sobota, września 15, 2007

Z Colorado do New Mexico

Poranek w Pagosa Springs w Colorado przywital nas slonkiem. Postanowilem zrobic kolegom niespodzianke i zawiozlem ich do malutkiego sennego miasteczka Blanca blisko granicy z New Mexico. Znajduje sue tam sklep prowadzony przez polakow :) Przesympatyczni :) Wprowadzilem ich do sklepu i pokazalem polki z polskimi produktami i piwem, zatkalo ich hehe mialem ubaw. Potem Andrzej jeden z braci wlascicieli podjal nas polskim piwem :) Niesamowite, gdzies w srodku stanow w mikro miasteczu zyja sobie na luzie nasi rodacy :) Opuszczamy kolorowe Colorado. New Mexico wita nas gorami i domkami ala pueblo bardzo urokliwymi :) Po calym dniu za kierownica znowu padam.... Ladujemy w Santa Fe. W hotelu mamy pralnie wiec robimy pranko :) Popijam piwko i czuje ze zasne .... jutro nastepny etap. Szlakiem archiwum X :) Roswell moze ?

[ Pagosa Springs, CO - Blanca, CO - Taos, NM - Santa Fe, NM ]

piątek, września 14, 2007

Grand Canyon, Monument Valley...

Z Vegas prosta droga do Tamy Hoovera na granicy Nevady i Arizony, piekne widoki i wielka tama (trwa tam tez buzowa mostu giganta). Docieramy do Williams malego miasteczka hotelowego gdzie zatrzymuja sie zmeczeni turysci w drodze do Grand Canyon. Spimy w tanim sieciowym hoteliku. Rano ruszamy w strone wielkiej rozpaliny w ziemi ;)
Mamy od kolezanki karte wstepu do wszystkich parkow wiec wjazd za free (normalnie 25 usd) Widok na miejscu zapiera dech .... :) to moj drugi raz ale dalej powala. Zwiedzamy wszystki punkty widokowe od strony poludnia. Konczymy ogladac pozno po poludniu i ruszamy w mniej znane miejsca widokowe kanjonu, tez urocze i inne niz te typowo turystyczne. Na noc docieramy do do malego misteczka na terenach indian Navaho, trudno znalesc hotel :( w koncu udaje sie. Wszedzie indianie ;) (tak samo leniwi i powolni jak mieszkancy bliskiego wschodu i murzyni :) hehe odpowiedz na pytanie ile kosztuje pokoik zajelo pani indiance 10 minut .... ale i tak i lubie ;)
Rano ruszamy do Monument Valley trasy widokowej w Arizonie i Utah . Widoki boskie.... naprawde poniwieraja :) Slowa nie sa w satnie tego oddac. Jestem juz mocno zmeczony, duzo dni za kirownica. Z Utah wbijamy sie do Colorado i jedziemy przez przepiekne gory i doliny, przypomina to szwajcarie i poludniowe niemcy. Ladujem w hotelu. Piwko. Whisky. Naprawde jestem zmeczony i pisac mi sie nie chce. Pomijam duzo w opisie (przez 2 dni bylem bez netu i zasiegu telefonu). Nastepny punkt to New Mexico.

[ Las Vegas, NV - Hoover Dam, NV - Williams, AZ - Grand Canyon, AZ - Kayenta, AZ - Monument Valley, UT - Pagosa Sprongs, Co ]

środa, września 12, 2007

Las Vegas

Mamy hotelik na Stripie :) pod samym tower gdzie na wielkiej wysokosci odbywaja sie rozne atrakcja typu wjazd na fotelikach na sama iglice i opad .... brrr i karuzela ktora na ramieniu wysowa sie nad deck i ludzie maja swietn panorame miasta z duza dawka adrenaliny, jest tez masa innych rozrywek ale to nie moja bajka ;)
Masa jest kapliczek udzielajacych slubow i co mnie rozbawilo -sluby nie wysiadajac z saochodu hehe taki mac-drive :) oczywiscie duzo tabliczek "mowimy po polsku".
Poszlismy wieczorkiem ogladac show pod kasynami i hotelami i chyba najfajniejsze robi Treasure Island gdzie dwa statki pirackie ostrzeliwoja sie ponad gapiami ( na jednym sa same zgrabne panie od ktorych ciezko oderwac wzrok :)
Generalnie masa swiatel i kiczu. W Las Vegas bylem 7 lat temu i przyznam ze sie mocno rozbudowal i buduje dalej i dalej.
Nastepnego dnia po ciezkiej i dlugiej nocy robimy "basenik" i opalanko. Wzialem mapke i wpadlem na pomysl pojechania do Death Valley, 2-3 godzinki jazdy. GPS w moim telefonie pomaga w dotarciu nawet do najdziwniejszych miejsc ktorych nie ma na mapach :) bez tego urzadzenia jazda zajelaby mase czasu nie liczac pomylek itp.
Ruszamy troche pozno ale docieramy przez pustkowia do Zabriskie Point :) temperatury sa "mocne" to lubie. Snujemy sie po wymarlej krainie z pieknymi widokami, maly stop w Badwater lowest point in us :) slone jezjiorko (skamieliny raczej).
Powracamy noca, caly dzien za kierownica i robie sie zmeczony ale na pustych drogach testuje samochodzik :) wyciskam 110 mph, minimalnie a bym trafil zablakanego kojota ufff naprawde minimalnie... docieramy do hotelu ledwo ciepli... ja padam a chlopaki ida zobaczyc jeszcze pozostale kasyna. Rano Leaving Las Vegas...

poniedziałek, września 10, 2007

W trasie

Imprezka była w super domku z basenem i palmami :) nie moglem za bardzo pic bo bylem driver brum brum... polsko-amerykańskie towarzystwo. Wracałem prowadzony przez samochód Mateusza i Oli no i przewieźli mnie Lynchową trasa :) szybko przez zawijasy Mullholland Drive, było nieźle. Rano zwinęliśmy się do Joshua Tree park, oglądanie drzewek i jazda... nocka na trasie w motelu i popijawa z amerykanami oj działo się :) trafił mi się ex-Navy Seal i pogadaliśmy o tym co lubię czyli o wojnach i żołnierzykach :)
Rankiem do Calico małego miasteczka z czasów dzikiego zachodu, upal potworny. Po południu dotarliśmy do Nevady i szybki shopping w Primm mikro miasteczku a właściwie kasynie i gigantycznym outlecie (wszystkie marki które lubię). No i wylądowaliśmy w końcu w Las Vegas ....

sobota, września 08, 2007

Kilka dni w LA

Trochę zaniedbałem pisanie :) od kilku dni mam gości z polski. Oprowadzam ich po LA. Bardzo pomaga nam Ola i Mateusz, niesamowici! życzliwi i ... brak slow, zwłaszcza Ola która poświęca nam masę czasu, wozi po fajnych miejscach i doradza we wszystkim a nawet podejmie obiadem :) Wziąłem zBudgetu spory samochodzik i trenuje mocno na ulicach Miasta Aniołów :) Czas płynie szybko. Dzisiaj był dzionek lajtowy pojechaliśmy na Manhattan Beach poleniuchować, piękne miejsce, urokliwe z super wypas domami za ciężkie pieniądze ;) 2800 usd/m za mały domek z wielkim balkonem i widokiem na morze...
Pacyfik jest zimny wiec za dużo chętnych do kąpieli nie ma hehe to nie to co Baja California oj brakuje mi takiej gorącej wody ;)
Dzisiaj idziemy na jakąś imprezkę w Hollywood z dużą ilością Polaków ( nie sądziłem że kogoś tu spotkam mówiącego po polsku a na razie sami Polacy nieźle ).
Popijam piwko Dos Equis... gorąco w dzień ale w nocy spada odczuwalnie nawet do 18...

piątek, września 07, 2007

Long weekend w Mexico ( Baja California ) c.d.

ciąg dalszy ... po odwiedzeniu większego miasta Ensenady (nic tam nie ma ) ruszamy w stronę San Felipe z nadzieja ze tam będzie jakoś "meksykańsko". Przebijamy się przez góry i pustynie na druga stronę :) Malowniczo "nicowe" widoki :)
Przed miastem kontrola wojskowa i sprawdzanie samochodu hm... po co nie wiem. Docieramy w środku nocy i szukamy hotelu i okazuje się ze jest problem wszystko zajęte ! uff znaleźliśmy w końcu ale to walka o ogień bo za nami kolejka ludzi w takiej samej sytuacji. W samochodzie termometr pokazuje 40 stopni .... awaria czy co ? wychodzimy na zewnątrz i .... mega upal w środku nocy, woda leci z człowieka jak pod prysznicem. Idziemy do knajpy na krewety :) to miasto to podobno stolica krewetkowa Baja ;) coś dla mnie. Rano wstajemy zobaczyć miasteczko i plaże rankiem. Temperatura 53 stopnie .... przyznam ze czegoś takiego nie doświadczyłem. Plaza tup tup do wody a tu ... gotowane mleko, dla mnie super :) Dzień mija na jedzeniu krewetek - śniadanie, obiad i kolacja. Piwko i lokale w nocy, obciachowe w stylu amerykańskim, folkloru bronią grający meksykanie. Ruszamy na zwiedzanie okolicy, wszędzie śmigają ludzie na quadach. Dol okola czysta piękna pustynia podobna do tych z Arabii :) nuddddyyyy. Wracamy. Droga przez pustynie i temperatury ekstremalne. Docieramy do Mexicali na granice z USA no nareszcie jakieś miasto wyglądające na cywilizowane. Kolejka na granicy wielka 2 godziny stania. Przejście do Calexico ( nazwa mojego ulubionego zespołu muzycznego ). Potem droga do San Diego i do domu....

wtorek, września 04, 2007

Long weekend w Mexico ( Baja California )

W piątek spakowaliśmy się i w drogę :) po samochód do Budget kolo domu i w trasę. W trakcie jazdy okazało się ze strasznie śmierdzi i trzeba było szukać innego wozu, trwało to dłuuugo i w końcu udało się wydostać z wiecznie zakorkowanego Los Angeles. Kierunek Tijuana na południe od San Diego. Na granice dotarliśmy późno wieczorem. Spodziewaliśmy się gigantycznych kolejek a tu mile zaskoczenie :) nie ma kontroli na granicy w stronę Mexico :) czyli wpuszczają każdego hehe . Przejazd przez Tijuane .... hm.... koszmarne miasto mega slamsy...
tak wiec pomysł nocowania odpadł. Pozostaje Rosarito wiec jedziemy już zmęczenie daje znać i trzeba coś znaleźć. Miejscowość czysto imprezowa, główna ulica i same knajpy i sklepy z alko :) ... szukamy hotelu, robi się słabo bo wszędzie albo nie mam miejsc albo ceny są pod imprezowiczów z USA. Udaje się wynająć fajny hotelik ( z zewnątrz, w środku zaduch i syf ). Na główna ulice nie ma co się ruszać bo wali wiocha ;) jak u nas w dresiarni we Władysławowie hehe. Likiernia i tequilka i browarki i w torebeczce do hotelu. ( Tequila sprzedawana jest tutaj nawet w 5 litrowych butlach jak u nas oligocen ) Kilka lufek i idziemy na plaże. Potem w barze przy basenie kilka lufek i padamy.... rano trzeba ruszać :)

piątek, sierpnia 31, 2007

Słońce LA

Przelot spokojny :) Samolocik leciał idealnie i szybko hehe, po wylądowaniu poszedłem do odprawy granicznej pierwszy raz do okienka US Citizen i myślałem że będzie szybko i sprawnie.... kolejka była największa .... szok ... na 2 godziny stania a panowie pracowali baaaardzo powoli. Udało się szybciej bo po godzinie :) Odebrałem moje walizy i tup tup do Super Shuttle i za 37 usd pan mnie dostarczył do North Hollywood do znajomych :) korki i długa droga. Mile przywitanie i Jameson i dużo beer ;) padłem w nocy ....dzisiaj kac

poniedziałek, sierpnia 20, 2007

Wawa i kiepska pogoda....

następny kiepski dzień :) giełda szaleje i mam stresik :(

Przed wyjazdem...

Wpis testowy 30 sierpnia