poniedziałek, stycznia 12, 2009

Napa Valley

Kalifornia ma takie miejsce, które jest odwiedzane częściej przez mieszkańców tego stanu, niż przez turystów, jest nim Dolina Napa - region winiarski. Mieszkańcy Bay Area i San Francisco mogą uważać się za szczęściarzy, dojazd w to miejsce nie zajmuje więcej niż godzinę. Trzeba pamiętać tylko w jakim celu udajemy się do Doliny Napa - czy w celach degustacji win, czy zwykłego zwiedzania okolic... W pierwszym wypadku warto wybrać lub wylosować kierowcę, który nie będzie degustował win, a w drugim koniecznie trzeba zabrać ze sobą aparat fotograficzny, ponieważ widoczki jakie będziemy mieli zaserwowane - należą do jednych z ładniejszych i spokojnie można później zażartować, że było się w południowej Francji. Dolina nie przypomina typowej Kalifornii, jest tutaj dużo "europejskich" krajobrazów i architektury, które zaskoczą każdego.
Do winiarni można się dostać z San Francisco na wiele sposobów, szybciej przez Oakland, a przyjemniej przez most Golden Gate - skąd mniejszymi drogami przetniemy "konkurencyjną" dolinę Sonoma, gdzie będziemy mieli przedsmak winnic. Już na kilka mil przed miastem Napa, można zobaczyć pierwsze ogromne pola winorośli z winiarniami, które "wyłapują" pierwszych gości. Do wyboru mamy naprawdę sporą liczbę ciekawych miejsc, można sugerować się wyglądem zewnętrznym, marką lub szczepami produkowanych tutaj win. Dużo osób ma swoje ulubione miejsca, które odwiedza dość często. Dla osób, które pragną pierwszy raz zetknąć się z przemysłem winiarskim jest kilka miejsc z bezpłatną degustacją. Cały obszar doliny to ogromne tereny z winoroślami, przejazd między nimi może wydać się monotonny i zabarwiany tylko co jakiś czas przepięknymi budynkami.
Dla dobrej orientacji warto zapamiętać sobie, że główną arterią przelotową jest droga numer 29 - wzdłuż, której mają swoje winiarnie znane marki winiarskie takie jak m.in. ogromne budynki winnic Roberta Mondaviego. Prawie równolegle do tej drogi biegną tory kolejowe słynnego Winnego Pociągu - (Wine Train). Jest to trzygodzinna podróż połączona z posiłkami i degustacją win, trasa prowadzi pomiędzy winnicami na odcinku około 60 kilometrów. Główna stacja mieści się niedaleko centrum miasta i z zewnątrz wygląda niezbyt interesująco, dopiero stojące na bocznicy historyczne dwa wagony sugerują, że jesteśmy we właściwym miejscu. Samochód zostawiamy na dużym parkingu i wchodzimy na pokład pociągu. Będąc w mieście Napa warto odwiedzić duże biuro Informacji Turystycznej (Visitor Center), dostaniemy tutaj bardzo obszerną informację na temat wszystkich winnic w rejonie z dokładnym opisem. W samym centrum miasta możemy zetknąć się w przyjemną zabudową – momentami wiktoriańską oraz muralami na ścianach budynków. Lokalne knajpki oferują kawę i lekkie posiłki, a na smakoszów -czeka duża liczba restauracji.
Równolegle do słynnej drogi numer 29 ciągnie się - nie mniej popularna droga Silverado Trail, jak dla mnie zdecydowanie wizualnie skraca odcinek. Na szlaku Silverado krajobraz jest bardziej zróżnicowany i widok winorośli rosnących na niewysokich wzgórzach jest wspaniały. Mijane budynki stylizowane są na znane z Europy – rejony, gdzie winiarstwo znane jest od wieków, osoby chcące spędzić miłe chwile w Toskanii, Burgundii czy okolic Renu – mają tutaj replikę swoich wymarzonych miejsc. Rejony takie bardzo przyciągają turystów. Swoich wielbicieli ma też nowoczesna architektura, która kompletnie nie pasuje do okolicy. Jednak - dla mnie nie jest żadną frajdą - degustacja win - w czymś co przypomina bunkier :). Silverado Trail jest, krótszy niż droga numer 29, ale w każdej chwili można odbić na jedną z wielu prostopadłych lokalnych dróg i znajdziemy się na wybranej trasie. Takie przesmyki między winnicami mają swoje uroki, można w ciszy przespacerować się między winoroślami lub odwiedzić mniej znane winiarnie, które jakością nie odstają od potentatów, a klimatem nawet je przewyższają.
Zwykle słynny rytuał degustacji polega na stawieniu się w wybranym przez siebie miejscu i po uiszczeniu drobnej opłaty (10 $ lub więcej, czasem bezpłatnie), udajemy się do sal budynku, gdzie przy kontuarze lub przy stolikach możemy spróbować po lampce wybranego wina, które można wypić lub wypluć do stojących obok spluwaczek. Jeśli któryś szczep przypadnie i rocznik przypadnie nam do gustu można zakupić butelkę lub parę butelek... i spędzić miło czas sącząc wino pod palmami lub na patio z widokiem na piękną okolicę. Dość popularne jest przywożenie własnego prowiantu i przesiadywanie na ławkach lub trawnikach w cieniu cedrów. Tak więc miejsc na degustację jest mnóstwo, dlatego warto na przejażdżkę wybrać się rano, żeby nie tracić cennego czasu, winiarnie zamykane są w większości w okolicach 5 - 6 godziny - jak dla mnie za wcześnie.
Jadąc na północ drogą 29 mijamy kameralne mieścinki, które ze względu na przemysł winiarski zorientowane są na mocno na turystów, mijane Yountville, Rutheford, St. Helen i Calistoga to nie tylko zielone krzewy, to również piękne trasy widokowe, jeziora i małe lokalne atrakcje takie jak czynny Gejzer Old Faithful na obrzeżach Calistogi. Miejsce przyciąga ciekawych erupcji masy wody, a przypomina bardzo słynnego imiennika z Yellowstone. W tym małym mieście znajduje się rozlewnia wody, a przed nią - na trawniku zaparkowano karykaturalnych rozmiarów - pojazd - replikę ciężarówki do rozwożenia wody, to wdzięczne miejsce zasługuje z pewnością na ciekawe zdjęcia. Chętnych relaksu, kąpieli błotnych i gorących źródeł przyciąga ten obszar, kusząc wieloma resortami, spa i hotelami. Jednodniowa wyprawa do Doliny Napa to przyjemna ucieczka od wielkich miast i gwaru ulic i autostrad. Relaks pod każdą postacią gwarantowany dla każdego... Jedno mnie troszkę zaskakuje to znikoma ilość policji, a przecież miejsce wydaje się być wymarzone do łapania nietrzeźwych kierowców :).

Napa Valley

Miły Polski akcent: Warren Winiarski pochodzi z Chicago, były wykładowca literatury na uniwersytecie kalifornijskim, w toku pracy nad doktoratem, spędził rok w Neapolu. Pobyt tam sprawił, że zdecydował się porzucić karierę naukowca i zająć wytwarzaniem wina i kupił w samym środku "doliny" winnice: Stag's Leap Wine Cellars. Winiarski sławę zdobył w 1976 roku, kiedy jego trzyletni cabernet sauvignon - zwyciężył słynną, zorganizowaną przez Stevena Spurriera, paryską degustację „w ciemno", zostawiając w tyle najsłynniejsze bordoskie chateaux. I od tej pory zaczęła się sława win kalifornijskich. Dziś 79 letni Warren Winiarski przeszedł definitywnie na emeryturę sprzedając słynną winnicę konsorcjum stworzonemu przez toskańskiego potentata Piero Antinoriego i znanego producenta win ze stanu Waszyngton Chateau Ste Michelle.
Adres: 5766 Silverado Trail, Napa CA 94558

Zapraszam na przejażdżkę :)

środa, grudnia 31, 2008

Happy New Year 2009!

wtorek, grudnia 23, 2008

wtorek, grudnia 16, 2008

日本町 - San Francisco po Japońsku.

Japantown
Japantown (znany również jako "Nihonmachi", 日本町, "Little Osaka" i "Miasto J") obejmuje obszar około sześciu przecznic w dzielnicy Western Addict. Znajdziemy tutaj dużo japońskich restauracji, supermarketów, hoteli i banków. Jej głównym punktem jest Japan Center (otwarty w 1968 roku) z wysoką pięcio-poziomową Pagodą (Peace Pagoda), zaprojektowaną przez japońskiego architekta Yoshiro Taniguchi. Japantown w SF jest największą i najstarszą taką enklawą w Stanach Zjednoczonych. Jednak jest to tylko cień tego, czym była przed II wojną światową. Obecnie istnieją tylko dwa inne Japantowns w Stanach Zjednoczonych. Po japońskim ataku na Pearl Harbor, rząd USA internował większość Japończyków i Amerykanów pochodzenia japońskiego. Pozostawione po nich miejsce szybko zostało wypełnione przez tysiące ciemnoskórych Amerykanów, którzy opuścili rolnicze Południe w poszukiwaniu pracy w przemyśle zbrojeniowym w Kalifornii. Po wojnie, niektórzy Amerykanie japońskiego pochodzenia wrócili, a za nimi nowi imigranci niezrażeni trudną historią obu krajów.



Japanese Tea Garden
Japoński Ogród Herbaciany jest niezmiernie popularną atrakcją Parku Golden Gate, pierwotnie zbudowany jako element całego kompleksu Targów Międzynarodowych w Kalifornii w 1894 roku. Jest to Najstarszy publiczny ogród japoński w Stanach Zjednoczonych, za niewielką opłatą (4 $) można przespacerować się wąskimi ścieżkami pomiędzy roślinnością pochodząca z kraju kwitnącej wiśni. W centralnym miejscu stoi wysoka kolorowa pagoda u podnóża której znajduję się mały staw z pięknymi rybami. Chodząc po zakamarkach ogrodu można natrafić na posąg buddy, typową dla Japonii bramę z bambusowymi wrotami i mostek, który jest sporym wyzwaniem dla każdego. Przejście po nim wymaga odwagi i małych umiejętności wspinaczkowych. Mały sklepik w środku oferuję pamiątki.


Japanese Tea Garden

Japantown

Californication

Właśnie zakończył się 2 sezon mojego ulubionego serialu i nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i czekać na 3 sezon, którego 12 odcinków zamówiła stacja Showtime :).

"Najbardziej niepoprawny program, jaki można było oglądać bez użycia karty kredytowej, jedyna komedia dla dorosłych, która faktycznie jest dla dorosłych” –
tak o "Californication" napisał amerykański magazyn Rolling Stone.

Californication jest to serial ShowTime który przkracza pewne granice. Główną z nich jest tu rozwiązłość seksualna. Główny bohater Hank Moody stara się odzyskać swoją byłą dziewczynę Karen, a zarazem matkę jego 13-letniej córki. Nie jest to zadanie proste, gdyż niedawno się ona zaręczyła. Pierwszy sezon przedstawia głównie jego postępującą degrengoladę, objawiającą się m.in. zwariowanymi przygodami na jedną noc. Natomiast w drugim widzimy jego próbę odbicia się niemalże od dna i walkę o odzyskanie zaufania Karen. Pomimo stałego wątku przewodniego czyli przelotnego seksu, Hank podejmuję próbę stworzenia szczęśliwej rodziny, fabuła jest znacząco zróżnicowana pomiędzy seriami. Dla mnie idolem stała się postać Lew Ashby, który prosi Hanka o napisanie swojej biografii. Facet potrafi się bawić ...
.

poniedziałek, grudnia 15, 2008

Magic places: The Palace of Fine Arts

The Palace of Fine Arts: 2008

The Palace of Fine Arts: 1919

Pałac Sztuk Pięknych w Dystrykcie Marina jest konstrukcją zbudowaną na potrzeby Panama-Pacific Expo w 1915 roku. Został on zaprojektowany przez Bernarda Maybeck, który wziął swoją inspirację z architektury Rzymskiej i Greckiej. W latach 1960 miejsce to zostało całkowicie odnowione. Hol wystawowy, który oryginalnie mieścił wystawę malarstwa Impresjonistycznego teraz stał się miejscem dla interaktywnego muzeum nauki - Exploratorium. Pałac Sztuk Pięknych jest też ulubionym miejscem wizyt młodych par po ślubie w rejonie całej Bay Area. Jest to bardzo wdzięczne miejsce dla każdego fotografa i zdarzają się sytuacje komiczne kiedy kilka par stoi w kolejce do zdjęcia z panoramą Pałacu w tle.

sobota, grudnia 13, 2008

Jeden dłuuuuuuuuuuuugi dzień

To długie...

i to długie...

piątek, grudnia 12, 2008

Magic places: Alamo Square

Six Sisters - Painted Ladies
Alamo Square to prawie 70 metrowy skrawek zieleni otoczony przepięknymi domami. Jego wschodnia strona to najbardziej obfotografowany rząd kolorowych Wiktoriańskich domków w San Francisco. Myślę, że każdy przeglądający strony internetowe lub przewodniki zawsze trafi na zdjęcia z tego miejsca. Dojazd samochodem może być kłopotliwy ze względu na ogromne trudności z zaparkowaniem. Autobus numer 21 zatrzymuje się przy samym skwerze. Z najwyższego punktu na górce rozciąga się się rewelacyjna panorama San Francisco, trawnik z którego można zrobić pamiątkowe zdjęcia zawsze jest zatłoczony przez turystów. Mieszkańcy często przychodzą poleżeć na trawce skąd mają przyjemne dla oka i niepowtarzalne widoki (oraz darmowy internet - ale to nieoficjalnie :). Miejsce jest "dog friendly" i można tutaj spotkać dużo biegających piesków. Pobliskie ulice Mcalister i Steiner to uczta dla oka, znajdują się tam jedne z najładniejszych budynków w stylu Wiktoriańskim w całym mieście. Spacer po Alamo Square i okolicy to obowiązkowy punkt wizyty z San Francisco.

Scott Street widok od zachodniej strony

Detektyw Monk z San Francisco

Od kilku miesięcy staram się nadrobić zaległości w oglądaniu serialu Detektyw Monk, przez lata ignorowałem tą produkcję uznając ją po prostu za głupią.
Za namową obejrzałem kila odcinków bardziej zainteresowany miejscem w jakim rozgrywa się akcja filmu czyli w San Francisco niż fabułą. Stało się coś niespodziewanego, serial spodobał mi się na tyle, że obejrzałem wszystkie sezony. Oczywiście całość traktowałem z przymrużeniem oka i ta lekka komedia niejednokrotnie pozwalała mi dobrze usnąć. Sceneria w jakiej rozgrywały się pierwsze sezony umiejscowiona była w okolicach dobrze mi znanych (czasem poprzekręcanych dla potrzeb serialu) a nawet w sąsiedztwie, niestety producenci postanowili chyba obniżyć koszty i ostatnie odcinki kręcone były w Los Angeles. Próba wybudowania uliczek San Francisco w Universal Studios wypadła blado, plastikowe tramwaje, wysokie palmy i wzgórza w tle nie zmylą kogoś, kto spędził trochę czasu w Bay Area :).
Klimatu San Francisco nie da się podrobić... teraz czekam na dalsze odcinki 7 sezonu już tylko z ciekawości nowych natręctw pana Monka.
Serial opowiada o losach byłego policjanta Adriana Monka. Od chwili, gdy jego żona Trudy została zamordowana przez bombę w samochodzie, pogłębiły się jego zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, objawiające się przez m.in. fobie, wyjątkową czułość na symetrię i higienę. Spowodowało to zwolnienie z policji na podstawie artykułu 10, paragrafu 106C - odchylenia w psychice. Był to dla niego dobijający cios. Z pomocą osobistej pielęgniarki, Sharony Fleming zdołał się jednak pozbierać i dostał posadę konsultanta Departamentu Policji San Francisco, gdzie za zadanie ma pomaganie kapitanowi Lelandowi Stottlemayerowi w rozwiązywaniu zagadkowych morderstw.
Jednak wszystko to robi w jednym celu - aby odnaleźć mordercę swojej żony. Uważa bowiem, iż musi rozwiązać wystarczająco dużą ilość spraw, aby być gotowym na rozwikłanie tej jednej, najważniejszej. W międzyczasie Sharona, zmęczona pomaganiem Monkowi, odchodzi bez słowa, a zastępuje ją Natalie Teeger, która jest z Adrianem na dobre i na złe.

It's a jungle out there
Disorder and confusion everywhere
No one seems to care. Well I do.
Hey, who's in charge here?
It's a jungle out there
Poison in the very air we breathe
Do you know what's in the water that you drink?
Well I do, and it's amazing
People think I'm crazy, 'cause I worry all the time
If you paid attention, you'd be worried too
You better pay attention
Or this world we love so much might just kill you
I could be wrong now, but I don't think so. It's a jungle out there

Merry Christmas vs. Happy Holidays

Tak, jakby w kraju było mało problemów jak zwykle w grudniu rozgorzała debata na temat tego, czy powinno się mówić "Merry Christmas" czy "Happy Holidays".
Według badań sondażu opinii społecznych firmy Rasmussen jakie napisy na sklepach woleliby zobaczyć Amerykanie wygrał zdecydowanie Merry Christmas a wyniki kształtowały się w następujący sposób:
68% ankietowanych wybrało - Merry Christmas
a tylko 25% wybrało Happy Holidays.
Rozkładając to na politykę wyglądało to tak, że 84% Republikanów wybrało - Merry Christmas a spośród Demokratów 51%. Happy Holidays wybrało 13% Republikanów i 43% Demokratów.
Prezydent, Kongres i Senat jest demokratyczny więc nie zdziwię się, że w grudniu 2009 nie będzie można używać Merry Christmas.



czwartek, grudnia 11, 2008

Magic places: Dolores Park

Dolores Park - oficjalnie Mission Dolores Park - nazwa pochodzi od misji Dolores, ustanowionej przez hiszpańskich misjonarzy w 1776. Rdzenni Amerykanie z plemienia Ohlone zamieszkiwali ten obszar kilka wieków przed przybyciem Hiszpanów. Indianie Ohlone dzielili ziemię z osadnikami do 1849 roku kiedy to wybuchła Gorączka Złota i fala poszukiwaczy złota, hazardzistów i sklepikarzy zalała San Francisco. W 1861 roku cały teren został zakupiony przez Kongregację Sherith Izraela na cmentarz żydowski. W 1894 roku cmentarz został przeniesiony do San Mateo County , gdy ziemia stała się zbyt cenna a pochówek zmarłych granicach miasta został zabroniony. Groby zostały przeniesione do Colma (za pośrednictwem kolei Southern Pacific), gdzie znajdują się do dziś. W wyniku masowego przenoszenia grobów z San Francisco, Colma jest prawdopodobnie największym miastem w świecie, gdzie liczba osób martwych przewyższa żyjących. W 1905, miasto San Francisco kupiło ziemię Dolores Park za prawie 300,000 dolarów (równowartość około 4 milionów dolarów w 2004 r.). W latach 1906-07, park służył jako obóz przejściowy dla 1600 rodzin, ofiar wielkiego trzęsienie ziemi w 1906 roku. Obóz zlikwidowano w lecie 1908 roku. Obecnie Świerzym Park jest bardzo popularny wśród mieszkańców szukających odpoczynku na świerzym powietrzu.

Telewizja Cyfrowa coming soon...


Amerykański Senat przyjął zapis, w którym określa ostateczny termin przystosowania się wszystkich nadawców telewizyjnych do technologii cyfrowej. Zgodnie z propozycją od 17 lutego 2009 roku wszyscy amerykańscy nadawcy będą musieli nadawać swój obraz cyfrowo. Choć w USA od 1 marca 2007 obowiązuje zakaz produkcji i importu telewizorów bez cyfrowego tunera, to nie ma zakazu sprzedaży takich telewizorów z zapasów magazynowych. Według FCC sprzedaż takich telewizorów bez jasnego poinformowania kupujących o ich ograniczeniach jest naruszaniem praw konsumentów. Wymagana przez FCC oznaczenia telewizorów mają informować kupujących, że te telewizory nie będą mogły odbierać programów telewizyjnych po 17 lutego 2009.

Telewizja cyfrowa to metoda transmisji sygnału telewizyjnego w postaci sygnału cyfrowego do odbiorników indywidualnych. Dzięki cyfrowej kompresji obrazu (w kompresji MPEG-2 oraz MPEG-4) i dźwięku umożliwia przesłanie od 4- do 16-krotnie więcej programów telewizyjnych niż w przypadku telewizji analogowej przy wykorzystaniu podobnego pasma.

Transmisja cyfrowa umożliwiła łatwe dodanie szeregu usług dodatkowych jak:

* informacje o nadawanych programach (EPG),
* automatyczne wyszukiwanie programów,
* kilka kanałów dźwiękowych z różnymi wersjami językowymi,
* napisy,
* kodowanie kanałów w celu ograniczenia kręgu odbiorców (telewizja płatna),
* telewizja interaktywna,
* przeprowadzania ankiet, dzięki kanałowi zwrotnemu,
* kontrola rodzicielska.

W zależności od wykorzystywanego medium transmisyjnego telewizja cyfrowa może być nadawana jako telewizja satelitarna (DVB-S, DVB-S2), telewizja naziemna (DVB-T, DVB-T2), telewizja kablowa (DVB-C), telewizja komórkowa (DVB-H) lub jako telewizja mobilna.

Więcej informacji : Dokument PDF

wtorek, grudnia 09, 2008

poniedziałek, grudnia 08, 2008

Essence of C A L I F O R N I A

Lata trzydzieste, lata czterdzieste...

South Cali Expedition Part III


Szybko opuszczamy rejony Salton Sea i w rejonie Mecca Beach próbujemy przebić się na skróty przez off-road, w kierunku Box Canyon, niestety droga jest zbyt trudna, nawet nasz samochód, fakt - że nieco obciążony - z napędem na cztery koła - nie daje rady. Wracamy i niechcący z wysokości podziwiamy panoramę tego nieprzyjaznego jeziora. Docieramy do wjazdu do kanionu - to już drugi raz w tym samym miejscu :). Zapamiętujemy lokacje na GPS, żeby w przyszłości pojawić się tutaj lub polecić miejsce innym spragnionym ucieczki w dzikie i nieznane tereny. Na chwilkę zatrzymujemy się przy ogromnym polu papryki i robimy małe zapasy, mam nadzieję, że właściciel się nie pogniewa za kilka czerwonych i zielonych roślinek. Przebijamy się w stronę północy do autostrady międzystanowej numer 10, ruch tutaj - jak zwykle duży, ale my mamy do pokonania tylko kilka mil do oazy lub jak kto woli - do miejsca, gdzie znajduje się duża stacja benzynowa ze sklepem i nasz cel - Muzeum Pamięci Generała Pattona, w tym miejscu w okresie II wojny światowej ćwiczył swoje dywizje pancerne przez wyruszeniem do boju. Przy wejściu wita nas sam generał - pod postacią ogromnego pomnika, a za ogrodzeniem widać ogromne czołgi z tamtego okresu. W środku małe kameralne muzeum z eksponatami z wszystkich wojen, w których brały udział wojska amerykańskie. Spacerując napotykamy na kącik dotyczący Holokaustu i na zdjęciach znajdujemy napisy, które wzbudzają dużo sensacji szumu w mediach, a dotyczą "polskich obozów koncentracyjnych", na szczęście ktoś mądry odręcznie dopisał - "w okupowanej Polsce". Na jednej ze ścian mamy miły akcent Polski, widzę informację o naszych rodakach, którzy złamali szyfr enigmy oraz wzmiankę o Armii Krajowej, która wykradła plany i części rakiet V1 i V2. Na zewnątrz można podziwiać z bliska czołgi i inne pojazdy z II Wojny Światowej. Robimy kilka pamiątkowych zdjęć i zbieramy się w drogę. Wracamy autostradą kilka mil do wjazdu do Parku Narodowego Joshua Tree, dla mnie będą to już "ente" odwiedziny, ale za każdym razem odkrywam jakiś nowy element, który wcześniej przegapiłem i z tą myślą ruszam dalej. Pierwszy raz używam południowej drogi i normalne zwiedzanie zaczynam od "końca". Pierwszym punktem jest Cottonwood Visitor Center, gdzie zaopatrujemy się w mapki i najświeższe informacje o przejezdności dróg, na ścianie zasmuca nas informacja, że wszystkie kempingi są zajęte. Ruszamy do Lost Palm Oasis oddalonego o kilka mil od głównej drogi miejsca, w którym znajduje się malutka oaza osłonięta od ludzkiego wzroku przez niewielkie górki i głazy, niektóre wysokie i obrośnie palmami i... nic poza tym :). Ładne widoki i dla chętnych możliwość pieszej wycieczki po okolicy. Powracamy na główną drogę i docieramy do skrzyżowania z dwiema nieutwardzonymi drogami Old Dale Road i Black Eagle Mine Road, tutaj pada propozycja ominięcia głównych atrakcji tego parku, w którym akurat większość z nas była i postanawiamy udać się na północ w stronę Mojave Desert. Wybieramy pierwszą drogę i ruszamy przez pustynię. Trasa jest bardzo słabej jakości, co chwila wpadamy w koleiny i na małe wyboje. W połowie drogi natrafiamy na odcinek kompletnie zalany przez wodę, zastanawiamy się jak głęboko jest i czy nie ma pod wodą jakiejś niespodzianki, która może unieruchomić samochód. Ruszamy pierwsi i okazuję się, że woda sięga do drzwi, trochę nas zarzuca, ale udaję się przejechać, samochód jest cały w błocie, ale kto mówił że będzie lekko :). Po kilku milach płaski teren powoli zaczyna się wznosić, ani śladu tutaj po słynnych drzewkach Jozuego. Po chwili robi się już bardzo stromo, a droga przestaje mieć coś wspólnego z nazwą, teraz jazda obywa się po kamieniach i ogromnych dziurach, co chwila trzeba budować przejazd, zatrzymujemy się i kilka osób idzie na zwiad. Wracają po kilku minutach z informacją, że trasa jest nieprzejezdna dla naszego obładowanego wozu, rozdzielamy się więc - znajomi w wypożyczonym lekkim wozem terenowym nie mają nic do stracenia i ruszają dalej, w oddali widzimy - tylko co chwila zapalane światła stopu i wychodzących pasażerów, którzy naprowadzają kierowcę. Szybko wracamy tą samą trasą, nie ma pośpiechu , dlatego postanawiamy zwiedzić jeszcze raz ten Park. Przy głównej drodze trafiamy na zjazd Cholla Cactus Garden, wychodzimy na mały spacer pośród pięknych "puszystych" kaktusów, są nietypowe, ponadziewane małymi igiełkami z haczykami na końcach, trzeba bardzo uważać, z doświadczenia pamiętam jak kopnąłem kawałek takiego kaktusa - to po dziś dzień nie byłem w stanie wyjąc kolców z podeszwy buta! Znajomi próbują zrobić sobie zdjęcie pomiędzy kaktusami cholla i nadziewają się na kilka, trzeba poświęcić kilka minut na "operację", a my na szczęście posiadamy składanego Lethermana z cążkami. Niestety nie wszystkie da się wyciągnąć, pozostaje pocierpieć i poczekać kilka tygodni, aż same wyjdą. Tak więc zabieramy w dalszą drogę kilka przykrych pamiątek pod skórą i ruszamy dalej do punktu oznaczonego jako White Tank, znajdujemy tam formacje skalne w kształcie łuku podobnego to tych spotykanych w Arch National Park w Utah, tylko odpowiednio mniejszej skali, głazy są wszędzie i wyglądają jak oszlifowane, prawie każdy ma kształt owalny co dodaje miejscu uroku. Okolica nareszcie zapełnia się główną atrakcją czyli drzewkami Jozuego (Joshua Tree) lub juką krótkolistną, wygląda to jak połączenie kaktusa z palmą, większość drzewek jest niewiele większa od zwykłego człowieka. Drzewko jest największym przedstawicielem rodziny agawowatych na świecie. Całe połacie tych niesamowitych drzewek rozsianych po ogromnym terenie w sporych odstępach od siebie tworzą niezapomniany obraz. Jako ciekawostkę dodam, że najładniejsze juki z tej rodziny spotkać można w Dolinie Śmierci na trasie Racetrack Valley. Obowiązkowo zatrzymujemy się skale nazywanej Skull Rock, tworzy ona kształt czaszki ze stożkową głową i wielkimi oczodołami, taki wybryk natury. Atrakcje na tym odcinku trasy zagęszczają się i właściwie co chwila jest jakiś mały parking lub zjazd gdzie można podziwiać teren, skały tworzą tutaj dziwaczne kształty w tle z drzewkami Jozuego i właściwie każdemu miejscu można nadać jakąś nazwę, nie sugerując się mapką. Chętni na hiking mogą właściwie zatrzymać się w każdym miejscu i pójść w teren, miejsce upodobali sobie wpinacze i nikogo nie dziwi widok ludzi wiszących na skałach. Skały tworzą dużo zakamarków, w których można ukryć się przez ludźmi i spokojnie poleżeć. Zresztą ruch jest tutaj minimalny i zdarzyło mi się uczyć w tym miejscu pewne osoby jazdy samochodem :). Najbardziej oddalony od głównego "węzła" komunikacyjnego jest punkt Key View, skąd mamy świetny widok z wysokości 1500 metrów na pasmo górskie Little San Bernardino. Jako ciekawe miejsca wymienić można szlak do Baker Dam, gdzie można podziwiać oczko wodne, Hidden Valley - stara kryjówka złodziei bydła ze sporym parkingiem i szlakiem po głazach. Spotkać tam można dużo szarych myszek i myszoskoczków, a są to bardzo pocieszne zwierzątka :). Warto wstąpić do Keys Ranch, gdzie znajdziemy stare drewniane domki i wraki samochodów oraz zachęcam do przespacerowania się szlakiem do Fortynine Palms Oasis - przypominającym podobną Oazę z palmami na południu parku. Opuszczamy Park północnym wjazdem, gdzie sprawdzane są nasze karty wstępu, zdziwiło mnie to troszkę, bo wygląda na to, że na południu nie ma bramek i każdy kto, chciałby zwiedzić za darmo - powinien tam wjechać, zwiedzić i wyjechać tą samą drogą :). W miejscowości Twentynine Palms skręcamy na wschód, odbijamy lokalną drogą Ironage na północ, jest już ciemno i pozostaje nam szukać jakiegoś miejsca na nocleg, po kilku milach skręcamy z drogi na pustynię jadąc ostrożnie między nielicznymi krzewami, zatrzymujemy się w upatrzonym miejscu. Powtarzamy całą procedurę z rozbijaniem obozowiska, ziemia jest tak miękka, że co chwila zapadamy się po kostki, a to za sprawą wszechobecnych dziur w ziemi, które wykopały myszoskoczki i inne gryzonie. Znalezienie opału jest bardzo trudne, do dyspozycji mamy tylko krzaki - słynne z westernów, kiedy przetaczają się po drogach :) oraz krzewy, wszystko wyschnięte jest na wiór i spalenie tego to kwestia kilku sekund. Tak więc ognisko trwało krótko, ale zdążyliśmy zrobić jedzenie. Rano przyjemna pobudka, jak zwykle ostre słońce przygrzało tego dnia bardzo mocno, trudno wytrzymać w koszulce. Teraz widać, gdzie wylądowaliśmy :), byliśmy na środku pustyni otoczeni przez surowe pasma górskie, widok jak dla mnie rewelacyjny! Teren - na którym staliśmy był płaski i ze znikomą roślinnością, co utrudniało sprawy związane z poranną toaletą :). Po śniadaniu ustawiliśmy cele i pobawiliśmy się w strzelanie do rzutek, całkiem fajnie to wyszło, a my w ten sposób pozbyliśmy się butelek, puszek i owoców :). Zebraliśmy się powoli i wróciliśmy na drogę, którą pojechaliśmy w kierunku północnym do miejsca na mapie nazwanego Amboy, w tym miejscu przebiegała kiedyś słynna droga 66 - czego dowodem są pamiątkowe tabliczki. Nasz atlas drogowy pokazywał, że na naszej drodze znajdują się "miejsca" - o ciekawych nazwach takich jak Bagdad i Siberia, ale niestety to tylko nazwy, a jeszcze bardziej szkoda, że nikt nie postawił tutaj tabliczek. Nieopodal Amboy znajduje się spory krater - Amboy Crater National Natural Landmark, do którego prowadzi szlak pieszy, samochody trzeba zostawić na parkingu. Droga prowadzi na skraj krateru i do jego wnętrza, atrakcja jest krótko mówiąc słaba i najlepszy widok jest z tarasu widokowego koło parkingu. Jadąc w stronę Barstow natrafiamy na ogromny korek, pozostaje nam szybko przemyśleć alternatywną drogę i szybko uciekamy opłotkami na autostradę 58, która po kilkudziesięciu milach jest zakorkowana kompletnie, ruch zamiera. Stoimy w upale nie rozumiejąc co się dzieje, podsłuchiwani kierowcy ciężarówek wymieniają uwagi, że nigdy takiego korka nie widzieli w tym miejscu. Wyjaśnienie pojawia się po kilku minutach, obok znajduję się baza sił powietrznych Edwards, a my jedziemy prawie równolegle do lotniska - a godzinę wcześniej lądował prom Endeavor! Co za niespodzianka i każdy chciał zrobić pamiątkowe zdjęcie i tak powstał straszny zator na drodze. Po tym wydarzeniu korek nie zelżał i staliśmy jeszcze długo, późno wieczorem trafiliśmy do Bakersfield, gdzie wjechaliśmy na międzystanową I-5, która dowiozła nas do domu...