramach tej procedury, nie jest ograniczona. Drugim sposobem wyeliminowania niepożądanego kandydata są tzw. peremptory challanges, czyli wyłączenie kandydata bez podania przyczyny. Każda ze stron może wyeliminować tą drogą ograniczoną liczbę przysięgłych. Ile, to zależy od stanu i rodzaju sprawy.
Znaczenie ławy przysięgłych jest w amerykańskim systemie prawnym nie do przecenienia. Paradoksalnie nie znaczy to wcale, że procesy przed ławą przysięgłych są najpowszechniejszą formą rozstrzygania sporów. W rzeczywistości w 90% spraw nie dochodzi do rozprawy głównej. Najczęściej proces kończy się porozumieniem pomiędzy stronami czy pomiędzy oskarżonym a prokuratorem. Rozprawa może też odbywać się przed samym sędzią, jeżeli oskarżony zrezygnuje z prawa do procesu przed ławą przysięgłych.

Alternatywny Paszport USA

Od ponad pół roku obywatele USA mogą składać podanie o Passport Card, który jest alternatywną wersją zwykłego książeczkowego paszportu. Nowy paszport jest wielkości karty kredytowej/prawa jazdy. Jest to wygodne i mieści się w portfelu. Na PassportCard można przekraczać TYLKO granice lądowe i morskie USA z terytorium Kanady, Meksyku, Karaibów i Bermudów. NIE można z nim przekroczyć granicy w portach lotniczych. Na pewno jest to wygodne dla osób często odwiedzających kraje graniczące z USA lub dla mieszkańców miejscowości przygranicznych. Inną opcją dla mieszkańców stanów, które mają granicę z Meksykiem lub Kanadą jest tak zwane Rozszerzone Prawo Jazdy, które działa na podobnych zasadach jak PassportCard.
Teraz ciekawostka, nowy plastikowy Paszport ma wbudowany nadajnik RFID - system kontroli poprzez fale radiowe, w oparciu o zdalny odczyt i zapis danych. Niekiedy technologia RFID nazywana jest radiowym kodem kreskowym. Identyfikatory RFID wzbudzają kontrowersje związane z bezpieczeństwem i prywatnością. Technika zdalnego odczytywania danych identyfikacyjnych może prowadzić do niepożądanych efektów, takich jak łatwość dostępu do poufnych danych zapisanych na kartach RFID czy śledzenie obecności dysponenta takiej karty. Rząd zapewnia, że nie ma na karcie zapisanych żadnych danych osobowych a do tego dołączana jest specjalna okładka uniemożliwiająca odczyt niepowołanym osobą. Dzięki technologiiRFID , Celnicy i Ochrona Granic będzie mogła uzyskać dostęp do fotografii i innych danych biograficznych przechowywanych w rządowej bazie danych zanim podróżny dotrze do urzędnika. Czyli "miły" (niemożliwe) celnik zawoła do mnie po imieniu "Cześć Marcin" zanim pojawię się przy okienku :)
Kilka dni temu pewien haker w San Francisco udokumentował na wideo możliwość sczytania numerów Passort Card i śledzenia delikwentów, którzy mieli przy sobie owe plastiki. Danych nie wykradł ale pokazał jak Rząd USA może bawić się w Big Brothera i śledzić nasz każdy ruch, pod warunkiem, że karta będzie w naszym portfelu :).
A mnie to generalnie nie interesuje, niech mnie śledzi - nic złego nie zrobiłem to nie mam się czego obawiać. Plastik jest wygodny podczas wypraw i odporny na wodę.

niedziela, lutego 01, 2009

Super Bowl XLIII

Super Bowl to finałowa rozgrywka o mistrzostwo amerykańskiej zawodowej ligi National Football League. NFL dzieli się na dwie konferencje: American Football Conference (AFC) i National Football Conference (NFC). Super Bowl ma na celu wyłonienie mistrza mistrzów. Jest to równocześnie największe medialne wydarzenie roku. Dzisiaj w Tampa Bay o miano najlepszej drużyny walczły - Arizona Cardinals i Pittsburgh Steelers. Tegoroczne Super Bowl jest organizowane już po raz 43. Pierwszy mecz o ten prestiżowy puchar rozegrano 15 stycznia 1967 roku, a pierwszymi zwycięzcami była drużyna Greenbay Packers. W późniejszych latach dominowali San Francisco 49ers i Dallas Cowboys. Ostatnio najwięcej Super Bowl zdobyli New England Patriots. Tegoroczny mecz pokazała stacja NBC, która relacjonuje te spotkania już od 1997. Za wielkim wydarzeniem stoją wielkie pieniądze. 30 sekundowa reklama podczas przerwy w meczu, kosztuje 3 miliony dolarów. Znane firmy wykupienie takiej reklamy uważają nawet za swój obowiązek. Co może wydawać się dziwne w czasach wszechobecnego kryzysu ekonomicznego, problemów ze znalezieniem reklamodawców nie było żadnych. Średnio Super Bowl ogląda w samych Stanach Zjednoczonych 90 milionów ludzi.
Amerykański hymn zaśpiewała przed meczem 27-letnia czarnoskóra artystka Jennifer Kate Hudson. W przerwie meczu wystąpił Bruce Springsteen promujący swoją nową płytę "Boss" a kapitan Chesley "Sully" Sullenberger i załoga samolotu linii US Airways, która wodowała na rzece Hudson, dostała owacje na stojąco.

... a zwycięzcami została po raz szósty w historii rozgrywek drużyna
Pittsburgh Steelers

piątek, stycznia 30, 2009

Magic places: Coolbrith Park

Jeśli dasz radę dotrzeć w to miejsce, to możesz je mieć tylko dla siebie, albo poczuć że możesz :). Wspaniałe miejsce aby odpocząć po wspinaczce ulicą Taylor lub wdrapywaniu się po schodach od ulicy Vallejo. Parku kryje w sobie tarasy, które leżą na stromym wzgórzu i z żadnego z nich nie sposób zobaczyć, kto znajduję się na następnym. Miejscowi kochają ten park, gdyż czuje się jak w ukrytym przed turystami ogrodzie ze spektakularnym widokiem na zatokę i Downtown. Park nazwano na cześć Iny Coolbrith, poetki żyjącej w latach 1842-1928. Bibliotekarki i siostrzenicy Proroka Mormonów - Josepha Smitha. Ina wprowadziła w świat książek Jacka Londona i Georga Sterlinga, późniejszych twórców literatury amerykańskiej. W 1915 roku została pierwszą laureatką w dziedzinie poezji w Kaliforni nadawaną przez Uniwersytet Kalifornijski.
Coolbrith Park

Zielone papugi

Okolice Telegragh Hill i Coit Tower do niedawna w cicha dzielnica stała się hałaśliwa a wszystko za sprawą małych zielonych papug. Dzikie stada krążą nad domami i wydzierają się wniebogłosy. Dodają kolorytu okolicy i są swoistą atrakcją. Jeszcze rok temu można je było spotkać w Coolbrith Park na Russian Hill, gdzie wdzięcznie pozowały do zdjęć. Potem wszystko przycichło i myślę, że dużo zasługi w tym siedzącym cicho na gałęziach sokołom :).
Jak na razie najwięcej zielonych ptaszków z czerwoną główką można spotkać na drzewach przy Coit Tower.


Paliwo w San Francisco - styczeń

Styczeń 2009

cena za 1 galon (3.7 litra)

środa, stycznia 28, 2009

Rower na godziny w SF.

Władze miasta San Francisco postanowiły (w końcu) wprowadzić pilotażowo publiczny system wynajmu rowerów wzorowany na słynnym Paryskim -Vélib’.
Program ten obejmie 50 rowerów umieszczonych na pięciu stacjach. Na każdej stacji będzie znajdowało się od 9 do 12 rowerów i dana stacja będzie musiała zapewnić około 50 procent więcej rowerowych miejsc parkingowych w celu prawidłowego funkcjonowania systemu zwrotu rowerów. Pilotażowo pierwsze stacje znajdować się będą w FinancialDistrict, Mission Bay, the Presidio, Civic Center and the City College campus.
Chętni do używania rowerów będą musieli zarejestrować się przez internet na stronie San Francisco Municipal Transport Agency (SFMTA), która to agencja zarządza programem "City's Bicycle". Rejestracja wymagać będzie karty kredytowej z której potrącona zostanie opłata roczna i opłaty godzinowe oraz w celu zabezpieczenia na wypadek utraty roweru. Mam nadzieje, że stacje będą dobrze zabezpieczone, ParyskiVélib’ miał swoje wzloty i upadki, tysiące rowerów ginie lub jest niszczone przez wandali... zobaczymy jak będzie to wyglądać w SF (w końcu Paryż już dawno stracił swoją tożsamość i równie dobrze mógłby być stolicą Afryki :). Patrzę na nazwy stacji i zastanawiam się czy pomysł z umiejscowieniem jednej na Civic Center jest dobrym pomysłem? Możliwe, że już niedługo trzeba będzie wybudować na Tenderloin dodatkowe ścieżki rowerowe :):):)

Telewizja Cyfrowa coming [NOT so] soon...

Amerykański Senat zgodził się opóźnić o 4 miesiące planowane przejście z telewizji analogowej na cyfrową. Zamiast 17 lutego USA przejdą na telewizję cyfrową 12 czerwca. Zwolennikiem późniejszego przejścia na sygnał cyfrowy był sam Barack Obama. Według Senatu Stany Zjednoczone nie są jeszcze gotowe na taką zmianę. Cztery miesiące powinny pomóc. Obywatele USA potrzebujący pomocy finansowej przy przejściu z sygnału analogowego na cyfrowy otrzymali od państwa bony warte 40 dolarów - można je zamienić w odpowiednich punktach na dekodery. Decyzja zapadła ale jest to chyba zły czas na nową telewizję, duża liczba ludzi nie jest finansowo przygotowana na takie wydatki.

UPDATE: Nie przeszło w House of Representatives i nie będzie opóźnienia!
Wracamy do daty 17 Luty 2009...

Telewizja Cyfrowa w USA

Moje Lapidarium: Podróż przez Meksyk.

Pamięć bywa ulotna, wspomnienia zanikają, zdjęcia w albumach blakną a te na cyfrowych nośnikach dobrze chronione może pożyją trochę dłużej.
Podróże, które są moją wielką pasją zacząłem jeszcze w epoce, kiedy media cyfrowe dopiero raczkowały i jedyną formą zapamiętywania chwil była karta papieru. Nie jestem w stanie spamiętać ile straciłem zdjęć a ile mogłem zrobić... Do niedawna ta forma przedstawiania świata jaki widziałem została wsparta przez wspaniały wynalazek jakim jest Blog. Pozwala na spisanie wypraw, które odbyłem, podzielenie się refleksjami i udzieleniu rad.
Przemyślenia, które przelatują mi przez głowę nasunęły mi pomysł spisania podróży, które odbyłem w przeszłości.
Warto zostawić jakiś ślad po sobie i dla siebie a przy obecnym stylu życia obawiam się, że dość szybko mogę doczekać się wizyty gościa z Niemiec - Pana Alzheimera :).
Pozwoliłem sobie na rozpoczęcie całej serii wspomnień nawiązujących tytułem do serii książek naszego rodaka Ryszarda Kapuścińskiego... Lapidarium.



Alkohol w Ontario

Detaliczna sprzedaż piwa i innych alkoholi jest zmonopolizowana w Ontario - odbywa się pod szyldem LCBO (Liquor Control Board of Ontario). "Liquor Store" LCBO obok win i mocnych alkoholi oferuje piwo importowane. Firma ta jest tylko dystrybutorem. Dostępność jakiegoś gatunku uzależniona jest od importera i od lokalnego zapotrzebowania. W Toronto i okolicach, a w szczególności w Mississauga , gdzie mieszka bardzo wielu Polaków, polskie piwa są łatwo dostępne i to w dość szerokim wyborze. W przeciętnym sklepie piwnym w moim mieście więcej jest gatunków piw polskich niż czeskich lub niemieckich. Generalnie dostępne są min: Żywiec, Leżajsk, EB, Warka, Okocim.

Innym miejscem gdzie można kupić TYLKO PIWO (głównie produkowane w Kanadzie i USA) jest sieć sklepów "Beer Store" - przypomina małe hurtownie i raczej nie jest to rodzaj sklepu gdzie można wpaść po jedną butelkę piwa.
Kanadyjczycy preferują browary Molson Canadien i Lobbatts Blue. Browary te także wytwarzają szereg europejskich piw na licencji np. Stella Artois, Old Vienna, Carlsberg czy Tuborg.
Mieszkańcy Quebecu mogą kupować alkohol w każdym sklepie lub stacji benzynowej :)
Alkohol jest w Kanadzie bardzo drogi i niech nikogo nie dziwią wypady weekendowe do USA w celach zakupowych.
Jack Daniel's Whisky --> 0.75 L --> około 30 dolarów kanadyjskich w Ontario
Jack Daniel's Whisky --> 1.75 L --> około 29 dolarów amerykańskich w New York.

a kolejki też bywają - jak za PRL-u :)

wtorek, stycznia 27, 2009

Québécois

Kanada to oficjalnie kraj dwujęzyczny angielski i francuski, ale realia są takie, że po angielsku nie mówi się w Quebecu. Napisy dwujęzyczne można spotkać w prowincjach anglojęzycznych - jak widać wszystko działa tylko w jedną stronę.
Język francuski przypłynął do ameryki północnej w XVI wieku wraz z pierwszymi osadnikami z Francji. W owym czasie język francuski na nowych terytoriach Francji niczym się nie różnił od tego z Europy, ale na przestrzeni wieków język zaczął ewoluować. Warto nadmienić fakt, że do dzisiejszej Kanady przybywało niewielu Francuzów, przez co język w kolonii nie był "odświeżany". Zmiany powstawały stopniowo i ich głównym powodem był drugi język ojczysty - angielski, którym posługiwała się większość społeczeństwa. Dlatego władze Quebecu postanowiły kontrolować rozwój swojego języka. Powołano organizację "Office québécois de la langue française", która czuwa nad rozwojem języka francuskiego.
Przykładowo: w odróżnieniu od francuskiego europejskiego, kanadyjski zwraca uwagę na wyznaczniki żeńskie w zawodach: la docteure, la professeure. Kolejne różnice można zauważyć w np. w terminologii informatycznej courriel zamiast e-mail, pourriel zamiast spam mail.
Mieszkaniec Paryża zapyta na ulicy o godzinę w ten sposób: Quelle heure est-il? a mieszkaniec Quebecu: Y'est quelle heure?
Ale przyznam, że milo zacząć dzień od Bonjour :)



Dwie ulice...

Co wspólnego mają ze sobą miasta - San Francisco w Kalifornii i Mississauga w Ontario ?

Symbol Kanady

Przeciętny Kanadyjczyk nie wyobraża sobie rozpoczęcia dnia pracy bez kubka kawy. W takiej chwili z pomocą przychodzi symbol Kanady w przemyśle szybkiego żywienia. - Tim Hortons Inc. – kanadyjska sieć barów szybkiej obsługi, wyspecjalizowanych w kawie, czekoladzie, ciastkach i kanapkach. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela, hokeisty Tima Hortona, który w swoich najbardziej optymistycznych przewidywaniach nie zakładał, że mała restauracyjka, którą otworzył 17 maja 1964 w Hamilton (Ottawa Street), rozrośnie się w Kanadzie do potęgi prawie dwukrotnie większej niż sieć McDonald's.

Tim Horton rozpoczął hokejową karierę w wieku 17 lat. Po kilku latach był już cenionym obrońcą NHL. Ceniono go za skuteczność, a przy tym za to, że jak na tak walecznego obrońcę, spędzał wyjątkowo mało czasu na ławce kar. Był lubiany przez działaczy i publiczność. W 1964 roku Tim postanowił ulokować zarobione w sporcie pieniądze. Jako chłopak z prowincji znał się trochę na wszystkim, ale najbardziej na kuchni. Dlatego w pierwszym menu kawiarni, którą otworzył pojawiły się jego własne przepisy. Ponieważ Kanada przoduje w świecie w ilości tanich cukierni (donuts) oraz w spożyciu pączków na głowę mieszkańca to pomysł na biznes nasuwał się sam.
Czynny sportowiec nie miał czasu na siedzenie przy garach, więc Tim zatrudnił do pomocy byłego policjanta, Rona Joyce'a, który często zachodził na kawę i pogawędkę podczas rutynowych patroli. Była to chyba najbardziej znacząca w skutkach decyzja, ponieważ wspólnik okazał się człowiekiem obdarzonym niezwykłym instynktem inwestycyjnym, który wierzył w skuteczność systemu franczyz.
21 lutego 1974 roku Tim Horton rozbija się sportowym samochodem na trasie z Buffalo do Toronto. Nieprzypięty pasami wylatuje przez szybę i ginie na miejscu. Dopiero w 2005 opublikowano raport z sekcji zwłok, która wykazała, że w chwili śmierci Hortona, poziom alkoholu we krwi przekraczał podwójnie dopuszczalny poziom. Po śmierci wspólnika, Joyce spłacił jego rodzinę i został wyłącznym właścicielem sieci Tim Hortons, rozwijającej się prężnie i agresywnie, zarówno jeśli chodzi asortyment wyrobów, jak i ekspansję terytorialną. W 1991 pod szyldem Tim Hortons działało już 500 barów, z końcem 2006 - 3000. ekspansja na rynku wewnętrznym doprowadziła nieomal do eliminacji w Kanadzie ciastkarni niezależnych, nie związanych siecią. Trzydziestu paru lat potrzeba było, aby mała restauracyjka w Hamilton ewoluowała w wielomiliardowy system franczyzowy. Dziś roczne obroty firmy zatrudniającej w sumie 100 tysięcy pracowników sięgają nieomal dwóch miliardów dolarów. Los bywa czasem przewrotny: syn Rona Joyce'a ożenił się z córką Tima Hortona. W ten sposób rodzina założyciela powróciła do swego biznesu, którego siedziba główna mieści się w Oakville (Ontario).

Tankowanie na mrozie

Ciekawostka z Kanady. W prowincji Ontario prawnie zakazane jest używanie blokadki na spustu od "pistoletu" do nalewania benzyny. Przepis ten wprowadzono po powtarzających się wypadkach z samozapłonem i wyciekami paliwa. O ile latem nikomu to nie przeszkadza to w czasie zimy biedni posiadacze samochodów zmuszeni są do stankowania na mrozie. Ale jak to w życiu bywa można to obejść min przy pomocy korka, który wkładamy pod spust. Mieszkańcy Quebecu nie mają tego problemu...
(wpis dotyczy tylko tych dwóch prowincji i jeśli ktoś wie gdzie istnieją podobne restrykcję to proszę o komentarz)