wtorek, czerwca 23, 2009

San Francisco Coastal Trail

W San Francisco nad Oceanem znajduje się pewne magiczne miejsce, które uwielbiam odwiedzać. Zabieram tam zawsze odwiedzających mnie znajomych. Owe miejsce to Coastal Trail, czyli szlak wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Najlepiej zacząć trasę od zaparkowania samochodu na ogromnym bezpłatnym parkingu przy Suthro Bath niedaleko restauracji Cliff House. Alternatywnie można dotrzeć tam autobusem 38. Szlak wiedzie waskimi dróżkami nad urwistym wybrzeżem Parku Presidio. Widoki zapierają dech w piersiach, wejście do zatoki San Francisco i widok mostu Golden Gate pozostają na długo w pamięci. Pierwsza część szlaku kończy się w pewnym momencie i zmuszeni jestesmy iść przez chwilkę uliczkami wzdluż przepięknych rezydencji, mijamy malutka plaże China Beach która mnie swoim wyglądem odpycha ale moze ma jakiś amatorów i docieramy do mojej ulubione plazy Baker Beach. Tam przedzieramy sie przez piasek i grypy nudystów, ale to nie przeszkadza nam ogladac jeden z najładniejszych widoczków mostu Golden Gate. Potem tylko wspinamy sie po stromych schodach :) Wspinaczka kosztuje sporo wysiłku. Coastal Trail zaprasza nas ponownie na swoj szlak i przechodząc pomiedzy starymi bunkrami docieramy do malutkich plaż (zatoczek) kompletnie zapomnianych przez ludzi. Wiele osób nie decyduje się na dalszą drogę, albo zmylona wielkimi glazami, albo po prostu zmęczona wizją powrotu. W zależnosci od przypływu lub odpływu przejścia miedzy skalami są łatwo lub trudno dostępne. Dla pasjonata fotografii dotarcie prawie pod sam most od strony, gdzie nie ma żywej duszy lub spotkac można tylko kilku tubylców - to nie lada gradka. Jedynie od tej strony możemy stanąć tak blisko filarów mostu. Na drogę powrotną można wybrać tą sama trasę lub wspiąć się po prawie pionowej ścianie urwiska (spokojnie da się wejść, mimo że nie widać drogi) i wychodzimy przy wjeździe na most. Tutaj można zacząć następny etap szlaku w stronę Crissy Field, ale to juz temat na innego posta :).

Coastal Trail

sobota, czerwca 06, 2009

Angel Island

Angel Island to wyspa w zatoce San Francisco, która oferuje rozległe widoki na miasto San Francisco, przylądek Marin County i Mount Tamalpais. Cała wyspa jest Parkiem Stanowym - Angel Island State Park. Została ona wykorzystana do różnych celów, w tym wojskowych jako fort i jako centrum imigracyjne dla nowo przybyłych na kontynent amerykański - odpowiednik Ellis Island w Nowym Jorku. Immigration Station na północno-wschodnim rogu wyspy przetwarzało około miliona azjatyckich imigrantów.

Najwyższym punktem na wyspie, niemal dokładnie w jego centrum, jest Mount Caroline Livermore wysokie na 240 m. Na szczycie znajdują się ławki, przy których przy mniej wietrznej pogodzie można urządzić piknik z wspaniałym widokiem na całą BayArea. Angel Island ma powierzchnię 3.107 km ² i zamieszkuje ją około 57 osób (dane z 2000 roku).

Na wyspę można dostać się prywatnym statkiem lub promem publicznych z San Francisco (dwa promy dziennie w jedną stronę godzinach przedpołudniowych i dwa powrotne po południu), Tiburon lub Vallejo (więcej opcji promowych niż z SF). W okresie zimowym usługi promowe są zmniejszone.
Wyspę dobrze się zwiedza na rowerze, który można zabrać ze sobą promem lub wypożyczyć na miejscu. Segways można również wynająć na miejscu. Psy nie są dozwolone. Wrotki i deskorolki są zakazane. Na wyspie wyznaczone są miejsca do biwakowania i grillowania. Kilka kempingów oferuje miejsca na noc po wcześniejszej rezerwacji.

Angle Island widok na San Francisco

Około dziesięć tysięcy lat temu Angel Island była powiązana ze stałym lądem; wzrost poziomu morza odciął ten skrawek ziemi od lądu w wyniku zakończenia epoki lodowcowej. W 1775 roku hiszpański statek "San Carlos" jako pierwszy europejski statek wpłynął do Zatoki San Francisco pod dowództwem Juan de Ayala. Ayala zakotwiczył w przy Angel Island, a miejsce nazwał "Isla de Los Angeles"; miejsce to obecnie znane jest jako Ayala Cove.

W XIX wieku, armia amerykańska wyznaczyło całą wyspę jako placówkę wojskową pod nazwą "Fort McDowell". Obecnie nazywany East Garrison lub Camp McDowell. Stacja kwarantanny została otwarta w Ayala Cove (wówczas znana jako Szpital Cove) w 1891 roku. Podczas wojny hiszpańsko-amerykańskiej wyspa służyła jako placówka dla powracających żołnierzy. Potem służyła jako stacja tranzytowa w pierwszej połowie dwudziestego wieku dla żołnierzy biorących udział w I i II wojnie światowej.

Ciekawostką z tego okresu jest to, że przetrzymywano tutaj niemieckich i japońskich jeńców wojennych.
Wojsko zdemilitaryzowało wyspę w 1946 roku, ale wróciło na jej południowy punkt w 1950, kiedy zbudowano tam bazę rakietową Nike (zlikwidowana w 1962 roku jako przestarzała).

Od 1910 do 1940 r. Angel Island Station rozpatrzyła około 1 miliona wniosków imigracyjnych azjatyckich imigrantów pragnących dostać się do USA, stąd określana jako "Ellis Island of the West".

W 1962 roku, chińska społeczność w Ameryce z powodzeniem lobbowała stan Kalifornia w celu wyznaczenia stacji imigracji jako State Landmark (brak odpowiednika). Dziś, Angel Island Immigration Station jest uznana przez rząd federalny jako National Historic Landmark. Miejsce zostało odnowione przez Parki Stanowe Kalifornii i ponownie otwarte 16 lutego 2009.

Wyspę warto zwiedzić pieszo, prom z San Francisco dociera na miejsce koło godziny 11 rano a odbiera koło 4 po południu. Do tego czasu mamy możliwość "zejść" całą wyspę spokojnym marszem. Trasy piesze przecinają się z drogami dla samochodów i rowerów. Mamy tutaj bajeczne zatoczki ze wspaniałymi widokami. Przy dobrej pogodzie i bezwietrznym dniu upał jest nieznośny i warto zabrać coś do ochrony przed słońcem oraz zapas prowiantu i picia. Na miejscu jest kilka malutkich sklepików, ale po co przepłacać. Jeśli trafimy na zły dzień to wiatr może nas mocno zniechęcić do spacerów, a fog skrzętnie ukryje wszystkie panoramiczne widoki.
Angel Island jest niewątpliwie świetną odskocznią od miejskiego gwaru i tłumów ludzi, każdy znajdzie tutaj miejsca z odrobiną prywatności, a woda w niektórych miejscach w zatoczkach nadaje się do kąpieli (temperatura).

Angel Island

Miesiąc Maj nie dał chwili wytchnienia...

Bardzo zaniedbałem się w pisaniu bloga, powodów było wiele od ciężkiej pracy, przez lekką i przyjemną. Dużo wyjazdów po Zachodnim wybrzeżu - wiele grup turystów i jeden wielki gabinet osobliwości :).
W życiu nastąpiło wiele szybko zmieniających się sytuacji, niestety w większości niespecjalnie szczęśliwych ale nie chce już poruszać tematu pecha jaki mnie prześladuje - momentami wręcz nieprawdopodobnego.
Jeden miły dzień w San Francisco i całodniowy spacer odmienił życie dwójki ludzi i wprowadził z powrotem na swoje tory gdzie po dużych zmianach na lepsze toczy się dalej. Sporo przeprowadzek i zmian lokalizacji od Hayward przez San Jose do Berkeley. Dużo spotkań z wspaniałymi ludźmi - imprezy do rana. Generalnie cały czas coś się dzieje i liczę, że pech i niefarty kiedyś muszą się skończyć. Jedyne co potrzeba to unikać nieżyczliwych osób, oszołomów i tzw "polaczków" z ich małomiasteczkowymi przywarami, intrygami i bezinteresowną złośliwością (niestety miałem nieprzyjemność poznania w tym czasie kilku osób rodem z PL na których się poważnie zawiodłem) i zrozumiałem to słynne powiedzenie, którym raczyli mnie wszyscy - "trzymaj się od Polaków jak najdalej".
Ale na szczęście znam kilka wspaniałych osób z ojczyzny, które przeczą temu powiedzeniu tylko jest ich zdecydowanie mniej...
Niezapomniane imprezy u Ryszarda (Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki). Luki w pamięci spore :).
Tylko jakieś "meksyki" nam przeszkadzały...

Became a fun of Winchester. Kiedyś to robili porządną broń!

Jak przystało na prawdziwego miłośnika broni palnej w kolekcji nie zabrakło "pistolówki"
9mm Sig Sauer P226
Beznamiętnie odałem się pasji fotografowania,
a że mam koło siebie tak fotogeniczny "obiekt"
to aparat miał dużo pracy :)
Hola - Olazdjęć jest wiele... pozostaje namówić modelkę do opublikowania na picasie.

"nury"

Zwariowane San Franciso ma w swojej ofercie bardzo dużo "atrakcji",
z których skrzętnie korzystał nasz przyjaciel Shane

skoczki polne

Wizyta na Angel Island to niezapomniane przeżycie... te widoki i klimacik.

Winnice Napy oferują dużo darmowych degustacji win...

pogoda w maju była wyjątkowo kapryśna - od mega rekordowych upałów
po przenikliwie chłodne wieczory

„Najchłodniejszą zimą, jaką przeżyłem, było lato w San Francisco”
– powiedział kiedyś wielki amerykański pisarz Mark Twain.

... i trafił nam się w Bay Area ślub. Znajomi postanowili zawrzeć związek małżeński.
Czekamy na następną parę... :)

w trasie... obowiązkowe zdjęcie na placu Św. Marka w Wenecji (2 w nocy)

Vegas again and again

Grand Canyon - magic moments

w Hollywoodland

mała zmiana klimatu - czas na Silicon Valley...

i słonik na szczęście.

wtorek, kwietnia 28, 2009

Burzliwy miesiąc kwiecień

"Life is what happens to you while you're busy making other plans"

Miałem trochę przerwy w pisaniu, w życiu moim nastąpiło dużo gwałtownych zmian, które w większości nie były pozytywne. Ekonomia padła, rynek się załamał i dużo ludzi potraciło prace. Sporo znajomych musiało opuścić San Francisco i okolice...

Pożegnalna impreza u Piotra była udana ale potem pozostał smutek i pustka a to był dopiero początek lawiny która przewaliła się przez moje życie.

Przyjazd Oli napawał mnie dużym optymizmem, nadzieja na koniec samotności i na duży zastrzyk pozytywnej energii...Ale niestety tak nie było, wszystko zaczęło się pod górkę...

Wizyta Adama z Polski i przeprowadzka Eli z Sacramento ubarwiała dni (jak się okazało tylko moje :).
Zawiązała się "paczka" fajnych znajomych Joasi, Tomka i Shane'a

- wszędzie chodziliśmy razem i mile wspominam wieczory na Diamond Heights ze wspaniałym widokiem na San Francisco. Potem jeszcze dołączył Robert, Maciek i Iwona z Bay Area i wydawało się, że będzie świetnie.


Życie pokazało jednak swoje złe oblicze...

Moja przeprowadzka spowodowała nieprawdopodobną ilość nakładających się na siebie splotów wydarzeń które mogę nazwać nieszczęśliwymi lub pechowymi. Ola zakręciła mną jak hula-hoopem i zniknęła w przeciągu jednego dnia ... ale to inna historia i chyba nie miejsce na wyciąganie tego na zewnątrz. Ale przyznam że Kubica byłby w tyle przy takim tempie zmiany partnera :)
Pozostał ból... smutne wizyty w barach.
Wizyta przyjaciół z Polski trochę podtrzymała na duchu ale dalej było smutno.

Sporo czasu spędziłem za kółkiem śmigając po obrzydliwym LA i okolicach (nie mogę zrozumieć turystów, którzy chcą zwiedzać to miasto... )

Wizyta mojej siostry w Las Vegas i spotkanie rodzinne w stolicy hazardu - dość krótkie ale dawno się nie widzieliśmy.
Teraz powoli muszę się pozbierać, wyciągnąć wnioski z życia i pozytywnie ruszyć przed siebie.

"Na drodze życia spotykamy trzy główne przeszkody:
własne winy, cudzy egoizm i złośliwe przypadki"


Pozostały wspomnienia cienie... ...
Czas wrócić do pisania i fotografii


" Tylko nocą do klubu Puls
Jam Session do rana - tam królował blues
To już minęło, ten klimat, ten luz
Ci wspaniali ludzie nie powrócą
Nie powrócą już (...)

Dużo bym dał by przeżyć to znów
Wehikuł czasu - to byłby cud
Mam jeszcze wiarę, odmieni się los
Znów kwiatek do lufy wetknie mi któś "



poniedziałek, kwietnia 20, 2009

Upały

Rekordowe jak na tę porę roku upały nawiedziły Kalifornię. Wczoraj notowano tam niemal 40 stopni Celsjusza.
Jak podał Narodowy Instytut Meteorologii, w Los Angeles słupek rtęci skoczył do 38 stopni - tak wysokich temperatur nie było tu od 1958 roku. W San Francisco temperatura wyniosła 34,5 stopnia i była najwyższa o tej porze roku od 95 lat.
W Santa Ana natomiast zanotowano aż 39,5 stopnia Celsjusza.

poniedziałek, kwietnia 06, 2009

Kalifornijski Kwiat - California Poppy

6 kwietnia w Kalifornii to California Poppy Day. Maczek Kalifornijski jest symbolem stanu i spotkać go można nie tylko na łąkach i w parkach ale też na wielkich tablicach przy przekraczaniu granicy stanu. Niedaleko od Los Angeles mieści się mały rezerwat tych kwiatków, który przyciąga turystów ogromnymi "dywanami" wyścielonymi na pomarańczowo.
California Poppy

wtorek, marca 17, 2009

"do każdego domu przelecą obrazy i dźwięki z dalekich krajów nadawane na żywo ..."

Pierwszy pokaz techniki, dzięki której powstała nowoczesna telewizja i wideo, odbył się 27 września 1927 roku w San Francisco w laboratorium na 202 Green Street.
A wszystko to dzięki staraniom Philo T. Farnswortha, który w 1921 roku opracował zupełnie nową technologię przekazywania obrazu. Wcześniej naukowcy bezskutecznie usiłowali ulepszyć wynalazek Paula Nipkowa nazywany "skanującym dyskiem", który jednak mimo wielu prób nie dawał wyraźnego obrazu.
Sam wpadł na swój pomysł przypadkiem. Ponoć zasadę nadawania i odbierania sygnału telewizyjnego wymyślił podczas prac polowych w domu rodzinnym - kiedy orał pole. Koń przemierzał pole z lewej strony na prawą i znów na lewą, raz za razem. I nagle olśniła go myśl - przecież w ten sposób punkt po punkcie, linia po linii, elektrony mogłyby rysować na ekranie obraz telewizyjny! Ta zasada - genialna w swej prostocie - wciąż jest wykorzystywania w telewizorach.
Kiedy znaleźli się sponsorzy, dopracował swój pomysł i przystąpił do przygotowania niezbędnej aparatury. Do tej pracy zatrudnił szwagra i przyjaciół. Konstruktorzy pierwszego telewizora musieli posiąść nowe umiejętności: od wydmuchiwania cienkościennych szklanych baniek po przeprowadzanie skomplikowanych procesów elektrochemicznych. 7 stycznia 1927 roku Philo złożył wniosek o patent na elektroniczną telewizję.
Pierwszy publiczny pokaz odbył się wiosną 1928 roku. Uczestnikami byli jego sponsorzy.

W tym miejscu mieściło się Laboratorium Farnswortha,
202 Green Street, San Francisco.

Wynalazca zebrał ich w salonie, włączył prąd, a na ekranie zabłysł symbol... dolara, potem seria figur geometrycznych. Technologią Farnswortha zainteresował się rosyjski imigrant Vladimir Zworykin pracujący na zlecenia Davida Sarnoffa - szefa koncernu Radio Corporation of America (RCA). Zworykin korzystając nielegalnie z osiągnięć Philo Farnswortha ulepszył swój wynalazek i w 1934 roku RCA zaprezentowało "ikonoskop" publiczności. Kiedy jednak RCA postanowiło zarejestrować swój patent, Farnsworth oskarżył ich o kradzież własnego pomysłu. Przez kolejne lata trwała walka w sądzie, która zakończyła się w 1949 roku sprzedażą firmy "Farnsworth Radio and Television".
Farnsworth założył własną stację telewizyjną, która długo zamiast sygnału kontrolnego nadawała kreskówkę: "Myszka Miki na statku" - w roku 1936 jego studio nadawało programy telewizyjne do około pięćdziesięciu odbiorników. Kiedy telewizja przestała być intelektualną przygodą i przekształciła się w przemysł, stracił nią zainteresowanie. Zajmował się matematyką teoretyczną, problemami fuzji jądrowej. Nie był zachwycony poziomem programów "prawdziwej telewizji". Zastanawiał się, czy ludzkość nie radziła sobie bez niej lepiej. Jednak kiedy w 1969 zobaczył transmisję z lądowania człowieka na księżycu, powiedział: "Było warto".