środa, listopada 14, 2007

Prawo Jazdy po kalifornijsku

Opis procedury zalatwiania prawa jazdy w stanie California :) teoretycznie mialem 10 dni jako rezydent na zrobienie prawka. Zeszlo sie dluzej. Tak wiec caly proces jest "dla ludzi", w Polsce jest to caly rytulal z koncowym namaszczeniem ;) Ale o tym to juz mozna ksiazke napisac.
Zacznamy od internetu, na stronie DMV (Department of Motor Vehicles) trzeba bylo znalesc najbizsza placowke. NIe bylo to trudne jak sie okazalo :) w SF jest tylko jedna na Fell street (zreszta blisko mojego mieszkania i parku Golden Gate). Jest opcja umowienia sie na wizyte on-line lub telefonicznie. Zamowilem wizyte na najblizszy wolny termin. Ale z ciekawosci wybralem sie spacerkiem wczesniej zeby zobaczyc co i jak. Na wejsciu jest kontuar za ktorym siedziala jakas pani a nad nia wisiala tabliczka "start here" :) Chcialem pobrac formularz DL 44. Nie moglem znalesc w jezyku angielskim, byly prawie we wszystkich azjatyckich jezykach, hiszpanskim, rosyjskim.... polskiego nie ;) trudno . Podszedlem do pani proszac o DL 44... pani owszem dala mi i zaznaczyla co mam wypelnic...hm ja tylko chcialem wziac na wynos ;) ale ok wypelnilem szybko 3 rubryki i jej oddalem na co pani dala mi numerek i skierowala do stanowska numer 29 ... potuptalem. Tam mila azjatka poprosila mnie o Permanent Resident Card ( lub Paszport ) i Social Security Number i Adres, podalem i uiscilem oplate w kwocie 27 usd :) . Panie zapytala czy mialem badanie wzroku, hm... nie... wiec kazala mi przeczytac literki na tablicy za nia :) to mnie mocno rozbawilo . Przeczytalem. Na co pani oddala mi kwity i kazala isc do okienka B zeby zrobic fotke. Tak zrobilem. Pan z okienka B skierowal mnie na czerwony dywan i kazal czekac do innego okienka po ... !!!! karte egzaminacyjna :) dobra czemu nie. Dostalem 36 pytan gdzie mozna zrobic 6 bledow. Zdaje sie stojac przy stolikach odgrodzonych od siebie dykta :) mozna wyjac cala literature pomocnicz jak slowniki itp. Czas nieograniczony byle przed zamknieciem sie wyrobic. Poprawnie odpowiedzialem na 33, z trzech bledow jeden to przez nieuwage, drugi przez zle zrozumienie jednego slowa a trzeci to faktycznie z niewiedzy. Pani milo oznajmila ze zdalem i dostalem TYMCZASOWE PRAWO JAZDY ( w formie wydruku ) wazne 0 dni. W tym czasie mam zadzwonic i umowic sie na jazde... oki tyle ze mam przyjechc swoim samochodem lub z wypozyczalni hehe
Tak wiec trwalo to wszystko kolo 20 minut.....
"Don't be nervous. DMV wants you to pass your test. Good Luck!"
to jest piekny tekst :)
Jak widac mozna szybko i normalnie. Poszedlem po formularz a... zalatwilem wszystko :)

wtorek, listopada 13, 2007

"Nasi" tu są :)

Odkrylismy POLSKI sklep kilka blokow od naszego mieszkania :) na 24th i Geary. Jest wszystko co trzeba od szynki i baleronu przez kielbase i kabanosy po bulke tarta i ptasie mleczko... hehe jak swojsko. Wlasciciel ma ten sklep juz od ponad 30 lat. W wolnej chwili dowiem sie wiecej, moze ma jakas fajna historie do opowiedzenia.


Zwykłe robotnicze życie :)

I jak co piatek biegiem do Enterprice po samochod. Obralismy pewna taktyke :) zamawiamy przez net najtanszy econo a na miejscu targujemy sie o mocniejsza maszyne, zwykle jest to przed zamknieciem wiec daja co maja a "maja" hehe . Testujemy wszyskie wieksze amerykanskie samochodzy zeby miec jakis fun :) Tym razem byl skromny Dodoge ale trzeba wszystko sprawdzic. Pojechalismy na kolacje do Berkeley do naszej przesympatycznej Beatki. Zaprosila sister z chlopakiem, wiec byla to "polska" kolacja przy wloskiej pizzy i californijskim winie (glowa bolala). Rano ruszylismy do "naszych" w Monterey na macgregora ktory juz czekal na wlaczonych silnikach :) trzeba bylo zlowic rybki na kolacje bo jedzonka nie bylo innego. Zaczelo sie dosc zabawnie, Peter zaczal od pokazania drugiemu Piotrowi jak sie lowi (zarzucil wedke i pokazal jak sie tym poslugiwac i co robic, nastepnie poderwal do gory i ..... byly 2 ryby !!! ubaw byl niezly .... poczym Piotr powtorzyl czynnosc z .... identycznym skutkiem ... nastepne 2 ryby !!! no to juz bylo mocne hehe ). Potem trafila sie jeszcze jakas rybka i byloby super ale nasz lina sie zerwala i trzeba bylo sie ratowac. W tym wszystkim ryby "zaginely" wiec musielismy lowic od nowa, udalo sie i mi przypadla rola "goscia od patroszenia" . Winko , rybki, gadu pogadu, winko, winko, whisky i kolegow do knajpy nie wpuszczono : YOU ARE INTOXICATED... trudno . Rano wieeeeelki kac. I maly sztorm ale pogoda boska, slonko mocno dawalo. Potem powrot. Takie zwykle robotnicze zycie w californii...

czwartek, listopada 08, 2007

San Fogisco

... nastaly fogowe dni :( bialo-szare "cos" chmurowatego pojawia sie nagle i zaslania slonce. Od kilku dni mamy maly spadek temperatury i poranne "mleko", przyznam ze to troche przygnebiajace, zwlaszcza jak wyjade kawalek za miasto i tam juz jest cieplo i slonce. Widok jest niesamowity patrzac od strony poludniowej, jak wielka chmura zakrywa dokladnie cale miasto ! Jak musza byc zawiedzeni turysci ktorzy wpadli na jeden dzien do SF i chca zobaczyc Golden Gate Bridge ;) .... zobacza pewnie dolne pylony hehe .... ale trudno trzeba sie z tym pogodzic ... nadciaga zimny czas.

poniedziałek, listopada 05, 2007

Filmiki

Uniwersyteckie życie w Berkeley popite winem z Napa Valley

Niedziela to wizyta w Brkeley i Napa Valley. Na zaproszenie naszej przemilej polskiej doktorantki zawitalismy do tego "uniwersyteckiego" misteczka ( hm... prawde mowiac to dziwnie jest tutaj w bay area, miasta przenikaja sie i tak naprawde trudno sie zorientowac kiedy jestes w Oakland a kiedyw Berkeley itd.... rownie dobrze mogla to byc jedna z dzielnic SF) Zaczelo sie niezle, to co lubimy waskie i strome uliczki :) jak zwykle przy pomocy GPS dotarlismy pod podany adres i naszym oczom ukazal sie sliczny domek na gorce :) Wnetrze nas powalilo ! hm... jasny i przestronny i ..... wielki "taraso-balkon" drewniany z widokiem na panorame San Francisco... slonko grzalo ... wszystko przypominalo poludniowe wlochy... To mnie pokonalo - zauroczylem sie :) Beatka pani na tych wlosciach ugoscila nas serdecznie :) bylo jadlo i wszelakie trunki, za co dziekujemy :) Po chwili delektowania sie urokami miejsca pora byla ruszac i odwiedzic ten slynny uniwersytet of california. Zapoznalismy sie z topografia tej wylegarni lewackich elit ;) poznalismy slynna Telegraph ave. gdzie do dzisiaj jest wyczowalny hipisowsko anarchistyczno lewacki klimat ;) hehe kiedys tutaj gwardia narodowa dyskutowala ze studentami ... kilku studentow odnioslo smiertele rany, pewnie biegnac zawadzili o kule z broni palnej. Ale miejsce warte jes przemyslenia jesli ktos chcialby zamieszkac zdala od wielkiego miasta. Dociera tutaj BART wiec jakby co to mozna sie szybko przedostac do SF. Zmieszkalo, ale postanowilismy jeszcze odwiedzic Napa Valley, dotarlismy juz dosc pozno zeby zalapac sie na degustacje ale dostalismy wskazowki na potem> Rundka po valley, tylko strasznie duzo zywoplotow poprzycinanych w rzedach :( .... zaslanialy winorosl.... ani jednej nie widzialem :( trudno moze kiedys to wytna ....




[Berkeley - University of California - Napa - Napa Valley]

F O T K I
• • • • •

sobota, listopada 03, 2007

Z wizytą u Arnolda

Sobota to wyprawa do Sacramento.
Piekny dzionek :) Wzielismy wielka fure :) Dodge Dakota. Ruszylismy przez Sausalito do Fairfield, gdzie miesci sie baza lotnicza Travis. Procedura dostania sie na teren tej bazy jest dluga... SSN, ID, Drive License i papiery wozu ... i zdjecie.... ufff udalo sie. Ale park maszyn byl maly, troche zawiedzeni bylismy ale ok. Przynajmniej dali pozwiedzac w srodku maszyn. Wyglada ze duzo ruch byl ;) maszyny startowaly i ladowaly co chwile, trzeba zaopatrywac wojsco na wojnie. Zbieramy sie z bazy i ruszamy do Sacramento, stolicy Cali :) Kieruje sie na "stare miasto" zachowane w nienaruszonym stanie nad rzeka. Taki maly dziki zachod. Odwiedzamy muzeum kolenictwa. Zabawne w tym miescie sa nazwy ulic.... litery alfabetu :) i cyfry :) wiec mozna mieszkac na ulicy C ... Q .... F lub 1 na 1 street apartament 1 na rogu z I street :) itd... docieramy do Capitolu, wyglada jak kopia tego budynku z waszyngtonu :) ladny. Park dookola tez ladny. Generalnie ladne miasto :) polecam. Jeszcze na koniec mala dygresja - zaklad karny w Folsom i tyle


[San Francisco - Sausalito - San Rafael - Vallejo - Fairfield - Travis Air Base - Sacramento - Folsom ]

F O T K I
• • • • •

piątek, listopada 02, 2007

Przeprowadzka

teraz juz kilka krokow od Golden Gate Park :)

środa, października 31, 2007

8.04 pm pierwsze trzęsienie ziemi... 5.6 magnitude

Wczoraj wieczorem nastapily ziemskie turbulencje. 5.6 w skali Richtera z epicentrum kolo Alum Rock niedaleko od San Jose. Ciekawe doswiadczenie ...

czwartek, października 25, 2007

L.A. Story

Jak nakazuje staropolska tradycja udalismy sie na daleki wypad :) Los Angeles.
Musze sie zebrac i napisac cos :)

poniedziałek, października 15, 2007

tydzien

:) skonczyly sie dalekie wyjazdy, pozostalo miasto. Powoli przyzwyczajam sie do Sna Franscisco. Chodzenie po ulicach, zakupy, spotkania itp juz znam topografie na tyle dobrze ze swobodnie juz poruszam sie bez mapy. Komunikacja miejska opanowana ;) Wiem ktore dzielnice warto zobaczyc i te ktore mozna ominac. Powoli ekspansja zaczyna sie przenosic na strone zachodnia. W tygodniu poniedzialek przeznaczony byl na odpoczynek po "ciezkim" weekendzie. Ale na wtorek umowiony bylem w San Jose na jedzenie rybek, ktore zlowilem (pierwszy raz w zyciu hehe). Jak to staropolska tradycja nakazuje bylo Whisky, Jack Uzzi :) i jadło. Najlepiej oddaje to Perfect:
A w sobotnią noc, Był Luxemburg, chata, szkło, Jakże się chciało żyć! :)
Wszystkiego w brud, Alpagi łyk, I dyskusje po świt ...
bolalo rano :) zanim sie pozbieralismy byla 5 pm. Z misterem Piotrem czas misja szybko i wyglada ze wyrasta na postac pierwszoplanowa w naszej skromniej polskiej bajce :) Dac yt i pozamiatane ;) a pomyslec jak szaro i nudno by to wszystko wygladalo :)
Dorotka poszla do szkoly ;) tylko zapomnielismy kupic jej piornika w Costco ! Milej nauki, cala polska trzyma kciuki !
Caltrain to mily pociag. Lubie go bardzo naprawde. Wozil ludzi z bardzo cieplego do mniej cieplego.
W srode trzeba bylo zobaczyc nowe miejsce do mieszkania :) nareszcie biling address ! bedzie skromnie ale mila dzielnica Richmond i kilka krokow od Golden Gate Park. Duzo knajp glownie azjatyckich. Seafood !!!
Czwartek to wielkie pranie i suszenie, w tle piwo...
Piatek to ponowna proba zorganizowania spotkania polakow, i jak zwykle nieudana. Wszyscy nas olali :) wiec juz sobie darujemy proby nawiazania kontaktow z "naszymi". Poznalismy Magde polke (wyjechala dawno z kraju), zabawne bo caly ten czas byla sasiadka Piotra prawie drzwi w drzwi ;) Niestey poznalismy tez pewna osobe plci meskiej ktora wszystkim tak nieprzypasowala ze szok (tylko trzymali sie i robili dobra mine.... ja nie umiem i bylem zapewne bardzo niemily) Ale to typ czlowieka do opisania w osobnym poscie hehe
W sobote rano wzielismy samochod na weekend i ruszylismy to naszych starych przyjaciol do Monterey :) heja
Happy Hour gotowa i ruszamy w ocean. Czuje presje bo musze zlowic jakies ryby :) Zagle rozwiniete i kurs na poludnie, czas mija szybko. Cieplo i slonko daje na maxa. Po kilku godzinkach wypuszczamy skarpete i zaczynamy polowy. Ryby gdzies sie pochowaly. Powoli zaczynamy powatpiewac czy uda sie cos zlowic... zaczyna sie powoli zachod slonka a my nic nie mamy. Dorota krzyczy ze cos ma ! Jest rybka. Wstapil nowy duch. Zmieniamy lokalizacje i nic, i znowu i znowu... Teraz ja spokojnie sygnalizuje ze cos mam, nie chce sie drzec dopuki nie zobacze co to. JEST. Mam zlowilem cos duzego. Sliczna zloto-czerwona. Spora ale udaje sie wladowac do worka, no teraz jest fajnie :) chwila.... znowu jest tez spora tylko czarna. Piotrek nie ma czasu polowic bo lata co chwila z torba. Jest trzecia ale sie urywa, ale mam nastepna i nastepna :) naprawde wygladalo ze tego dnia mam farta. Nigdy nie krecilo mnie wedkowanie ale na lodzi na oceanie na zylke bez wetki to jest frajda. Zrobilo sie ciemno wiec wracamy. 5 ryb wystarczy. Okazalo sie ze odplynelismy bardzo daleko, wdziera sie niepokoj bo niewiele widac a kelp i skaly sa blisko. Dajemy rade nawet szybko i trzeba przygotowac rybki, moj instruktor pokazuje mi jak mam to zrobic ;) potem jest pyszne jedzonko, ryby smakuja rewelacyjnie. Pora na drina ;) i tak stojac na sleepie stopniowo odpadamy. Slonko wita nas o poranku hehe ide z Piotrem na dingi plyniemy na ryby w kelp. Nic ryby sie zmyly. Ale widoczki i ciepelko .... wynagradza brak ryb. Sniadanko i ruszamy na krotki rejs, pogoda zaczyna sie pogarszac. Niechciany czynnik ludzki zaczyna doprowadzac mnie do szalu, reszte tez :) Przykro ale psuje mi to cala niedziele. Wracamy, gospodarze zostaja jeszcze na lajbie. Znowu wszystko robia sami a my znowu slabo pomagalismy... fucking turysci ;)
Powrot do SF w granicach 2 godzin, (&*#%) ulga, moge napic sie piwka.
to tyle, zwykly nudny tydzien....

Zdjęcia z wyprawy

WSZYSTKIE FOTKI

poniedziałek, października 08, 2007

czas na strone internetowa z wyprawy

teraz pozostaje mi zebrac sie i zrobic web site z wyprawy, jest taka masa zdjec do przebrania ze ciary przechodza. Ale trzeba :) bo juz wisi nastepny weekend...

one shot, one kill czyli spędzanie wolnego weekendu

od wyjazdu kolegow czas plynie szybko, obawialem sie nudnych wieczorow :) a tu znajomi nie pozwalaj mi sie nudzic ;) Pogoda dopisuje wiec mozna zawsze cos zaplanowac. Piotrek wpadl na pomysl zeby zebrac polakow ktorzy akurat przebywaja w SF i spotkac sie u niego na imprezie w piatek. Zaczelo sie szukanie na Gronie i okazalo sie odzew byl duzy :) chetnych na spotkanie bylo troche. Ja uruchomilem swoich znajomych. Piotra przeniesiono w tym czasie do apartamentu po drugiej stronie ulicy (wypas z widokiem na bay brigde i zatoke). W piatek z oczekiwanych gosci pojawil sie tylko kolega Marcin i moi Piotr i Dorota. Reszta zawiodla ... smutne, czeste u polakow ale w kraju :) chyba nie ma co zawracac sobie glowy. Ale nie ma tego zlego.... bylo wesolo i do rana :)
W sobote trudno bylo wstac.... oj trudno. Ruszylismy do Los Padres (tereny us army) piekne lasy w gorach, widok na ocean... nikogo, dzicz. Chyba godzine zajelo mi ochloniecie po widokach, rozbilismy namiot i zaczal sie glowny punkt programu. SHOOTING. Postawilismy cele i bylo strzelanie. Amunicji bylo duzo wiec troche to trwalo :) brakowalo tylko puszek i butelek. Potem grill i piwko. Noc tylko byla slaba, zerwal sie mocny wiatr i nie pozwolil zasnac. Przestal rano... Spalismy z shotgunem w namiocie na wypadek odwiedzin roznych obecnych dookola zwierzakow. Ale to bardziej dla spokoju ducha :) Poranek sloneczny i znowu te boskie widoki, nawet orki sie pokazaly. Potem trzeba bylo pocwiczyc dlugiy dystans w strzelaniu. "wypas" :) mialem zabawe. Zjechalismy potem na "jedynke" i ruszylismy do Monterey na jachcik :) Mialem ochote na rybke, wiec ruszylismy na polowy. Nigdy wczesnie nie lowilem, wydawalo mi sie to nudne ale na jachcie to jakas forma rozrywki. I zlowilem hehe zeby bylo zabawnie to dwie na raz !!! nie wiem jak ale wisialy na jednej zylce... wiecej sie nie udalo. Zrobilo sie ciemno i juz nie bylo czasu zjesc. Pora wracac i sie wyspac. BYLO ZAJEBIŚCIE !!!
i tu znowu podziekowania dla Doroty i Piotra szczegolnie ! :)

[San Francisco, CA - Los Padres, CA - Monterey, CA - San Jose, CA - San Francisco, CA]

jedni wracaja :) drudzy zostaja

dzien sloneczny nie zapowiadal tego cosie mialo stac :) jakies rozprezenie, wolno jakby nikomu nie chcialo sie wyjezdzac. Dzien wczesniej Pawel podjal probe prze-book-owania :) biletu ale panie chyba nie byly w stanie tego dobrze zrobic i nie udalo sie. A chlopakowi tak sie tu spodobalo... :) W hotelu nas pogonili ze juz pora sie zbierac. Wiec jeszcze szybkie zakupu w w Apple store... nie udalo sie kupic wiecej niz jednego iPhona a kolega chcial kupic .....5 (sic!) nie pozwolili, to nie. Drugi polecial szukac dodatkowej torby. Wracamy na miesjce gdzie zostawilismy samochod i .... nie ma ! Trzeba baaaardzo uwazac gdzie sie parkuje bo u nich wystarczy 3 minuty i juz towing! Turyscie latwo wpasc w cos takiego, wydawalo sie ze dobrze zaparkowalismy nawet oplacilismy parkomat tylko ze tutaj sa jakies niuanse i akurat tutaj mogly zatrzymywac sie furgonetki (tylko ja o tym nie wiedzialem dopiero pami ze sklepu obok mi to powiedziala a sladow na chodnikach i znakow nie bylo potem okazalo sie ze parkoam ma czerwony pasek ale skad ja to mialem wiedziec hehe) Co dalej... dzwonie na telefon a tam automat mnie kieruje pod jakis adres... dobra mamy 2 godz do odlotu co juz w tym momencie bylo too late :) Taxi i jedziemy na podany adres, to tutaj, pozostaje zaplecic 240 usd !!! i odzyskalismy samochod. Ruszamy na lotnisko. Tam koledzy postanowili wypelnic karteczki na bagaz ... co trwalo chwilke :) podchodzimy do pani a tu okazuje sie ze za pozno. Pozostale godziny to dzwonienie i szukanie opcji powrotnych. Zeby nie bylo ze za malo to pani nadaje bagaz do Dallas a chlopakom bilety :) Udaje sie szubko zauwazyc blad hehe . Siedze sobie sam cwilke na lotnisku, smutno sie zrobilo. Dzwonie do Piotra w SF czy ma czasik wieczorem ufff ma :) Piwko. A w tym czasie sms-y od znajomych ze ich samolot sie zepsol i maja kilka godzin w plecy.... Ja spalem a oni w Chicago czekali na stand by ... udalo sie.

shopping day i jacuzzi w San Jose :)

Ostatni caly dzien w USA dla pewnych osob :) Postanowili zrobic shopping wiec wynalazlem dwa mega centra handlowe. Oczywiscie poza SF i to sporo. Ruszamy przez Bay Bridge (dwa poziomy) calkiem dlugi most do Oakland. Zatrzymujemy sie w Milpitas gdzie jest niezly Mall :) zakupki bez rewelacji myslalem ze wiecej kupia. Dzien jakos mija leniwie. Korzystamy z zaproszenia Doroty i Piotra i nawiedzamy ich w San Jose. Jak dla mnie super miesjce do zycia :) i cena przystepna jak na reali bay area :) Udajemy sie z Jackiem D. do jacuzzi .... to sa te chwile .... bosko. Chwile w basenie i znowu jacuzzi. Potem czas na jedzonko i tu znowu uczta i rozkosz dla podniebienia.... alko schodzi szybko, ja cierpie bo bede driver :( ale tutaj maja wieksza tolerancje na pijanych kierowcow hehe. po kilku godzinkach Piotrek okazuje nam swoj arsenal broni i zaczyna sie ... :) no i mam bratnia dusze :) Nikt nie zginal, kule pochowane na wszelki wypadek :) Ciezko sie zebrac ale jeden ludz chce koniecznie wracac bo boi sie ze nie wyrobi sie z pakowaniem i na samolot (a przyszlosc pokaze jaka jest przewrotna hehe). Ruszam w srodku nocuy i nie powiem ze ledwo nie zaslalem... docieramy i znowu nie ma gdzie zaparkowac ale po kilku akrobacjach upycham samochod... do rana malo czasu.

[San Francisco ,CA - San Jose, CA]

wtorek, października 02, 2007

streets of San Francisco

Piekne widoki z "jedynki", ktora ciagnie sie wzdloz oceanu. Jedziemy do San Francisco. To juz final naszej wyprawy (dla chlopakow). Zatrzymujemy sie na jednej z plaz ale wiatr jest mocny i nie daje sie zalec, tylko mozna sie podelektowac widoczkami. Docieramy do miasta od poludnia i przebijamy sie w strone Golden Gate Bridge mijajac wielki park o takiej samej nazwie (tylko bez bridge). Most jest wielki i robi wrazenie wielkie jak on sam :) Zatrzymujemy sie na wszystkich punktach widokowych zeby utrwalic na blonie cyfrowej te momenty :) Wjazdy do miasta na mosty sa platne ( 5 usd ). Jestem umowiony na odbior kluczy do pokoju w w srodku miasta wiec trzeba sie jakos przebic. Jazda po ulicach San Francisco to niezapomniane chwile hehe ....stromo do gory ze czuje sie jak w rakiecie kosmicznej przed wystrzeleniem i zaraz zjazd w dol !!! niezla zabawa. (slabo to widze na skrzyni manualnej z ruszaniem na recznym pod gorke) ale to tylko pewne czesci miasta sa az tak "mocne". Po zalatwieniu wszystkiego znajdujemy hotelik dla chlopakow, jeden blok ode mnie. Lakiernia jest blisko wiec maja idealnie :) Parkowanie samochodu w SF to tragedia (ale to na inny watek temat) udaje nam sie wkoncu i ruszamy na piechotke. Market street i Chinatown, potem na Embarcadero i mosty w nocy :) Nawiazalem kontakt ze znajomym Piotrem w wawy ktory mieszka niedaleko i wpadlismy z wizyta na apartamenty :) Piwko. Potem spacerkiem do domku przez miasto. Zostawiam ziomkow w hotelu moze sie nie "zniszcza" hehe.



[Monterey, CA - Sa, Francisco, CA]

caly dzien na ocanie...

Rano stawiamy sie w porcie. Ladowanie prowiantu. Przy naszej lodzi leza sobie na wodzie 2 wydry :) i rozklepuja na sobie kraby zabawnie to wyglada. Slonko swieci. Jest super. Przy wyjsciu z portu mamy na skalach cale masy fok i lwow morskich :) niezle to wyglada. Po kilku milach rozwijamy zagle i "dzida" Trudno nalew sie drinki przy takich przechylach ale nikt sie nie poddaje :) Delfinki skacza, lampa z nieba... jest blogo. Pozostaje zutylizowac butelki i puszki wiec ;) wyciagmy colta :) strzelanie na wodzie nie bardzo wychodzi hehe troche bardzo buja. Zwalamy zagle i czas na grila, pyszne jedzonko wyszlo. No i tak caly dzien. Jak to mowi Piotrek "nudne robotnicze zycie". Na nocke dostajemy sleepa w dobrym miejscu. I wieczorna imprezka :) Spac bedziemy na lodzi, jakos sie pomiescimy. Jakos milo jest wiec trwa to do rana, ja niewiele spie. Jeszcze naly spacerek po porcie zeby sie dobic i zasnac. Udaje sie. Rano trzeba wstac i ruszac.

WIELKIE DZIEKI DLA DOROTY I PIOTRKA !!! naprawde super ludzie i fajnie spedzony czas





[Monterey,CA - Pacific]

odwiedziny u dwóch generałów w chmurach

Ruszamy do Giant Sequoia Park. Z Fresno to juz blisko. Przejazd CA-180 przez Squaw Valley (nie widzialem zadnej squaw) i stawiamy sie u rangerow po mapki. Bardzo kreta droga plus extra atrakcja CHMURY :) jedziemy w chmurach, czasem widocznosc spada do 2 metrow. Wjazd do parku kolo Big Stamp i odwiedzamy pierwszego generala :) General Grant Tree 81 metrowa sequoia :) trudno zrobic zdjecie hehe trzeba na kilka rat ;)
Wyletnieni na maxa zapominamy sie dobrze ubrac, tam jest duza wysokosc i chmury wiec marzniemy mocno. Ale widoki sa niezle, las robi wrazenie. Trudno to opisac chyba tylko wizyta odda ogrom tego, zdjecia nie :) Od Granta ruszamy jeszcze bardziej kreta droga w strone drugiego giganta. "chwile" to trwa ;) Udaje sie czasem wzbic ponad chmury i widok zapiera dech ... Next stop General Sherman Tree, mala "mina" trzeba spory kawalek podejsc a my ubrani jak na plaze :) ale dajemy rade. 83 metry i podstawy 31 metrow... poniewiera :) dookola jest wiele pomniejszych sekwojek ktore rosna w roznych "kombinacjach", przypomina czasem park jurajski. Powoli czas sie zbierac. Normalnie ludzie przybywaju tutaj na kilka dni ale my nie mamy tyle czasu. Wyjazd na miasteczko Three Rivers i jedziemy do 101. Mam info ze moi znajomi Dorota i Piotr sa akurat w Moonterey wiec juz mamy plan na wieczor :). Monterey to male urokliwe miasteczo "cepeliowo-portowe" hehe Docieramy poznym wieczorem i pora sie zlokalizowac z Dorota. Udaje sie i wchodzimy do mariny na jachcik "happy hour". Tam czeka Piotr i Gustawo. Chwila na zapoznanie i jak polska tradycja nakazuje po drineczku :) po jakims czasie wpadamy na pomysl zeby ruszyc na pacyfik i tak robimy. Wieczory sa chlodne i wiaterek troche daje ale wycieczka wzdluz wybrzeza jest super . Spodobalo sie wszystkim :) decyzja, zostajemy na jeszcze jeden caly dzien. Szukanie hotelu na noc bo na jachcie troche ciasno. To jest sobota wiec nie udaje nam sie nic znalesc w rejonie monterey ( cops nas zatrzymuja ale udaje sie dogadac z czlowiekiem ) trzeba pojechac kawalek za miasto. Jutro czeka nas ciekawy dzien.



[Fresno, CA - Monterey, CA]